Sport.pl

Obóz Gołoty po porażce: zostaliśmy oszukani!

Koszmarna walka o tytuł mistrz świata Gołoty i Ruiza. I to przegrana! Pełna fauli, ciosów po komendzie stop, uderzeń w tył głowy. - Sędzia do więzienia! - oburza się ?Gazecie" Lamon Brewster, mistrz świata wagi ciężkiej wersji WBO. - Łobuzy, znowu nas oszukali - twierdzi menedżer Polaka Ziggy Rozalski. Czy zwycięstwo należało się mistrzowi świata?
Mistrz świata wersji WBA John Ruiz w sumie był cztery razy na deskach, w tym dwa razy był liczony, sędziowie odebrali mu punkt za uderzenie po gongu, a jego trener został wyrzucony przez sędziego.

Mimo to wygrał

- Ten Nowy Jork jest pechowy. Trzy razy powinienem tu wygrać i trzy razy przegrałem - powiedział Gołota po walce.

Właśnie. Gołota mógł wygrać tą walkę już w drugiej rundzie.

Potężny prawy "krzyżowy" lekko wyprostowaną ręką trafił idealnie w szczękę Ruiza, który padł na deski. Górne, najtańsze, w dużej części ostro podchmielone polskie rzędy w wykupionej w 70 procentach hali Madison Square Garden, oszalały ze szczęścia. Rzucili się do lin sekundanci Gołoty, sekundanci Ruiza. Ale Ruiz się podniósł. Szybko doszedł do siebie.

Za chwilę Amerykanin znalazł się na kolanach po raz drugi, choć tym razem właściwie ze zmęczenia, pociągnięty w dół przez Gołotę.

Jednak - tak, jak podpowiadały statystyki przed walką - było to spotkanie pięściarza, który nie umie przegrywać ważnych pojedynków, czyli Ruiza, z pięściarzem, który nie umie ich wygrywać, czyli Gołotą. Po 12. rundach przepychania, fauli, ciosów po komendzie stop sędziowie - przy ogłuszających gwizdach głównie polskiej publiczności na sali - orzekli: - Jednogłośną decyzją zwyciężył mistrz świata.

Gołota, który po ostatnim gongu triumfował, śmiał się jak nigdy, bo myślał, że wreszcie zdobył upragniony tytuł, złapał się za głowę. Ale nie teatralnym gestem, znanym z piłkarkich boisk po zmarnowanej okazji, kiedy wiadomo, że zaraz będzie druga. To był nieświadomy akt autentycznego niedowierzania i czarnej rozpaczy.

Na początku deja vu

Po gongu dochodzi do akcji, sprowokowanej przez Gołotę. Trener przeciwnika Norman Stone rzuca się w kierunku Polaka, zupełnie jak osiem lat temu Rock Newman w walce Gołoty z Riddickiem Bowe, tu w Madison Square Garden. Ludzie wstają z miejsc, włosy na głowie też, bo zaraz się zacznie. Ludzie rzucają kubkami, policja i ochrona uspokaja najgroźniejszych.

Stone - Niagara emocji - jeszcze kilka razy wkraczał na środek ringu, wskazując palcem w sędziego Randy Neumanna i mówiąc, co o nim myśli, jaka była geneza jego poczęcia. Wreszcie w ósmej rundzie sędzia nie wytrzymał i wyrzucił Stone'a z narożnika Ruiza - rywal Gołoty został bez trenera, który odtąd wściekał się w samotności w szatni.

I druga migawka, też jak stary film, bo już wielokrotnie widziany. Gołota z rękami na głowie w szatni, w czapce zakrywającej opuchnięte oczy, posiniaczoną twarz, trzycentymetrową ranę na łuku brwiowym, plastrami na skroni i brwiach.

- Byłem pewien, że wygrałem tą walkę - powiedział.

Zła kalkulacja

U obydwu przeciwników determinacja wręcz parowała z głów. Przed walką i przed każdą rundą Ruiz chodził po ringu jak tygrys w klatce, szykujący się do ataku.

