I liga piłkarska: GKS Katowice - Legia Warszawa 0:3

Przykre, ale prawdziwe: przyjechała Legia na Bukową i wciągnęła "Gieksę" przez dziurkę do nosa. Katowiccy kibice znowu przekonali się, że ambicja i zaciętość znaczą mniej niż umiejętności.


Przed meczem optymiści cichutko mówili o niespodziance (czyli remisie), ale już po pierwszej połowie w zdobycz punktową "Gieksy" nie wierzył nikt... Mogło się skończyć dużo gorzej.

Trener Mieczysław Broniszewski ma małe możliwości manewru, nikogo więc nie zdziwiło, że ustawił drużynę identycznie jak w ostatnim meczu z Odrą. Taktyka gospodarzy była bardzo prosta: gra za podwójną gardą (w pomocy grali dwaj nominalni obrońcy) i dalekie podania do będącego w wysokiej formie Pawła Brożka. Przed meczem legioniści obawiali się katowickiego napastnika, co przyznał potem Łukasz Surma. Jednak samotny Brożek niewiele mógł zdziałać. - Gra w pojedynkę przeciw trzem, czterem obrońcom to trochę za dużo - stwierdził zasapany. Po przerwie wspomógł go rekonwalescent Grzegorz Kmiecik, ale to było za mało na dobrze dysponowanych warszawskich obrońców. Coraz lepiej sprawdza się wprowadzony przez Jacka Zielińskiego wariant 4-4-2. Zieliński - jak przyznał - tęskni za boiskiem, ale nie musi się martwić, że go brakuje. Defensorom gości niewiele można zarzucić. Podobać się mógł zwłaszcza młodziutki Jakub Rzeźniczak. To niewiarygodne, że ten piłkarz skończył dopiero 18 lat. Wiadomo, że w tym wieku atutem jest szybkość, ale młodzian może zaimponować spokojem, rozwagą i pewnością siebie. Mało który obrońca w Polsce może dziś kryć Pawła Brożka. Rzeźniczak przeszkadzał mu bez obaw. Za kilka lat będzie pewnie grać (razem z Brożkiem) w reprezentacji Polski.

Po zaciętej, półgodzinnej walce przewaga Legii zaczęła rosnąć i szybko goście potwierdzili to golem. Mogliby zdobyć go już wcześniej, ale Dariusz Klytta bronił strzały, jakie pewnie kilka miesięcy temu by wpuścił (uderzenia aktywnego Sokołowskiego I czy Saganowskiego). Środek pomocy "Gieksy" (Fonfara - Markowski) nie był w stanie przeciwstawić się mieszance rutyny z młodością (Surma - Smoliński). Przewaga legionistów pod względem szybkości, organizacji gry była coraz bardziej wyraźna. W 37. minucie po chytrym strzale Sokołowskiego I Klytta odbił piłkę, ale Piotr Włodarczyk z bliska głową dobił ją do siatki.

Katowiczanie próbowali szarpnąć, ale dwa rachityczne strzały głową Pawła Pęczaka to było zbyt mało, żeby przestraszyć Boruca.

Broniszewski próbował reagować, wprowadzając Artura Andruszczaka i Kmiecika, ale po przerwie było jeszcze gorzej. Wszelkie nadzieje na korzystny rezultat (jeśli ktokolwiek w Katowicach jeszcze je miał) zostały ucięte w 48. minucie. Znakomita akcja gości: daleki przerzut na lewą stronę do Sokołowskiego I, zgranie z pierwszej piłki w pole karne i natychmiastowy mocny płaski strzał Saganowskiego. Fantastyczna akcja! Zaraz potem Włodarczyk efektownie minął Pęczaka i trafił w słupek. "Pęki" sobotnie popołudnie zapamięta pewnie na długo. To nie był jego dzień: był chaotyczny i niepewny. Podobnie jak jego kolega z przeciwnej flanki - Łukasz Gorszkow. Wydaje się, że lewa obrona to dziś jeden z licznych słabszych punktów "Gieksy". Dla Gorszkowa nie ma jednak na razie alternatywy: jego ewentualny zmiennik Tadeusz Bartnik jest jeszcze słabszy.

W 60. minucie było po meczu. Grzegorz Fonfara popełnił fatalny błąd - piłkę przejął Saganowski, "wkręcił" Widucha w polu karnym i z bliska nie dał szans Klytcie. W tym momencie rozluźnieni goście na trochę więcej pozwolili katowiczanom. "Gieksa" powinna zdobyć honorowego gola, a że jej się nie udało, może mieć pretensje tylko do siebie.

W 64. minucie po centrze Andruszczaka Boruc wybił piłkę. Dobijał Kmiecik, ale nie trafił - głównie z powodu swojej największej wady: braków w koordynacji ruchowej. Dziesięć minut później "Gieksa" miała najlepszą okazję. Po świetnym podaniu Kmiecika na czystą pozycję wyszedł Brożek, ale w sytuacji sam na sam jego strzał wybronił nogą Boruc. - Nie na darmo Boruc jest uznawany za najlepszego bramkarza w lidze - przyznał potem Brożek. Dwie minuty później kolejna sytuacja sam na sam: tym razem Andruszczak strzela obok słupka. "Andrut" robił w sobotę dużo szumu i niektórzy dziwili się, że nie wyszedł od początku. - On dużo potrafi, ale czasami gra zbyt frywolnie i nie realizuje zadań taktycznych. Już bardziej słuchają młodzi: Górski czy Plizga - argumentował Broniszewski.

