Siatkówka. Seria A: Dalin Myślenice - Muszynianka 3:2

Beniaminek ekstraklasy udowodnił, że "potencjał zespołu" to pojęcie względne. W sobotni wieczór, po dramatycznym spotkaniu, ambicją i wolą walki pokonał - dysponującą teoretycznie silniejszą kadrą - Muszyniankę. To ich pierwsze zwycięstwo w lidze. Mecz był godny miana wielkich derbów.
- Wszyscy mówicie, że Muszynianka ma większy potencjał, a przecież nikt nie wie, jakie możliwości drzemią w mojej drużynie - z cieniem pretensji w głosie na pomeczowej konferencji dowodził szkoleniowiec myśleniczanek Jerzy Bicz.

Na ogół siatkówka jest sportem bezkontaktowym, ale dziewczyny Bicza zaczęły tak, jakby chciały nie tylko pokonać rywalki, ale je... rozszarpać. Wychodziło im wszystko: ataki ze skrzydła, z drugiej linii, bloki i ofiarne interwencje w obronie. Agnieszka Lehman-Dybała czarowała zagrywką (zaczęła przy stanie 12:7, skończyła przy 22:8). Przyjezdne były bezradne. Niedawna rozgrywająca Dalinu - Ewa Chrostek co chwilę masowała czoło i kombinowała, czym zaskoczyć blokujące z Myślenic, z Sylwią Wojcieską na czele? Niewiele mogła zdziałać, bo na całej linii leżało przyjęcie zagrywki, a najlepsza atakująca Joanna Mirek w pierwszym secie oswajała się z atmosferą panującą w hali. - Tylu znajomych, nie grałam tu od czternastu lat - rozglądała się wychowanka Dalinu.

O tym, że natura kobieca jest zmienna, najlepiej przekonała się czterdziestoparoletnia fanka Dalinu. Przez godzinę pokrzykiwała (np. do Chuchro - "Marta, wal!"), zaciskała kciuki, wstawała z krzesełka. Gwałtownie wyszła z hali parę minut po godzinie 19, gdy - m.in. za sprawą anemicznego ataku Chuchro i sprytnego kiwnięcia Mirek - to Muszynianka wygrała rzutem na taśmę trzeciego seta, choć Dalin już prowadził 24:21.

Nerwy kibicki nie wytrzymały, bo zostały wystawione na poważną próbę już w końcówce drugiej partii. Wówczas blok Doroty Pykosz na Dorocie Ściurce uciszył nawoływania "Dalinek!". W ten sposób, zamiast gładkiego 3:0 dla myśleniczanek, doszło do tie-breaku.

Wszelkie przesłanki wskazywały na to, że decydującego seta wygrają "mineralne". Mirek była mocnym punktem obrony drużyny gości, skutecznie atakowała z gracją i uśmiechem na twarzy. Dominika Sieradzan grała nierówno - jak w okresie występów w Wiśle, ale mocnym serwisem potrafiła odrzucić rywalki od siatki. Chrostek zdarzały się niedokładności, lecz wystawiała partnerkom nieszablonowo i tak błyskawicznie, że myślenicki blok głupiał. Praktycznie każda siatkarka Muszynianki potrafiła mocnym atakiem zdobyć punkt. Wśród myśleniczanek na odwrót - niemal wszystkie zawodniczki miały z tym problemy, a największe Chuchro, którą jeszcze w końcówce czwartej części meczu zastąpiła Marta Wrzesińska.

I wszystko to okazało się w końcu nieważne. Głównie dlatego, że w gronie dalinianek wyłoniła się liderka - Dorota Ściurka. Poza początkiem decydującego starcia, gdy rozbiła się o blok rywalek, była nie do zatrzymania. Jej uderzenie po przekątnej spowodowało, że po raz pierwszy zniknął uśmiech z twarzy Sieradzan, która nie sięgnęła piłki i gospodynie uciekły na dwa punkty (9:7). "Biało-zielone to barwy niezwyciężone!" - wrzeszczał konferansjer, a Ściurka upokarzała muszynianki: przebijała się przez podwójny blok, skutecznie uderzała z piłek wyrzucających ją z boiska, spod siatki i z drugiej linii (tak doprowadziła do stanu 13:10).

- Dorota to góralka. Taki też ma charakter - cieszył się trener Bicz.

Ostatni akcent meczu to zepsuta zagrywka Pykosz i skuteczny blok Lehman-Dybały na Tomaszekovej.