Obaj mieli plan na walkę, z tym, że to Gołota był bardziej zaskoczony. Według niego Ruiz miał kontratakować, tymczasem atakował pierwszy.

Zła kalkulacja okazała się największym błędem Polaka. Bo to dlatego:

- nie wyprzedzał ataków Ruiza

- oddał mu inicjatywę

- zbyt rzadko uderzał prostymi ciosami (w sumie zadał ich 153, a Ruiz 155)

- nie potrafił utrzymać Ruiza daleko od siebie.

W konsekwencji sędziowie Tom Shreck (114:111), Frank Lombardi (113:112) i Oscar Perez (114:111), widząc przed sobą fizyczną wojnę totalną na wyniszczenie, wyrównaną od naskórka do szpiku kości i od pierwszego do ostatniego oddechu pięściarzy, dawali w niemal każdej rundzie zwycięstwo Ruizowi.

Bo to on częściej atakował, on bardziej chciał wygrać, przetrwać, obronić tytuł. To on zadał więcej ciosów (406:387, dla porównania w walce Chrisa Byrda z Jameelem McClinem, pięściarze zadali 634 i 561 uderzeń), co wygląda lepiej, nawet jeśli Gołota więcej razy trafił (152:121). Co z tego, że Polak miał większą skuteczność, kiedy sędziowie widzieli, że przeciwnik jest bardziej aktywny.

Wszystko na odwrót

Wiele w tym pojedynku wskazywało, że nie potoczy się tak jak każdy normalny pojedynek pięściarski.

- Gołota zawsze idzie na walkę na piechotę i niesie swoją torbę sam - mówił Rozalski kilka godzin przed pierwszym gongiem.

Tym razem Gołota nie poszedł. Czekał na limuzynę. W hallu hotelu Southgate Tower - zaledwie 150 metrów od Madison Square Garden - przyjaciel Gołoty policjant Dave Escalet po prostu szalał. Schodami ruchomymi jeździł w górę i w dół. - Ale nie mamy tej cholernej limuzyny! - krzyczał zdenerwowany do telefonu. Zamówione "limo" stało tymczasem za rogiem.

Wreszcie, z półgodzinnym opóźnieniem, wychodząc bocznym wyjściem z hotelu, Gołota wsiadł do czarnego lincolna. 10 minut wcześniej spotkałby się z tłumem Portorykańczyków żegnających idącego w kierunku swojej limuzyny zakapturzonego niczym mnich Johna Ruiza. A 20 minut wcześniej spotkałby wracającego z zakupów w Macy'm Riddicka Bowe, który później - ubrany z pasiate futro chyba z szynszyli - ostentacyjnie wyszedł w połowie pojedynku Gołoty.

Tylko kibice w przypadku Goloty są ci sami. Fanatyczni, w większości pijani, wszczynający bijatyki. W sobotę było tych burd kilka, w tym z żołnierzami z pocztu z flagami narodowymi.

Byrd chce się bić

Przed pojedynkiem z Ruizem, Gołota (36 lata, teraz 38 zwycięstw, 5 porażek, 1 remis, 31 k.o.) powiedział, że skończy karierę jeśli przegra. Chyba stwierdził jednak, że nie przegrał, bo nie potwierdził, że kończy z boksem. Ten boks siedzi po prostu głęboko w jego naturze, tylko Gołota nie umie się do tego przyznać. Jedyną odpowiedzią na pytanie o to czy będzo kontynuował karierę było: - Nie wiem.

Czy Don King będzie chciał jeszcze raz umówić obydwu pięściarzy?

Chciałby. Mówi, że bardzo chętnie. Bić się z Gołotą chciałby również Byrd.

Ruiza (32 lata, teraz 41 zwycięstw, 5 porażek, 1 remis, 28 k.o.) zaś interesuje tylko unifikacja tytułu wagi ciężkiej, walka z Chrisem Byrdem, Witalijem Kliczko lub Lamonem Brewsterem.

Zdaje się, że uwierzył, że naprawdę jest wielkim bokserem.

A on tylko umie wygrywać.

Werdykt sędziowski był...