Derby ze strony Katowic

Na samym dnie

Katowiczanie na długie miesiące pozostaną na ostatnim miejscu ligowej tabeli. Strata do przedostatniego Lecha wynosi pięć punktów. - W tej drużynie jest potrzebna rewolucja - skwitował nieco bezradny trener Mieczysław Broniszewski

Ten mecz obnażył wszystkie minusy katowickiej drużyny. Fatalna gra w defensywie i bezradność w ataku to w skrócie obraz postawy katowiczan w meczu z zabrzanami.

Beznadziejnie zaprezentował się zwłaszcza kapitan GKS-u Mirosław Widuch, który akurat rozgrywał trzysetne spotkanie. "Wiluś" jubileuszu nie zapamięta jednak zbyt dobrze, bo to właśnie po jego błędzie padł pierwszy gol. - Nie tak wyobrażałem sobie to spotkanie - mówił ze spuszczoną głową Widuch. Od kilku lat symbol "Gieksy" w obecnym sezonie jest cieniem samego siebie. - Mirek nie czuje się najlepiej na pozycji ostatniego obrońcy, to nie jest jego miejsce. Jednak tak doświadczony zawodnik nie powinien popełniać takich głupich błędów - denerwował się obecny na meczu Jan Furtok. Bardzo słaby występ w wykonaniu innego obrońcy GKS-u Łukasza Groszkowa to ostatnio już norma. Zabrzanie obu doświadczonych obrońców GKS-u ogrywali bez trudu, a często jedyną bronią katowiczan były faule. - Od tych piłkarzy wymaga się dużo więcej. Żaden z nich nie zdał egzaminu w defensywie, bo przegraliśmy praktycznie wszystkie mecze, i to różnicą kilku goli - podkreślał Broniszewski.

W sobotę nie popisała się też reszta defensywy, czyli Łukasz Nawotczyński i Paweł Pęczak. Choć ci dwaj przynajmniej starali się coś zdziałać. Szczególnie Pęczak, który angażował się nawet w akcje ofensywne do ostatnich minut meczu. Obaj popełnili jednak zbyt wiele błędów. Po raz kolejny słaby występ w bramce odnotował też Dariusz Klytta, który tradycyjnie miał kłopoty z łapaniem piłki. To właśnie po jego błędzie padła czwarta bramka dla Górnika. Klytta nie potrafił ani złapać piłki, ani jej wybić, tylko odbił ją wprost pod nogi Arkadiusza Aleksandra. - Nie wiem, co się działo z chłopakami, ale byliśmy naprawdę dużo słabsi. Najbardziej zdziwiło mnie to, że przegrywaliśmy większość pojedynków indywidualnych, byliśmy dużo wolniejsi od zabrzan - mówił Grzegorz Fonfara, obrońca GKS-u, który oglądał mecz z trybun, ponieważ pauzował za kartki.

Równie źle katowiczanie spisywali się w akcjach ofensywnych, a regularność niecelnych podań Stanisława Wróbla przyprawiała o zawrót głowy. Na niewielką pochwałę zasługuje jedynie postawa Artura Andruszczaka i Grzegorza Górskiego, którzy na boisku przynajmniej próbowali walczyć. Popularny "Andrut" starał się nie tylko w ataku, ale również w defensywie, jak na przykład w 24. min, kiedy rzucił się rozpaczliwie w polu karnym pod nogi Michała Chałbińskiego, blokując jego strzał. Jednak napastnik Górnika często na tle katowiczan prezentował się jak samolot ponaddźwiękowy. Kilkakrotnie ogrywał i wyprzedzał Widucha i Gorszkowa. Ten drugi często miał natomiast kłopoty nawet z dokładnym podaniem piłki i kilkakrotnie po jego podaniach futbolówka lądowała albo na aucie, albo przejmowali ją zabrzanie.

Wielkich zastrzeżeń nie można mieć natomiast do młodego ataku katowiczan: Pawła Brożka i Grzegorza Kmiecika, którzy tuż przed przerwą przeprowadzili ładną akcję, po której ten drugi zdobył gola. Bramka na chwilę ożywiła nadzieje katowiczan, ale to było wszystko, na co było tego dnia stać GKS. Jednak i Paweł Brożek w sobotę nie miał najlepszego dnia, bo kilka okazji strzeleckich będzie mu się chyba długo śniło. Najpierw w 17. min po jego strzale piłkę z bramki wybił Hernani, a chwilę później w dogodnej sytuacji trafił wprost w bramkarza Górnika Bartosza Białkowskiego. W 45. min Brożek nie trafił natomiast do pustej bramki. - Wykorzystałem błąd obrońcy Górnika i ograłem bramkarza, ale kąt był tak duży, że piłka minimalnie minęła bramkę. Być może gdyby do przerwy było 2:3, to byłaby jeszcze jakaś szansa powalczyć o dobry rezultat - żałował Brożek.

