Sport.pl

Teraz czas na walkę Gołota - Kliczko

Jest teraz tylko jedna postać w boksie - Andrzej Gołota - pisze ?Chicago Sun Times? po przegranej walce Polaka o tytuł mistrza świata. Gołota - Kliczko to dla Amerykanów pojedynek marzenie.
Gołota już w niedzielę odleciał z Nowego Jorku do Chicago. Najpierw był jednak w szpitalu, gdzie założono mu cztery szwy główne i około 30 kosmetycznych na czteroipółcentymetrowej ranie nad prawym okiem, której nabawił się w dziewiątej rundzie pojedynku z Johnem Ruizem. - Nie zdecydował jeszcze, czy kończy z boksem - powiedział "Gazecie" menedżer i przyjaciel Gołoty Ziggy Rozalski. - To jego decyzja i niech to sobie dobrze przemyśli.

Gołota będzie miał czas na przemyślenia, dobrze dotleniając się w austriackich Alpach. W piątek leci do Hintertux szusować po lodowcu. Decyzję podejmie zapewne właśnie tam. Wiadomo na razie, że Don King - najważniejszy człowiek w boksie - chce, aby Gołota walczył jeszcze co najmniej raz.

- Dzwonił do mnie i trochę narzekał, że polscy kibice i dziennikarze obrażali go sugestiami, że "ustawił" walkę, że "ustawił" porażkę Andrzeja. Moim zdaniem to, że Andrzeja oszukano w tej walce, bo ewidentnie oszustwo było, to nie wina Kinga i w swoim imieniu go przeprosiłem - powiedział Rozalski. Notabene Gołota na konferencji po walce również podziękował Kingowi za to, że dał mu kolejną szansę walki o tytuł. - Gdyby to od Kinga zależało, w tej walce wygrałby Gołota, a nie Ruiz. King powiedział: "Gdzie chcecie walczyć? W Chicago? Zrobię wam walkę w Chicago! Gdzie tylko chcecie!". Rozalski przeprosił Kinga prawdopodobnie również za Mariolę Gołotę, która godzinę po walce w szatni męża zrobiła awanturę Carlowi Kingowi, synowi promotora, który - ewidentnie pod wpływem alkoholu - chciał pogratulować Polakowi. To dlatego młody King przebrany w brązowe futro i siedmiomilowe, idiotyczne buty z krokodylej skóry wyszedł z szatni, mówiąc zjadliwie: "Macie rację bracia. I niech Bóg was błogosławi".

King i Gołota zapewne nie zerwą współpracy. Zwłaszcza po bardzo pochlebnych recenzjach w amerykańskiej prasie. "Gołota - Kliczko - tego chcą kibice" - napisał dziennik "New York Post".

Poważny "New York Times" zastanawia się, jak sędziowie mogli uznać, że Polak przegrał, mając Johna Ruiza dwukrotnie na deskach. "Chicago Sun-Times" pisze, że "magnetic" Gołota jest w tej chwili jedyną rozpoznawalną marką w boksie. I że boks w swoim zjeździe w dół w popularności, a zwłaszcza waga ciężka, nie może sobie pozwolić na to, aby taka postać jak Polak odeszła. Amerykanie piszą, że Gołota - jak zwykle - swoją osobą spowodował, że nawet John Ruiz musiał walczyć. Że z koszmarnej walki zrobiło się wydarzenie emocjonujące. A to również dzięki szalonym na punkcie Gołoty kibicom. "Chicago Sun" pisze, że w środowiskach ciężko pracujących emigrantów z Polski Gołota stał się idolem, kimś, kim był Mike Tyson dla czarnoskórych fanów boksu. "Tytuł mistrza świata przestał się liczyć. Najważniejsza jest charyzma, jaka otacza pięściarza. Gołota ma ją jako jedyny" - napisał Greg Couch z "Chicago Sun-Times".

Amerykanie oczywiście wiedzą, że Gołota walczy nieczysto. Jedna z gazet przytacza wypowiedź Byrda, który narzekał, że Gołota deptał mu po nogach (Byrd walczy z odwrotnej pozycji, więc jest to nieuniknione), że próbował wszystkich nieczystych chwytów. Ale jednocześnie Byrd twierdzi, że nie ma pretensji o to, bo zdaje sobie sprawę, że nie jest szachistą. Amerykańscy dziennikarze również zauważyli, że w walce z Ruizem Polak nie został ani zdyskwalifikowany, ani nawet ostrzeżony. W odróżnieniu od przeciwnika. Strona eastboxing.com wyliczyła, że w pojedynku było 156 klinczów. 156! Amerykanie wiedzą, że klinczował Ruiz. "OK. W boksie można klinczować. Ale robienie z klinczu filozofii walki to gruba przesada" - pisze Wray Edwards z eastboxing.com. Dziennikarze są oburzeni zachowaniem trenera Ruiza Normana Stone'a i domagają się, aby został ukarany. Są oburzeni również narzekaniem prawnika Ruiza, który na konferencji prasowej twierdził, że faulował tylko Gołota i że obóz Ruiza będzie domagał się kar za jego brzydkie zachowanie (już na konferencji prasowej Mariola Gołota dała mu taki odpór, że biedaczysko stracił całkiem rezon).

W niedzielę wreszcie okazało się, że Gołota może zarobić na walce nawet pół miliona dolarów (choć wciąż daleko do rozliczenia z Kingiem). 175 tys. dol. to honorarium, 130 tys. dol. za prawa transmisji w Polsce oraz część wpływów z transmisji pay-per-view i z biletów w hali Madiosn Square Garden. Do tego King zwróci Gołocie około 120 tys. dol. kosztów na przygotowania.