Rozmowa z Chantelle Anderson

- Zwycięstwo zawdzięczamy twardej i równej grze. Miałyśmy dobrą zarówno pierwszą, jak i drugą połowę - powiedziała "Gazecie" Chantelle Andreson. Amerykanka z Lomalindy była najskuteczniejszą zawodniczką meczu. Jej 19 "oczek", zdobytych głównie w pierwszej połowie, pozwoliło francuskiej ekipie na odniesienie zwycięstwa w Krakowie.
Michał Białoński: Chyba nie spodziewałyście się, że na wyjeździe osiągnięcie tak łatwe i wysokie zwycięstwo?

Chantelle Anderson: W Eurolidze nie ma łatwych zwycięstw. Wynik zawdzięczamy twardej i równej grze. Miałyśmy dobrą zarówno pierwszą, jak i drugą połowę.

Miała Pani znakomity początek. Po Pani trafieniach Olympic Valenciennes prowadziło 7:1.

- Zawsze staram się wejść ostro w każdy mecz. Tym razem momentami było zbyt ostro, bo złapałam trochę niepotrzebnych przewinień.

Co było przełomowym momentem meczu?

- Najpierw odzyskałyśmy przewagę w końcówce pierwszej połowie, bo w pewnej chwili przegrywałyśmy jednym punktem. Przede wszystkim zaczęłyśmy szybko punktować na początku drugiej połowy. To chyba przeważyło.

Jakie macie plany na ten sezon? Znowu wygrać Final Four?

- Mamy nadzieję to zrobić. Będzie trudniej niż poprzednio, bo mamy młody zespół. Nie znaczy to jednak, że nie drzemie w nim spory potencjał. Będziemy się starać grać lepiej z meczu na mecz.

Co Pani powie o grze Wisły?

- Ta drużyna z Krakowa? Zauważyłam, że ma szeroką kadrę. Trener dokonywał wielu zmian. Ten zespół wygra jeszcze niejeden mecz w Eurolidze.

Niedużo brakło, a przekroczyłaby Pani barierę 20 pkt!

- Nie udało się, ale i tak jestem szczęśliwa ze skuteczności w tym meczu.