Broniszewski już zapowiedział, że zimą w drużynie dojdzie do olbrzymich zmian. - W Katowicach zostanie tylko kilku piłkarzy z obecnej kadry. Przynajmniej ośmiu zawodników jest do wymiany. Na razie jednak nie podam żadnych nazwisk - powiedział szkoleniowiec GKS-u. Nieoficjalnie mówi się, że Bukową opuszczą: Roman Madej, Mieczysław Agafon, Tadeusz Bartnik i Ryszard Czerwiec. Co jednak ciekawe, ci piłkarze ostatnio w ogóle nie grali, bo albo leczyli kontuzje, albo nie potrafili przedrzeć się do wyjściowego składu. W grupie piłkarzy, którzy odejdą z GKS-u, na pewno znajdzie się też kilku zawodników, którzy w sobotę wyszli na boisko w Zabrzu. - Kilku piłkarzy po prostu nie sprawdziło się i nie zasługują na miano pierwszoligowców. Zmiany są potrzebne - podkreślał Furtok.

Jeżeli zimą nie dojdzie do kadrowej rewolucji, to GKS już może się żegnać z ekstraklasą. Zespół w obecnym składzie już lepiej nie zagra. Ale czy Piotr Dziurowicz zdoła przeprowadzić zmiany? Nie chodzi tylko o powody finansowe. Trudno będzie namówić piłkarzy do gry w drużynie będącej głównym kandydatem do spadku. Pierwszym przykładem może być Emmanuel Ekwueme. Nigeryjczyk kilka dni temu zrezygnował z oferty GKS-u i wybrał propozycję Lecha Poznań.





ZDANIEM TRENERÓW

Mieczysław Broniszewski (GKS): - Górnik wygrał to spotkanie zasłużenie. Mecz ustawiły szybko zdobyte przez gospodarzy bramki. Potem co prawda pozbieraliśmy się i udało się zdobyć gola, ale to było wszystko, na co nas było stać. Obejmując stanowisko trenera GKS-u wiedziałem, że będzie ciężko. Strata punktowa do rywali nie jest jeszcze zbyt duża, ale zespół musi zostać gruntownie przebudowany, aby na wiosnę walczyć o utrzymanie. Dzisiaj aż serce mi się kroiło, bo niestety wielu zawodników w mojej drużynie gra poniżej pierwszoligowego poziomu i nie zasługuje na występy w ekstraklasie.

not. rg



ROZMOWY POD SZATNIĄ

Artur Andruszczak (GKS): - Jesteśmy w tak wielkim dołku, że trudno na razie wyobrazić sobie, że możemy z niego wyjść. Nie ma co gadać głupot o szybko straconych golach, które ustawiły mecz i tym podobnych sytuacjach. Walczyć trzeba zawsze, a nie tylko wtedy, gdy jest dobrze. Z historii wiadomo, że można wyciągnąć wynik nawet z 0:3, ale trzeba bardzo chcieć i zapieprzać. A u nas jest tak, że jak tylko stracimy gola albo dwa, to zaczynamy przypominać drużynę trzecioligową.

Paweł Pęczak (GKS): - Wychodzimy na mecz zmobilizowani, pełni werwy i chęci do gry. No ale po takim początku powietrze zeszło z nas same. Nogi uginały się pod chłopakami i nie mogliśmy już wiele zrobić. Żeby wyciągnąć się z takiego wyniku, musimy być drużyną. Wszyscy muszą chcieć i walczyć, a tak niestety dzisiaj nie było. Nie wiem, jak to nazwać, ale chyba zabrakło nam dzisiaj charakteru, żeby podnieść się po frajersko straconych golach.

Mirosław Widach (GKS): - Po moim fatalnym błędzie straciliśmy pierwszego gola. Chciałem zablokować piłkę, ale rywal wyprzedził mnie i wykorzystał okazję. Potem zawaliła cała defensywa i w 9. min było już 0:2. To był praktycznie koniec meczu. Drużyna była budowana w wielkim pośpiechu i wydawało się, że z czasem będzie coraz lepiej. Niestety, jest coraz gorzej, więc zgadzam się z opiniami, że są potrzebne zmiany. To już jednak decyzje trenera i prezesa. Nie chcę wypowiadać się na ten temat.

not. rg