Sprawy flagi cd. - samowola Federera

Skoki narciarskie, awantury o flagę c.d. - Nie zapłacimy za reklamę na fladze - mówią w MaxData. - Grzywna dla Kuttina to skandal! - grzmi Edi Federer, menedżer reprezentacji. - Pewnie sam wziął pieniądze - komentuje szef PZN Paweł Włodarczyk.
Rozmowy o polskiej fladze z logo niemieckiej firmy komputerowej MaxData, którą w pierwszym konkursie Pucharu Świata w Kuusamo trener Heinz Kuttin dawał zawodnikom znak do skoku, Federer ucina albo rzucając ze złością słuchawką, albo krzykiem. Nie rozumie, dlaczego Polacy czują się urażeni, iż na biało-czerwonej fladze ukazało się logo sponsora. Tymczasem wygląda na to, że całą burzę spowodował właśnie on. Samowolnie. Na pewno jednak ani związek, ani Małysz, ani młodzi polscy skoczkowie nie dostaną złotówki za wybryk austriackiego menedżera.

- Edi Federer sam pewnie doszedł do porozumienia z firmą w sprawie reklamy na polskiej fladze, sam podpisał umowę i sam wziął za to pieniądze. Nas nie poinformował o niczym. Nie wpłynęło żadne pismo, żaden mail informujący o tym, że mamy nowego sponsora. Nie zarobiliśmy na tym ani grosza - powiedział "Gazecie" Paweł Włodarczyk, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.

W firmie MaxData usłyszeliśmy, że w regulaminie umowy z Federerem nie było ani jednego słowa, że jej nazwa pojawi się na fladze. - Na pewno MaxData nie zapłaci za ekspozycję logo na polskiej fladze. Mało tego, firma czuje się ofiarą w tej sprawie - powiedziała rzeczniczka firmy Monika Domańska. - Menedżer reprezentacji jest z nami w kontakcie i już przepraszał za zamieszanie.

Wiadomo, że firma negocjuje zmianę umowy z PZN tak, aby mieć wpływ na to, jak wygląda flaga startowa. Rzeczniczka powiedziała "Gazecie", że po to, aby pozostała biało-czerwona.

- Dość już mam tego cyrku, cała Europa się z nas śmieje. Pukają się w czoło, że polskie media zrobiły z błahej sprawy taką aferę. Że na fladze narodowej pojawiła się nazwa sponsora? Czy to aż taki grzech, spójrzcie na flagę austriacką, tam jest to samo. Czemu Austriakom to nie przeszkadza? - złości się Federer.

- Edi ma prawa do 150 cm kwadratowych reklamy na kombinezonach i "oficjalnych" strojach polskich skoczków. Za tyle zapłacił Związkowi. Do tego jest właścicielem praw do reklamy na kasku Adama - odpowiada prezes Włodarczyk. - Szczerze mówiąc, oglądając konkurs w Kuusamo, nawet nie zwróciłem uwagi, jaką chorągiewką macha Heinz. Nic nie wiedziałem także przed zawodami. To była tylko i wyłącznie prywatna inicjatywa pana Federera. Dla mnie reklama na polskiej fladze jest niedopuszczalna bez żadnego gadania. Taka austriacka samowola.

Federer, były znany austriacki skoczek, jest menedżerem Adama Małysza, a także m.in. innego czołowego skoczka świata - swojego rodaka Thomasa Morgensterna, złościł się także na poniedziałkową decyzję władz PZN-u, które ukarały trenera Kuttina grzywną w wysokości 5 tys. złotych. Pieniądze zostaną przeznaczone na cele charytatywne. - Ta grzywna to skandal! - grzmi Federer. - Co Heinz był winien? Jest trenerem, machał tym, co dostał. Za to ja jestem człowiekiem od marketingu. Zajmuję się znajdowaniem sponsorów. Przecież te pieniądze idą później na rozwój polskich skoków, na dzieciaki, które zaczynają skakać. Nie będzie mi łatwo po takim teatrze zjednywać sponsorów. Oni wcale nie muszą reklamować się poprzez polskich skoczków. Pójdą do innych.

Trenera Kuttina ukaraliśmy grzywną za nielojalność - wyjaśnia prezes Włodarczyk. - On machał flagą z nazwą sponsora bez wiedzy Związku. A jest jego pracownikiem i tego mu robić nie wolno. Tylko wyznaczony pracownik PZN-u może przyjść i powiedzieć Heinzowi, co i w jaki sposób ma reklamować. A ponieważ machał tą flagą bez konsultacji z nikim, został ukarany.

Po sezonie chorągiewka Kuttina - z podpisami skoczków - zostanie wystawiona do licytacji przez jedną z warszawskich fundacji. - Nie ma mowy, by teraz albo kiedykolwiek była na niej jakaś reklama - kończy prezes.

Dla "Gazety"

Apoloniusz Tajner, dyrektor sportowy PZN

Może i Edi chciałby przekazać część pieniędzy z tytułu tej umowy na rzecz młodych skoczków. Ale na razie to kwoty wirtualne i mówi o tym dziennikarzom, a nie nam. Nic do Związku nie wpłynęło ani nie miało wpłynąć. My nigdy nie mieliśmy do czynienia z MaxDatą. Dopiero po całej tej aferze doszło do wymiany pism między PZN-em a firmą. Okazało się, że oni brali Federera za przedstawiciela PZN-u. A tak nie jest. Federer ma prawo do reklam na określonej powierzchni kombinezonów. Flaga nie jest ujęta - jako powierzchnia reklamowa - w żadnej umowie. I, jeśli nie jest nikomu sprzedana, należy do PZN-u. Umieszczenie na niej jakiejkolwiek reklamy było niezgodne z prawem.

not. rb