Trener Gościbi Władysław Piątkowski: To moje dzieci

W czwartek zawodniczki Gościbi odmówiły treningu. Życzył sobie tego sponsor Tadeusz Ryś, ale trener i prezes klubu Władysław Piątkowski chciał trenować. Konflikt w Gościbi staje się coraz poważniejszy.
Waldemar Kordyl: Sponsor zafundował drużynie dwutygodniową przerwę?

Władysław Piątkowski: Jak nie będziemy trenować dwa tygodnie, to możemy sobie darować wszystko. Pan Ryś chce powołać stowarzyszenie i przejąć drużynę - proszę bardzo. Najpierw musi je rzeczywiście powołać i zwrócić się z pismem do Gościbi, która prawdopodobnie pozytywnie je rozpatrzy.

Żona sponsora powiedziała, że stosuje Pan przestarzałe formy treningowe. Poczuł się Pan urażony?

- Pani Stefania Ryś jest kapitalna, ale nie zna się na sporcie. Jej mąż Tadeusz jest szalony, jest kibicem w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Skoro nie będzie Mebli/Ryś Gościbi, to będzie Gościbia. Zrobimy wszystko, żeby nie zmarnować tych 15 lat działalności. Gościbia 87 lat istniała, istnieje i istnieć będzie. Sponsorzy zmieniają się jak życie.

Czy jest Pan dalej prezesem klubu?

- A kto mnie zwolnił? Jestem nim od 12 lat.

A może to jest próba sił między Panem a sponsorem, który chce przejąć władzę w klubie?

- Powiedziałem Tadkowi: "To jest twój zespół i ty możesz z nim zrobić, co chcesz. Tylko nie możesz ich skrzywdzić. Stoję na straży i na to nie pozwolę". Od trzech mówię panu Rysiowi: "zrób spółkę i weź zespół, bo nas jako Gościbi nie stać na zawodostwo". Może nas stać na pierwszą ligę i to nie bardzo.

Czy nie ma Pan już tego wszystkiego dosyć?

- To są moje dzieci, ja je wychowuję i nie mogę tego mieć dosyć. Pan swojemu dziecku nie zrobi krzywdy, będzie pan krzyczał, narzekał, ale zrobi pan dla niego wszystko. To jest nasze życie, nie liczy się nic innego, tylko dobro naszych dzieci. Trzy nasze zawodniczki są nauczycielkami, siedem studiuje, bez sportu i bez tych drobnych pieniążków by nie przetrwały.

Co dalej, bo fuzja ani z Cracovią, ani z Kusym nie wchodzi w grę?

- Mam iskierkę nadziei, że coś znajdę. Zrobię wszystko, żeby piłka ręczna nie znikła, gwarancji nie mogę dać żadnych. Chciałem sobie zrobić odpoczynek już rok temu. Po trzech meczach sponsor mi mówi: wracaj.

A teraz sponsor wysyła drużynę na dwutygodniowy bezpłatny urlop, a Pan chce trenować.

- Widzę w nim [Tadeuszu Rysiu - red.] dobro i entuzjazm, bo za sport dałby się pokrajać, ale robi też takie numery, że koniec świata. Co ja zrobię, jak on ma takich a nie innych doradców? Czy ty będziesz z zespołem, czy nie będziesz, to ja będę twoim przyjacielem. Jak miał problemy, to dzwonił do mnie, a nie do klakierów.

Co się stanie, jeżeli pan Ryś definitywnie odejdzie z Gościbi?

- Jako Piątkowski gwarantuję, że piłka ręczna przetrwa. Mam paru przyjaciół, którzy chcą mi pomóc. Jeżeli pan Ryś tego nie zrobi, będziemy chcieli utrzymać zespół w ekstraklasie. Zbilansujemy środki, jeżeli nie będzie nas stać, to dogramy sezon w ekstraklasie, np. sprzedając Dudę i dwie Białorusinki, żeby mieć pieniądze. Teraz muszę myśleć, jak znaleźć parędziesiąt tysięcy miesięcznie. To są przekochane dziewuchy. Szkoda, że niektóre są niepotrzebnie manewrowane.