Myśleniczanki szalały, jakby tym zwycięstwem zapewniły sobie utrzymanie w elicie, a Wojcieska ze szczęścia płakała jak bóbr (do ręcznika).

Dalin3
Muszynianka2
Sety: 25:10, 24:26, 24:26, 25:21, 15:11

Dalin: Zając, Ściurka, Wojcieska, Chuchro, Kosek, Lehman-Dybała oraz Saad (l), Tondera, Wrzesińska.

Muszynianka: Chrostek, Sieradzan, Pykosz, Reimus, Mirek, Tomaszekova oraz Soja (l), Gorszyniecka, Szydełko, Bognarova.

Sędziował Jacek Broński z Poznania. Widzów 400.



Powiedzieli po meczu

Bogdan Serwiński, trener Muszynianka: - Wstyd mi za zespół. To, co stało się w trzecim secie, jest wręcz kompromitujące: prowadzimy 11:5 i tracimy osiem punktów z rzędu! Jestem zaskoczony, że zespół może równie nonszalancko podchodzić do swoich obowiązków. Kolejny mecz gramy bez ambicji. Potencjał mamy spory - pokonaliśmy przecież faworyta rozgrywek - Piłę, ale to nie wystarczy. Musi być jeszcze walka i ambicja. Nie wiem, dlaczego mój zespół nie podejmuje walki, skoro ma stworzone doskonałe warunki w klubie. Może dziewczynom jest za dobrze? Część z nich podchodzi do tego w ten sposób "wziąć kasę i do widzenia".

Jerzy Bicz, trener Dalinu: Długo czekaliśmy na pierwsze zwycięstwo. Plany przygotowawcze do sezonu popsuł nam związek, przekładając mecze pucharowe. Przecież można było wszystko rozegrać tak jak w męskiej siatkówce. Trzy razy biliśmy się z Bielskiem (dwa razy w Pucharze Polski i raz w lidze), walczyliśmy dzielnie w Kaliszu, stanowiło to dobrą prognozę na ten mecz. Nasz potencjał jeszcze się do końca nie ujawnił. Każda dziewczyna jest "na dorobku". Doświadczenie ekstraklasowe ma tylko Agnieszka Lehman-Dybała.

Joanna Mirek, siatkarka Muszynianki: Nawet na myśl mi nie przyszło, że kiedyś zagram przeciwko Dalinowi, i to w ekstraklasie. Cieszę się, że tak się stało. Jednocześnie żałuję, że ten mecz przyszło rozegrać świeżo po tym, jak wyleczyłam ciężką kontuzję. Przez to nie mogłam pokazać pełni swoich umiejętności, ale chyba nie wypadłam tak superfatalnie? Nie ma co tłumaczyć porażki specyfiką myślenickiej hali. Po prostu jesteśmy dalekie od optymalnej dyspozycji.

not. mb





Michał Białoński: Jaka jest tajemnica waszego sukcesu?

Dorota Ściurka: Od tygodnia nie myślałyśmy o niczym innym, tylko o pokonaniu Muszynianki. Dokładnie rozpracowałyśmy każdą z rywalek na podstawie kaset wideo, trener przygotował dobrą taktykę.

A co się z wami stało po gładko wygranym pierwszym secie?

- Chwilowy brak koncentracji sprawił, że na chwilę odpuściłyśmy, ale w porę się pozbierałyśmy się i pokazałyśmy, że jesteśmy dla dziewczyn z Muszyny godnym przeciwnikiem.

Nie załamała was porażka w trzeciej partii, gdzie prowadziłyście 24:21?

- Nie, bo Muszynianka też miała wpadkę w pierwszym secie. Takie rzeczy się zdarzają.

Skąd Pani wzięła tyle spokoju, że w tie-breaku przy żadnym ataku nie zadrżała ręka?

- Nie mogła. Ten mecz miał dla mnie szczególne znaczenie. Przez poprzednie cztery lata grałam właśnie w Muszyniance, więc starałam się wypaść jak najlepiej, udowodnić swoją wartość, ponieważ w Muszynie nie dopuszczano mnie do gry. To jest odwet z mojej strony.

To zwycięstwo powinno dodać wam skrzydeł przed następnymi meczami.

- Na pewno. Najwyższa pora gromadzić punkty. Tym bardziej że trudny początek, kiedy przyszło się potykać z Bielskiem i Winiarami Kalisz, mamy już za sobą. Teraz jesteśmy bardziej doświadczone i wiemy, jak unikać błędów.