Kim jest kandydat na trenera kadry siatkarzy Maciej Jarosz?

Trener, owszem, niezły, ale jako człowiek, szkoda gadać - mówią w siatkarskim światku o Macieju Jaroszu, jedynym na razie, który nie kryje, że chce poprowadzić reprezentację Polski.
Bezpośredni, nieobliczalny, czasem wręcz arogancki. - Sp... - powiedział kiedyś prezesowi AZS Częstochowa, swojemu pracodawcy. Ch... nazwał dziennikarza na konferencji prasowej. Zawsze stawia na swoim, nawet jak cały zespół ma już dość jego "szkoleniowych metod".

W przeszłości świetny siatkarz, olimpijczyk z Moskwy, trzykrotny wicemistrz Europy. Jeszcze jako siatkarz uchodził za - delikatnie mówiąc - niepokornego. Raz nawet Hubert Wagner wyrzucił go ze zgrupowania, bo zastał go w pokoju hotelowym z dziewczyną...

Liczy się sukces

- Jarosz to jakby dwie różne osoby w jednej. - Trener, owszem, niezły, ale jako człowiek, szkoda gadać - mówią ludzie z hermetycznego siatkarskiego środowiska, ale na oficjalne zwierzenia nie chcą się zgodzić.

Przed pięcioma laty zdobył mistrzostwo Polski z AZS Częstochowa. Dwukrotnie wprowadził Gwardię Wrocław do serii A. Do sukcesów dąży za wszelką cenę. Jego kariera naznaczona jest konfliktami z zawodnikami i pozaboiskowymi skandalami.

Przed kilkoma laty głośno było o jego konflikcie z Dawidem Murkiem w Częstochowie. Murek najpierw po cichu protestował przeciwko wulgaryzmom pod swoim adresem, aż w końcu postawił się Jaroszowi podczas treningu. Sprawę załagodzono.

Do spięcia doszło także między Jaroszem i prezesem częstochowskiego klubu Andrzejem Gołaszewskim. Gdy prezes wyraził swój pogląd o prowadzeniu zespołu usłyszał, żeby spie...

W Gwardii, z którą związany był najdłużej jako trener, swoim zachowaniem doprowadził jesienią 2002 roku do buntu zespołu. Nieformalnym przywódcą był środkowy bloku Jakub Markiewicz.

- Jarosz poniżał chłopaków na treningach - przyznaje jeden z działaczy. - W końcu część z nich nie wytrzymała.

Sprawę wyciszono. Jarosza obronił ówczesny prezes Gwardii Janusz Krasoń, jeden z liderów Sojuszu Lewicy Demokratycznej we Wrocławiu. Dzięki jego poparciu Jarosz zachował posadę na kolejny rok. Jest też zaprzyjaźniony z byłym wojewodą dolnośląskim Ryszardem Nawratem z SLD. - Te powiązania pomagały poruszać się Jaroszowi na rynku sponsorów - zdradza jeden z działaczy wrocławskiego klubu. - Dlatego w Gwardii był nie tylko trenerem, ale też szukał sponsorów, organizował pieniądze dla chłopaków. Był w tym naprawdę skuteczny i przez to miał silną pozycję, nawet mimo kontrowersyjnego zachowania.

Ale nie tylko dzięki układom politycznym czuł się taki mocny. Gwardia była klubem milicyjnym, nadal ściśle współpracuje z policją. Jarosz, syn byłego zastępcy komendanta wojewódzkiego, od zawsze uchodził za osobę "nie do ruszenia". Po Wrocławiu krąży nawet anegdota, o tym jak młodziutki Maciej Jarosz podpadł chłopakom z innej klasy. Wystarczył jeden telefon do ojca i pod podstawówką czekały dwie nyski.

Stać go na wszystko

Jarosz jest pamiętliwy. Markiewiczowi nigdy nie wybaczył buntu z jesieni 2002 roku. Przed rokiem podczas turnieju w Miliczu (Markiewicz grał już wtedy w Nysie) siatkarz wziął byłego trenera za fraki i wyrzucił z pokoju. Po chwili pod budynkiem była policja. Badanie wykazało obecność alkoholu we krwi, jednak Markiewicz przyznał później, że Jarosz również "był pod wpływem" i to on sprowokował całe zdarzenie. Markiewicz nie chciał jednak wchodzić w szczegóły.

- Z dwuletniej obserwacji wiem, że trenera Jarosza stać na wszystko - przyznawał tylko siatkarz. - Nie ma jednak sensu tracić prądu na rozmowę o tamtym zajściu i zniżać się do poziomu trenera Gwardii. Mieszkam we Wrocławiu i mógłbym tu nadal grać. Wolałem jednak pracować w normalnej atmosferze i z ludźmi, jak bym to ujął, trzeźwo myślącymi.

Jarosz również nie chciał komentować całego zajścia. - Do tamtej sprawy w ogóle nie chciałbym wracać.

Wierzy w siebie

Sprawa Markiewicza, to nie jedyny incydent z udziałem Jarosza trenera. Przed dwoma laty po jednej z konferencji zelżył wrocławskiego dziennikarzy, nazywając go "ch...". PLS wymierzył mu 1 tys. złotych kary. Jarosz nawet po takich "akcjach" zawsze miał jednak oparcie w działaczach klubu. Nie wytrzymali dopiero wiosną tego roku, zwolnili go po serii dotkliwych porażek z outsiderami - AZS Politechniką Warszawa i BBTS-em Bielsko. Było to w momencie, gdy prezesem klubu nie był już Krasoń ani żaden policjant, lecz związany z przemysłem Ryszard Plichta. - Jarosz oficjalnie mówił, że nie wie, dlaczego jego zespół przegrywa. Dla mnie to niezrozumiałe. Przecież tak nie może być, bo kto ma znać przyczyny porażek jak nie trener - tłumaczył wówczas Plichta.

Jarosz twierdzi, że wie, jak poprowadzić kadrę do medali. Bo wiara we własne siły to jego cecha charakterystyczna. Kiedyś po meczu Gwardii podszedł do dziennikarzy i wypalił: - Tyle piłek, co Janczak dzisiaj zepsuł, to ja bym skończył, grając w garniturze. I Gdy wszyscy myśleli, że to żart, Jarosz dodał: - Szkoda, że nie mam ważnych badań lekarskich.