Końcówka to niewykorzystane sytuacje Włodarczyka. Uśmiech politowania wzbudziła zwłaszcza sytuacja z 90. minuty, kiedy trzykrotnie z bliska strzelał na bramkę katowiczan i nie zdołał pokonać Klytty. Od razu przypomniała się zmarnowana okazja z meczu z Austrią w Wiedniu (strzał w słupek z kilku metrów), po której za głowy złapało się pół Warszawy. Wydaje się, że reprezentacja to chyba za wysokie progi dla tego zawodnika.

Katowiczanie schodzili do szatni w kwaśnych humorach. - Jak pan myśli: ile procent szans ma GKS na utrzymanie? - spytał Broniszewskiego na konferencji prasowej jeden z dziennikarzy. - Na razie nie potrafię odpowiedzieć. Może w przerwie dojdzie sześciu, siedmiu nowych piłkarzy? Wtedy będę mądrzejszy - odparł Broniszewski.



Rozmowy pod szatnią

Paweł Brożek (GKS): Wiedzieliśmy, że będzie ciężko i było. Walczyłem, ale w pojedynkę niewiele mogłem z przodu zdziałać. Czy odchodzę z GKS w przerwie zimowej? Nic mi na ten temat nie wiadomo. Kontrakt mam podpisany do czerwca i chcę go wypełnić.

Artur Andruszczak (GKS): Nie możemy tracić pierwszej bramki, bo potem nie potrafimy wyrównać. Mieliśmy trzy świetne szanse na gola: ja, Brożek i Kmiecik. Szkoda, że nie udało się przynajmniej raz trafić. Ten gol się należał naszym świetnym kibicom.

Marek Saganowski (Legia): Udowodniliśmy dziś, że system, którym gramy obecnie (1-4-4-2), jest nowocześniejszy niż poprzedni (1-3-5-2). GKS stracił bramkę właściwie do szatni, zaraz po przerwie kolejną. Potwierdziliśmy, że jesteśmy zespołem, który potrafi przytrzymać piłkę. Cała nasza drużyna rozegrała dobre spotkanie.

Łukasz Surma (Legia): Po utracie bramki katowiczanie musieli się odkryć, zaatakować. My to skrupulatnie wykorzystaliśmy i strzeliliśmy dwie bramki. Widać znaczną poprawę w naszej grze, która jest zasługą Jacka Zielińskiego i Lucjana Brychczego.

Grzegorz Fonfara (GKS): Dziś wolę nic nie mówić.



Zdaniem trenerów

Krzysztof Gawara (Legia)

Po tym meczu nie ma wątpliwości, który zespół był lepszy. Legia od pierwszej minuty nadawała ton grze. Przy stanie 3:0 popełniliśmy parę błędów i GKS mógł zdobyć bramki, ale sytuacji nie wykorzystał. Szkoda okazji Włodarczyka pod koniec spotkania, ale było zbyt gęsto przed bramką, aby ulokować w niej piłkę. Cieszy to, że skuteczność pokazali nasi napastnicy.

Mieczysław Broniszewski (GKS): Zmierzyły się zespoły walczące o różne cele. Legia wciąż liczy się w grze o najwyższe lokaty, my walczymy o utrzymanie. Przez pierwsze minuty graliśmy bardzo nerwowo. Widać było w tym spotkaniu różnicę w umiejętnościach piłkarskich na korzyść Legii, która wygrała zasłużenie. Nie pozostaje nam nic innego, jak pracować dalej i mieć nadzieję, że wyjdziemy z dołka, w jakim się znaleźliśmy.

not. pacz, rł

GKS Katowice 0

Legia Warszawa 3 (1)

STRZELCY BRAMEK

Włodarczyk (37. głową, dobitka strzału Sokołowskiego I), Saganowski (48. z podania Sokołowskiego I, 60. bez asysty)

SKŁADY

GKS: Klytta - Pęczak, Widuch Ż, Nawotczyński, Gorszkow - Plizga, (46. Kmiecik), Markowski, Fonfara Ż (74. Czerwiec), Wróbel, Górski (46. Andruszczak) - Brożek

Legia - Boruc - Dudek Ż (82. Szala), Rzeźniczak, Magiera, Kiełbowicz - Sokołowski II, Surma Ż, Smoliński, Sokołowski I (65. Kowalski) - Saganowski (71. Korzym), Włodarczyk

WIDZÓW: 5000

STATYSTYKI

GKS-Legia
12strzały26
7celne12
10faule18
0słupki i poprzeczki1
1spalone4
1rzuty rożne 10
piłkarz meczu

Marek Saganowski

bojowy, groźny i skuteczny