Sport.pl

Gipsar - Noteć 99:65

- Przepraszam kibiców za to, co zobaczyli na parkiecie i za postawę mojego zespołu - mówił w sobotę w Ostrowie załamany 34-punktową porażką Piotr Baran, szkoleniowiec Noteci Inowrocław.


W pojedynku z Gipsarem zobaczyliśmy bowiem nie tych samych zawodników, którzy walczyli o każdy centymetr boiska podczas zwycięskich derby z Astorią w Bydgoszczy. Inowrocławianie nie przypominali też w niczym graczy, którzy rozgromili tydzień temu w swej hali Unię/Wisłę Kraków.

Zawodnicy Noteci grali wolno, bronili słabo, rzucali niecelnie.

Co się zmieniło w zespole w ciągu kilku ostatnich dni. Odpowiedź dał Amerykanin Adrian Penland. - No money, no play - wytłumaczył. "Nie ma pieniędzy, nie ma gry" i nie wyszedł na boisko ani przez sekundę. Przesiedział w dresie na ławce rezerwowych całą rozgrzewkę i mecz

O mały włos na parkiecie nie byłoby też Brandona Browna, drugiego z Amerykanów.

W drodze z Inowrocława do Ostrowa w autobusie namawiano jego i Penlanda, żeby nie strajkowali i wyszli na boisko. Do gry udało się namówić tylko Browna Był on zresztą najlepszym graczem Noteci.

Penland nie zagrał, bo klub nie wypłacił mu obiecywanych 1000 dolarów.

Sam prezes SSA Noteć Cezary Rydlichowski zaprzecza, że jego koszykarze znowu się zbuntowali z powodu niespełnionych obietnic. Postawę Penlanda tłumaczy ... rozwolnieniem - Nie zagrał z powodu niedyspozycji żołądkowej - mówił nam wczoraj Rydlichowski.

O kłopotach finansowych zespołu nie chce rozmawiać. - Już nigdy więcej nie będę tłumaczył się i odpowiadał na pytania o problemy finansowe i strajki zawodników. W zespole nie ma strajku. To młoda drużyna i chimeryczność jej formy nie może zaskakiwać. Po dwóch dobrych meczach z Astorią i Unią/Wisłą przyszły słabe - mówi Rydlichowski.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że koszykarze znowu protestują przeciw kolejnym niespełnionym obietnicom szefa klubu. Wybrali jednak inną formę strajku. Przypomina ona strajk włoski. W Ostrowie zawodnicy wyszli na boisko, byli w pracy, ale swe zadania na boisku wykonywali bardzo, bardzo wolno.

Przypomnijmy, że miesiąc temu przed meczem w Koszalinie sześciu graczy Noteci nie wyjechało w ogóle z Inowrocławia. Trzech z nich zwolniono (Andrzej Karaś, Paweł Machynia, Piotr Szczotka), a trójka: Tomasz Mrożek, Artur Robak, Łukasz Kwiatkowski zdecydowała się wrócić do drużyny po kolejnych obietnicach klubu.

Cierpliwość trwała jednak niespełna miesiąc. Dlatego w sobotę w Ostrowie na parkiecie po pierwszych dwóch minutach inowrocławianie przegrywali już 0:10. Nie mieli zupełnie ochoty do gry. Tomasz Mrożek i Marko Djurić przerwali jednak niemoc, pod koszem nie do zatrzymania w kilku akcjach okazał się Brandon Brown i niespodziewanie po rzucie wolnym Amerykanina Noteć w 7 min wyszła na prowadzenie 15:14. Można więc było wygrać, ale na tym pokazie dobra gra ekipy z Kujaw się skończyła. Straciła z rzędu 5 pkt i już do końca meczu tylko traciła dystans. - Chciałbym przeprosić za grę mojego zespołu - przyznał po meczu trener Piotr Baran, który często w trakcie gry ze spuszczoną głową stał obok ławki rezerwowych. Najlepszy był Brown. Do 28 pkt (mimo słabej skuteczności, bo trafił tylko połowę z 16 rzutów za 2 pkt, 1/5 "za trzy" i 9/12 wolnych) dołożył 7 zbiórek i przechwyt, a grał blisko 35 minut. Toczył strzelecki pojedynek z Udisem Rudzitisem. Łotysz przez pierwsze trzy kwarty zdobył punkt więcćej od środkowego Noteci przy świetnej skuteczności: rzucił celnie 7 z 9 prób za 2 pkt, 3/4 "za trzy" i 6/7 wolnych.



GIPSAR OSTRÓW99
NOTEĆ INOWROCŁAW65
Kwarty: 25:19, 29:18, 23:16, 22:12

Gipsar: Rudzitis 29 (3), Karlikanovas 19 (3), Allen 10 (2), Lalić 8, Lewandowski 3 (1) oraz Sola 10 (2), Parzeński 8, Rawlins 8 Krzykała 4, G. Małecki 2, Krajewski 0, Kałowski 0

Noteć: Brown 28 (1), Mrożek 13 (3), Djuric 7, Stakic 6, Robak 2, Radovic 8, Szubarga 1, Kuzian 0