Holiday Chojnice - Marioss Opole 4:1

Osłabiony zespół Mariossa Opole przez ponad 30 minut dzielnie bronił się przed atakami faworyzowanego zespołu z Chojnic. W ostatnich dziesięciu minutach stracił jednak cztery bramki i przegrał
W poprzednim sezonie zespoły z Chojnic i Opola stoczyły zaciętą walkę o trzecie miejsce w lidze, ostatecznie wygrał ten pierwszy. Również wczoraj był on górą, choć przez większą część meczu miejscowi kibice nie mogli być pewni wygranej. Opolanie przystąpili do gry bez dwóch doświadczonych zawodników: chorego grającego trenera Tomasza Ciastki oraz Grzegorza Bryłki. Szansę debiutu otrzymali młodzi: 18-letni Adam Krok i o rok starszy Tomasz Skrzypczyk, którzy weszli w końcówce na parkiet.

W 19. minucie po indywidualnej akcji przedarł się Przemysław Konik, który w sytuacji sam na sam nie dał szans bramkarzowi gospodarzy. Przed przerwą szansę na podwyższenie wyniku mieli jeszcze Dariusz Lubczyński i Łukasz Babik. Na uwagę zasługiwała też bardzo dobra postawa w opolskiej bramce Maciej Lubczyńskiego. W końcu i on jednak skapitulował w 31. minucie. - Do tego momentu broniliśmy się bardzo dzielnie. Po stracie bramki wszystko się jednak posypało. Szkoda, bo zagraliśmy niezły mecz - oceniał kierownik Mariossa Piotr Rutkowski.



Holiday Chojnice (0)

Marioss Opole (1)

Bramki: 0:1 Konik (19.), 1:1 Suchomski (31.), 2:1 Widzicki (32.), 3:1 Pięta (35.), 4:1 Suchomski (40.)

Marioss: M. Lubczyński - D. Lubczyński, Sapa, Grendziak, Konik, Grabowiecki, Babik, Hetmański, Krok, Skrzypczyk.