Sport.pl

Gołota na mistrza!

W nocy z soboty na niedzielę o 6. nad ranem walka Gołota - Ruiz. Ostatnia szansa Gołoty i najlepsza okazja w historii boksu, by polski pięściarz był zawodowym mistrzem świata wszechwag.
Można powiedzieć, że o mistrzostwo świata wagi ciężkiej WBA spotyka się dwóch pięściarzy, z których jeden nie umie wygrywać ważnych walk, a drugi nie umie ich przegrywać.

Przynajmniej jak dotąd.

Gołota nie umiał pokonać Riddicka Bowe'a, choć był lepszy, Lennoksa Lewisa, Michaela Granta, Mike'a Tysona, Chrisa Byrda. Każda z tych walk - może oprócz pojedynku z Lewisem - mogła zakończyć się zwycięstwem Polaka, mogła być dla niego skokiem w nadprzestrzeń, w milionowe kontrakty. Teraz - jeśli wierzyć amerykańskiej prasie - Gołota zarobi zaledwie 175 tys dol.

Ruiz najważniejsze swoje walki wygrywa - z Evanderem Holyfieldem, kiedy zdobył tytuł, i z Hasimem Rahmanem, kiedy go odzyskał. Oglądanie go w akcji znudziłoby co prawda najedzonego leniwca, a jednak dostanie milion dolarów. Bo jest mistrzem świata.

Polak jest w trudnej pozycji. Tak uważają Amerykanie, tak uważa większość fachowców, bo Ruiz jest faworytem bukmacherów.

Promotor Don King znów - jeśli zaufać liście płac z "Baltimore Sun" - nie zabiega o względy Polaka.

Czy to oznacza, że nasz człowiek przegra?

Wcale nie.

Ci, co znają Gołotę, oraz ci, którzy wiedzieli go w ostatniej walce z Chrisem Byrdem, uważają, że się zmienił na lepsze. Przede wszystkim pod względem psychicznym. Na ringu już nie jest wariatem szukającym gorączkowo ucieczki z psychiatryka, na jakiego mógł wyglądać w pojedynkach z Bowem, Grantem, Tysonem. Na tyle zimno, bez emocji, na ile to w boksie jest możliwe, bił Byrda, więc szansa, że tak samo zachowa się, walcząc z Ruizem, jest duża. Będzie równie trudno - Byrd też walczył w sposób frustrujący przeciwników, a Ruiz ma do tego wytrzymałość (w młodości przebiegł kilka maratonów) i więcej siły.

Jednak Gołota ma wielką przewagę techniczną nad Ruizem. Zadaje więcej ciosów, potrafi zrobić to z różnych pozycji i - co podkreśla jego niedawny przeciwnik Chris Byrd - pozostały u niego pożądane elementy europejskiego stylu boksowania. Gołota przygotowuje przeciwnika lewymi prostymi do zadania ciężkich prawych. A wszystko w dystansie. Ale i w bliskiej odległości Gołota powinien być dla Ruiza groźny - pamiętamy walki z Bowe'm, gdzie Polak fenomenalnie spisywał się w półdystansie.

Pozostaje sprawa promotora. W Polsce zapewne wszyscy zastanawiają się, którego z pięściarzy chciałby mieć potężny Don King jako mistrza świata wersji WBA.

Odpowiedź jest banalna: tego, który wygra.

Obydwaj - Gołota i Ruiz - mają swoje marketingowe plusy i minusy. Gołota nieprzewidywalność i bardziej widowiskowy styl, Ruiz solidność i gigantyczną latynoską społeczność za sobą, znacznie liczniejszą niż Gołota polską. Gdyby King faworyzował Gołotę - a z pewnością potrafiłby wpłynąć na sędziów, choć nie wiadomo, czy decydująco - Polak wygrałby już pojedynek z Byrdem, pięściarzem tak samo spektakularnym jak Ruiz.

Tak więc na wsparcie Kinga lepiej nie liczyć. Żeby być pewnym swego, Gołota musiałby Ruiza znokautować. To niełatwe, ale jak powiedział "Gazecie" Jerzy Kulej: - Jak Gołota nie wygra z Ruizem, to nie wiem, na kim mógłby jeszcze zdobyć tytuł mistrza.

I to prawda.

Dla Gołoty jest to ostatnia szansa na tytuł, szansa niepowtarzalna, najlepsza. Również dlatego, że waga ciężka jest w stanie rozpaczliwym, że mistrzami są pięściarze, którzy nie poruszają masowej wyobraźni, którzy są w boksie tylko dlatego, że stracili swoją szansę na grę w NFL czy NBA. To głównie dlatego Gołota wygląda dziś na Mozarta boksu. I powinien to wykorzystać.

Kto wygra?