GKS Katowice - Legia Warszawa 0:3

Legii w takim składzie miało już nie być, ale... - Pokazaliśmy, że ten zespół ma potencjał - stwierdził Tomasz Sokołowski I i nie był w tej opinii odosobniony. Wicemistrzowie Polski zagrali najlepsze spotkanie sezonu. Obraz zaciemnia tylko to, że przeciwnik był bardzo słaby


GKS jest ostatni w lidze, ale z drugiej strony odkąd do Katowic przyszedł trener Mieczysław Broniszewski, ten outsider nie przegrał czterech ostatnich spotkań (wliczając w to, co prawda, nie tylko ligę, ale także i Puchar Polski, gdzie często gra się z zespołami z niższych klas). Jak zapowiedział spiker sobotniego spotkania, szkoleniowiec miejscowych był tym, który przed laty wprowadzał do reprezentacji Polski juniorów obecnie prowadzącego Legię Jacka Zielińskiego. A wiadomo, że uczniowi trudno przerosnąć nauczyciela. Tylko oddając cześć obecnemu szkoleniowcowi Legii za to, że po początkowych niepowodzeniach drużyna gra futbol coraz ciekawszy, to miał jednak łatwiejsze zadanie. Broniszewski nie miał bowiem z czego wykroić materiału na przeciwnika jednej z trzech - o ile tak jak teraz jest w formie - najlepszych drużyn w kraju. Różnica w sobotę była widoczna gołym okiem i powiększała się z każdą minutą.

Przed przerwą katowiczanie sporadycznie opuszczali własną połowę, a legioniści problem mieli tylko z jednym. Za to z najważniejszym - ze zdobywaniem bramek. Bliscy powodzenia byli Marcin Smoliński (dwukrotnie), Marek Saganowski czy tradycyjnie kilkakrotnie Piotr Włodarczyk. Ten ostatni na błotnistej nawierzchni (godzinę przed meczem się rozpadało i tak było do jego zakończenia) aż do 36. minuty miał pecha. Ale wówczas, gdy Dariusz Klytta sparował uderzenie Tomasza Sokołowskiego I, dobił piłkę głową. Ponad 400 kibiców z Warszawy mogło wreszcie odetchnąć. Także sympatyzujący z Legią aktor Olaf Lubaszenko, który przyjechał na mecz i siedział w okolicach loży prasowej, był wyraźnie zadowolony.

Już trzy minuty po przerwie legioniści załatwili sprawę. Młodszy z Tomaszów Sokołowskich dośrodkował na pole karne, tam podanie z pierwszej piłki przedłużył jego starszy imiennik (w programie i przez spikera zwany młodszym - ale to chyba nie powód do niezadowolenia?), a również "z pierwszej" wspaniale uderzył Saganowski. Ten sam zawodnik ustalił wynik - po prezencie od obrońcy Katowic pobiegł na bramkę, zatrzymał się, obiegł obrońcę, który zdążył wrócić i spokojnie kopnął do siatki. Tak samo zrobił to wcześniej w meczu charytatywnym z Wisłą. Mimo wszystko większość obserwatorów zaskoczył. Do tej pory nie podejrzewano go o taki spokój.

Nadal "elektryczny" mimo zdobycia gola jest drugi z napastników Legii Włodarczyk. W drugiej połowie marnował okazje seryjnie, a w 90. minucie z kilku metrów trzykrotnie w ciągu kilku sekund walił z całej siły w obrońców, gdy choć raz można było popatrzeć i zrobić to lekko. Ale nie narzekajmy. Tym bardziej że atmosfera w drużynie wydaje się bardzo dobra. Chociaż nie musiał, na mecz przyjechał (w rodzinne strony) kontuzjowany Bartosz Karwan.

Dopiero przy stanie 3:0 Legia się rozluźniła i wtedy się okazało, że szkoda było bezczynności Artura Boruca. Bramkarz Legii kapitalnie obronił sytuację sam na sam, gdy Paweł Brożek właściwie musiał posłać piłkę do siatki. Umiał sobie też poradzić z animuszem Grzegorza Kmiecika.

Mimo przewagi gości kibice z Katowic stanęli na wysokości zadania. - Gramy do końca, hej "Gieksa", gramy do końca - skandowali. I miejscowi grali. Ale grała i Legia. I wygląda na to, że będzie grać do końca jesiennego sezonu. W każdym razie zwyciężyła znów w dobrym stylu i chyba czekają ją lepsze czasy. A gospodarze? "Całe nasze życie to GKS Katowice" - głosił transparent wywieszony na płocie przez kibiców najuboższego klubu ekstraklasy. Tylko co to za życie?





GKS KATOWICE0
LEGIA WARSZAWA3 (1)
Strzelcy bramek

Włodarczyk (36. dobitka strzału Sokołowskiego I), Saganowski (48. z podania Sokołowskiego I, 60. po własnej akcji)

Składy drużyn

GKS: Klytta - Pęczak, Nawotczyński, Widuch Ż, Gorszkow - Plizga (46. Andruszczak), Fonfara (75. Czerwiec), Markowski, Górski (46. Kmiecik) - Wróbel, Paweł Brożek

Legia: Boruc - Dudek Ż (84. Szala), Magiera, Rzeźniczak, Kiełbowicz - Sokołowski II, Surma Ż, Smoliński, Sokołowski I (66. Kowalski) - Włodarczyk, Saganowski Ż (72. Korzym)

WIDZÓW: 5 tys.



Liczby Legii

6

tyle goli Marek Saganowski strzelił w trzech ostatnich meczach (liga plus Puchar Polski)

11

a tyle strzeliła w tych meczach Legia, tracąc jednego