Koszykarze Gimbasketu po turnieju NEYBL-a

Jedna wygrana oraz cztery porażki, w tym dwie po dogrywkach - to bilans kadetów Gimbasketu Białystok w pierwszym turnieju Północnoeuropejskiej Ligi Młodzieżowej Koszykówki (NEYBL), który rozegrano w Lipawie na Łotwie
Podopieczni Henryka Lenczewskiego rywalizację w roczniku 1989 rozpoczęli od pojedynku z gospodarzami imprezy.

- Drużyny pochodzące z krajów byłego ZSRR są groźne, głównie ze względu na świetną postawę w obronie - wyjaśnia trener Lenczewski. - Pojedynek z Łotyszami nie należał do łatwych, ale wygraliśmy 49:46. Myślałem już, że poradzimy sobie także z Czarnymi Słupsk w następnym meczu. Na dwie minuty przed końcem prowadziliśmy 42:38. W końcówce nie trafiliśmy jednak czterech rzutów wolnych, a rywale zdołali doprowadzić do stanu 46:46 i mieliśmy dogrywkę. A w niej "załatwił" nas ich rezerwowy, któremu podobno pierwszy raz w życiu udało się trafić dwa razy z rzędu za trzy punkty. Przegraliśmy 48:52.

Gimbasket nie podjął walki w kolejnym meczu z Marciulionisem Wilno i przegrał 43:83. Ekipa z Wilna była poza zasięgiem rywali i zakończyła turniej z kompletem zwycięstw. A białostoczanie przegrali następnie także ze Spars Ventspils z Łotwy - 53:68.

- Ostatni mecz był dla nas najważniejszy, bo graliśmy z ekipą z Sankt Petersburga, z którą jesteśmy w tej samej podgrupie - relacjonuje trener Lenczewski. - Szło nam świetnie, ale tylko do stanu 54:50. Zostało 30 sekund do końca meczu, a rywale i tak zdołali doprowadzić do dogrywki, w której "popłynęliśmy" i przegraliśmy 58:65.

- Dla nas sukcesem jest już sama możliwość rywalizacji z europejską czołówką - dodaje Lenczewski. - Nasz największy atut, jakim jest wyrównana kadra, obrócił się przeciwko nam. Zabrakło lidera, który w kluczowym momencie spotkania pokierowałby grą drużyny. Mamy niespełna dwa miesiące, aby przygotować się do kolejnego turnieju w Sankt Petersburgu. Liczymy, że tam pokażemy się ze znacznie lepszej strony.