Leszek Miklas: liga jest chora na grypę

Ligi hiszpańskiej czy angielskiej nie dogonimy przez dziesięciolecia. Nie wszystko można wytłumaczyć brakiem kasy, ale prawda jest niestety taka, że klub bez budżetu 20-25 mln dol. nie będzie grał w Lidze Mistrzów skutecznie i co roku - mówi dyrektor PLP Leszek Miklas.
Jacek Sarzało: Napisałem "Alfabet jesieni", w którym skrytykowałem rundę w polskiej lidze od A do Z. No i podobno straszliwie się Pan oburzył...

Leszek Miklas, dyrektor wykonawczy Piłkarskiej Ligi Polskiej: Owszem, oburzyłem się. Nie tylko zresztą ja. To tak, jakby pan był lekarzem, do którego przyszedł pacjent z grypą. A pan mu wali między oczy, że poza tym jest stary, gruby, brzydki, nie pracują mu ręce i nogi, serce jest do niczego. I stawia diagnozę - uśpić.

Chce Pan powiedzieć, że lekarz nie zna się na chorobach?

- Zgadzam się, że polski futbol jest pacjentem z grypą. Ale to nie znaczy, że mamy go skazać na śmierć. Trzeba po prostu postawić diagnozę, dać lekarstwa i powoli leczyć chorobę. I będzie dobrze. A my na siłę staramy się porównywać do Anglii, Hiszpanii, Włoch. To absolutna pomyłka. Potencjał tamtych lig jest kilkadziesiąt razy większy.

Czyli mam się cieszyć, że Wisła omal nie wyeliminowała Dynama Tbilisi lub Valerengi Oslo?

- Bez przesady. Ale dużym sukcesem będzie już wygrana z klubem, który ma budżet dwa, trzy razy większy. Nie oczekujmy, że pokonamy Real Madryt. Choć oczywiście, porażka z Dynamem była dramatem całej naszej piłki.

Pan też uważa, że futbol to tylko pieniądze?

- Wiem, że nie wszystko można wytłumaczyć brakiem kasy, ale prawda jest niestety taka, że klub bez budżetu 20-25 mln dol. nie będzie grał w Lidze Mistrzów skutecznie i co roku. Najlepszy przykład to drużyny ze Wschodu. Ukraińskie, moskiewskie. Tam już mają takie pieniądze.

Wszyscy dokoła mogą, a my nie. Nie przeszkadza to Panu?

- Ligi hiszpańskiej czy angielskiej nie dogonimy przez dziesięciolecia. Ale wcale nie tak daleko nam do Skandynawii czy Belgii. Tam są kluby z pieniędzmi wystarczającymi do awansu do LM.

W Norwegii jest jeden: Rosenborg Trondheim. Chciałby Pan, by tak samo było w Polsce?

- Myślę, że dominacja Wisły jest chwilowa. Wkrótce powinniśmy się dopracować czterech-sześciu klubów, które będą walczyć o mistrzostwo Polski. I Ligę Mistrzów, rzecz jasna.

A więc moja krytyka naszej ekstraklasy to mój prywatny przerost oczekiwań, tak?

- Tak. Musi pan pamiętać, że żyjemy w kraju raczej biednym. A stan gospodarki bardzo prosto przekłada się na sport. Futbol to nie jest kura, która sama z siebie znosi złote jaja. Niestety, na piłkę przeznaczamy za mało środków.

To może trzeba znaleźć bogatych i hojnych sponsorów?

- Dla operatorów telefonii komórkowej czy banków inwestowanie w ligę może i nie byłoby wielkim problemem. Ale trudno mieć do nich pretensje, że nie przychodzą.

Pewnie produkt im nie odpowiada...

- Jeżeli pan go tak bardzo krytykuje, to wcale się nie dziwię. Jasne, że kiedy w polskiej lidze gra zespół siódmy z dziesiątym, ciężko liczyć na wielkie emocje. Jednak tak samo jest w Holandii, Szkocji, Austrii czy nawet Niemczech. Tam też środek ligi to przeciętność.

Ale tam mają chociaż oprawę...

- To prawda. Najnudniejszy mecz kończący się wynikiem 0:0 jest tak atrakcyjnie przyrządzony, że ani na trybunach, ani przed telewizorem nikt nie ma prawa się nudzić.

No dobrze, ale na razie raczej Pan potwierdza to, co napisałem. Nasza liga nie może być dobra, bo jest zła...

