Gambrinus JME Brno - Wisła Can-Pack Kraków 80:59

Nie było niespodzianki w Brnie w drugim meczu Euroligi koszykarek: wiślaczki, osłabione brakiem Doroty Gburczyk, przegrały wyraźnie z Gambrinusem.
Gburczyk we wcześniejszych meczach polskiej ekstraklasy i spotkaniu z Kozaczką Zaporoże pokazała dobrą grę. Niestety, teraz dopadła ją kontuzja kolana i całe spotkanie z Gambrinusem przesiedziała na ławce rezerwowych.

Początek był dla krakowianek obiecujący: po trzech minutach i trafieniach Moniki Krawiec i Shannon Johnson (raz za trzy punkty) prowadziły 7:2. Na nieszczęście wiślaczek gospodynie miały w środę fantastycznie usposobioną Zuzannę Żirkovą. 24-letnia rozgrywająca reprezentacji Słowacji nie tylko wzięła na siebie ciężar zdobywania punktów (po jej trójce było 21:15), ale i świetnie dogrywała piłki swoim koleżankom z zespołu. Pod koniec pierwszej kwarty zupełnie rozkojarzona Natalia Trafimava nie trafiła spod kosza, a Johnson podała wprost w ręce rywalek.

Katastrofalna w wykonaniu Wisły druga kwarta przesądziła o losach meczu. Krakowianki grały chaotycznie w ataku, piłki gubiły Iva Perovanović, Joanna Czarnecka (rozpoczęła mecz w pierwszej piątce), nieobecna była druga z Białorusinek Maryna Kress (jeden celny rzut z gry), która grała najdłużej na parkiecie, bo aż 37 minut. Słabą obronę natychmiast wykorzystały Czeszki. Alicja Poto trafiła zza łuku, coraz lepiej poczynała sobie amerykańska środkowa Taj McWilliams-Franklin. A co gorsze, Wisła zupełnie przegrała (6:18!) walkę na obu tablicach. Zdarzyło się, że koszykarki Gambrinusa w jednej akcji czterokrotnie pudłowały i tyleż samo razy zbierały piłkę przy biernej postawie krakowianek.

Wejście Patrycji Czepiec i Jeleny Skerović nie zmieniło obrazu gry i po 20 minutach "Żabiny" (jak nazywany jest zespół z Brna) prowadziły już 44:26. Po zmianie stron wiślaczki wyszły na boisko jeszcze bardziej przestraszone. Dwie trójki Australijki Poto odebrały naszym chęć do gry. Loby Johnson do Perovanović trafiały do rąk gospodyń, a ruchliwa, szybka i pomysłowa Żirkova zdobywała kolejne punkty. Przy stanie 60:32 trener Gambrinusa Jan Bobrovsky (współwłaściciel klubu, trener reprezentacji Czech nieprzerwanie prowadzi "Żabiny" od 11 lat!) pozwolił odpocząć podstawowym zawodniczkom. Odblokowana psychicznie Trafimava zaczęła zdobywać punkty z dystansu i spod kosza. Na początku ostatniej kwarty kibice Wisły zrzucili na parkiet mnóstwo baloników w barwach klubowych, doprowadzając do przerwy w grze.

Gdyby Wisła grała uważnie do końca, zwycięstwo miejscowych nie byłoby tak imponujące. Porażka z silniejszym rywalem była brana pod uwagę przed meczem. Czy z lekcji gry od Gambrinusa krakowianki wyciągną wnioski w kolejnych spotkaniach?



Gambrinus JME Brno80
Wisła Can-Pack Kraków59
Kwarty: 23:19, 21:7, 21:16, 15:17.

Gambrinus: Żirkova 20 (2x3), Poto 17 (3), McWilliams-Franklin 12, Vesela 9 (1), Vecerova 8 oraz Viteckova 9 (1), Hejdova i Machowa po 2, Hartigova 1, Kovacova 0.

Wisła: Johnson 15 (1), Trafimava 11 (1), Krawiec 6, Czarnecka 4, Kress 3 oraz Perovanović 16, Skerović 4 (1), Czepiec, Kenig, Radwan po 0.

Sędziowali Sretan Radović z Chorwacji i Peter Kreid z Austrii. Widzów 1200.

W pozostałych meczach: Lietuvos Telekomas Wilno – MKB - Euroleasing Sopron 69:50, Kozaczka Zalk Zaporoże – US Valenciennes Olympic 53:67.

Powiedzieli po meczu

Arkadiusz Konecki, trener Wisły Can-Pack: Gratuluję trenerowi Bobrovskiemu, który na wszystkich pozycjach ma bardzo dobrze dobrane zawodniczki. Pokazały moim dziewczynom, gdzie jest nasze miejsce w Eurolidze. Widać, że Gambrinus jest zgraną drużyną uzupełnioną Amerykanką McWilliams i Australijką Poto. Przegraliśmy doświadczeniem i - co widać po przegranej walce na deskach - siłą fizyczną. Zbyt dużo indywidualnych akcji w wykonaniu moich rozgrywających, Johnson miała trudności z wejściem pod kosz. Nie przegraliśmy ze słabym zespołem, tylko z silną drużyną.

Jan Bobrovsky, trener Gambrinusa: Wisła ma dobry zespół, który zbiera doświadczenie w rozgrywkach Euroligi. Jestem zadowolony z gry, ale w czwartej kwarcie było zbyt dużo rozprężenia w moim zespole. Cieszę się z udanego początku rozgrywek pucharowych.

Monika Krawiec, koszykarka Wisły: Gambrinus okazał się po prostu lepszy. Chciałyśmy wygrać ten mecz, ale nie wyszło. Może przegrałyśmy dlatego, że dopiero zaczynamy grać w europejską koszykówkę? Brak nam doświadczenia i szczęścia. Miło nam było, gdy dopingowali nas kibice z Krakowa, ale ściany pomagają gospodarzom. Zuzanna Żirkova chyba miała "dzień konia", bo z każdej pozycji trafiała i nikt nie mógł jej zatrzymać.

Patrycja Czepiec, kapitan Wisły: Przeciwnik był agresywniejszy na deskach, mało było asyst z naszej strony, to wszystko świadczy o słabszej grze zespołowej. Trochę nadrobiliśmy w czwartej kwarcie, gdy wynik był już przesądzony. Porażki nie można zrzucić na międzynarodową tremę, bo ta mogła być tydzień temu w meczu z Kozaczką.