- Napisał pan tekst bardzo jednostronny. Czarno pan widzi wszystko. Pewnie gdyby wygrał pan 10 mln zł w totka, natychmiast by się pan zmartwił, że musi zapłacić milion podatku. A ja twierdzę, że w każdej dziedzinie życia można znaleźć także pozytywne strony. Choćby korupcja. Rozmawiam z wieloma ludźmi i wszyscy mówią, że to, co dzieje się poza boiskami teraz, to i tak nic w porównaniu z tym, co było w poprzednich latach.

Rozumiem, że ten epitet najbardziej Pana dotknął? Że moim zdaniem polska liga jest aferalna...

- To nie jest tak, że dotknął. Po prostu się nie zgadzam. Wcale nie mówię, że liga jest pozbawiona korupcji. Ale jednocześnie jest najczystsza w ostatnich latach. A przypadek Polaru paradoksalnie tylko potwierdza zmiany. Sprawę bada prokurator, są mocne dowody, nie ma zmowy milczenia, na pewno zapadną wyroki.

No to co się Panu najbardziej nie spodobało w moim "Alfabecie"?

- Literka U. Napisał pan, że liga ubliża inteligencji tzw. normalnego kibica. Moim zdaniem to inwektywa obrażająca tych, którzy przychodzą na stadiony. Niech pan pomyśli o małych miasteczkach, w których ludzie kochają swoje kluby, przychodzą na mecze całymi rodzinami, wydają pieniądze, dopingują, znakomicie się bawią. A tu nagle ktoś im mówi, że oglądali spektakl, który ubliża ich inteligencji. I co? I następnym razem nie przyjdą. Przecież prasa powinna pomagać, a nie przeszkadzać.

A może jest tak, że ja Panu psuję rynek? Krytykuję produkt, który Pan od następnego sezonu będzie sprzedawał...

- Nie w tym rzecz. Byłem tylko zaskoczony, że można mieć taki punkt widzenia jak pan. Przecież ten produkt jest obiektywnie oglądany, w pańskiej gazecie też zajmuje najwięcej miejsca. Uważam, że nie można w nieskończoność pisać o czymś tylko źle, bo to coś w końcu umrze i nie będzie miał pan w ogóle tematów.

Wolałby Pan, by pisać tylko dobrze?

- Obiektywnie. To wystarczy.

A gdyby miał Pan odpowiedzieć na pytanie: skąd się bierze całe zło w polskim futbolu? Kto jest winny? Ja? W ogóle dziennikarze? Piłkarze? Działacze? PZPN? Państwo?

- Myślę, że wszyscy dokładamy swoją cegiełkę. Najważniejsze jest jednak chyba to, że państwo w ogóle nie interesuje się rozwojem sportu. Lamentuje się, próbuje się zwalniać prezesa PKOl po klęsce w Atenach, próbuje się zwiększyć naprędce budżet na sport. A wszystko chyba tylko po to, żeby mieć spokojne sumienie. Sport wymaga gruntownych zmian. Potrzebujemy wieloletniego programu rozwoju poszczególnych dyscyplin, wyselekcjonowania tych, na które Polska ma postawić, potrzebujemy zmian w strukturze zarządzania sportem, zmian w systemie nadzoru nad sportem. I wreszcie najważniejsze: sport profesjonalny potrzebuje odpowiednich regulacji prawnych pozwalających na jego rozwój - systemu ulg podatkowych. Zostawmy w sportowych spółkach akcyjnych podatki, które mają one płacić do budżetu - tak by mogły one je wydać na młodzież i infrastrukturę. A zamiast tego od 1 stycznia 2005 funduje nam się dla SSA podatek dochodowy na zasadach ogólnych. Sport to nie produkcja piwa i najwyższy czas, by decydenci to zrozumieli.



PLP

Piłkarska Liga Polska to organizacja zrzeszająca kluby pierwszej i drugiej ligi. Zasiadają w niej szefowie wszystkich klubów. Na czele PLP stoi Zbigniew Koźmiński. PLP formalnie nie zarządza jednak polską ligą. To należy do kompetencji PZPN, który PLP traktuje wyłącznie jako organ doradczy. Np. to PZPN i pośrednik związku - firma Sportfive - wybierali sponsora ligi, a teraz organizują przetarg na sprzedaż praw telewizyjnych do ekstraklasy. Od dawna mówi się jednak, że od nowego sezonu rola PLP ma wzrosnąć, bo PZPN chce podzielić się częścią praw do zarządzania ligą z PLP.

Liga polska...