Gieksa Broniszewskiego czyli KS Szczęście Katowice

Od kiedy "Gieksę" trenuje Mieczysław Broniszewski, określenie jej gry mianem "brzydka" to komplement wyjątkowo naciągany. Ale czy to ważne? W trzech meczach nowy trener zdobył tyle punktów, ile poprzedni w ośmiu
Po godzinie gry w Wodzisławiu wydawało się, że Odra podejmuje klub o nazwie Szczęście Katowice. Do przerwy katowiczanie grali doprawdy tragicznie i fakt, że nie stracili gola, to mały cud i nie ma ma tu krzty egzaltacji. - Pierwsze 45 minut to najsłabsza gra "Gieksy" od kiedy gram w tej drużynie - przyznał po meczu napastnik Paweł Brożek. W tej części gry tylko on jeden raz, w 43. min, przedarł się pod bramkę gospodarzy i minął nawet Pawełka, ale za daleko wypuścił sobie piłkę i trafił tylko w boczną siatkę. Jak na pierwszoligowca z ambicjami utrzymania - zdecydowanie za mało. Tym bardziej że z tyłu było gorzej niż źle. Dobrze, że nie zawiódł w bramce Dariusz Klytta, który nie tylko poprawił formę czysto bramkarską, ale stał się chyba mocniejszy psychicznie. Zaczyna udowadniać, że przydomek "Dziuraworęki" zaczyna odchodzić w przeszłość (obrona kąśliwego strzału Kubisza w 82. min była fenomenalna), choć kiedy wychodzi do dośrodkowań, pikawy katowickich fanów zaczynają gwałtownie przyspieszać (może gdyby był bardziej zdecydowany, nie padłaby druga bramka dla Odry?).

Defensywa grała bardzo chaotycznie, boczni obrońcy dopuszczali do groźnych akcji skrzydłami i dośrodkowań. Jedyne światełko w tunelu to dość przyzwoita gra Łukasza Nawotczyńskiego. Już wkrótce właśnie na nim może być oparta gra obronna "Gieksy". Nie mogła się podobać linia pomocy. Skrzydłowi byli zorientowani zbyt defensywnie. Na lewej stronie próbował szarpać Górski, ale szybko spasował. Słabo na prawej - moim zdaniem - wypadł Dawid Plizga, który kilka razy dał się stłamsić Piotrowi Rockiemu. Wydaje się, że to piłkarz stworzony, żeby grać na szpicy, a nie na boku. Na razie nie potrafi robić "wichru" przy linii bocznej. Jego miejsce jest w ataku, a jego czas (być może) nadejdzie, jak odejdzie Brożek. Środkowi pomocnicy Fonfara - Markowski, niestety, całkowicie pozwolili przejąć inicjatywę rywalom (co ciekawe, na środku najlepiej grali byli "gieksiarze" - Kubisz i Muszalik). Na plus Fonfary można zapisać gola i asystę. Zrobił, co miał zrobić. Zawiódł zawieszony między pomocą i atakiem Stanisław Wróbel. Nadal trzeba szukać mu pozycji.

W drugiej połowie katowiczanie pokazali tyle, żeby wystarczyło na uratowanie punktu. Po dwóch akcjach duetu Brożek - Fonfara wydawało się, że "Gieksa" nawet jest w stanie opuścić ostatnie miejsce w tabeli! Ale prawda jest taka, że obecnie możliwości tego zespołu są więcej niż skromne. Nikt w "Gieksie" nie może się obrazić, jeśli sposób gry Katowic określi się mianem "prymitywnego". Może będą grać bardziej urozmaiconą piłkę, kiedy wrócą kontuzjowani Kmiecik i Czerwiec. Plus dla Mieczysława Broniszewskiego za to, że błyskawicznie zdał sobie sprawę z wyjątkowo ograniczonych możliwości taktycznych. Jedyne, co może przynieść efekt punktowy, to gra za podwójną gardą (dosłownie, bo w pomocy też ostatnio grają obrońcy) i dalekie piłki do znakomitego Pawła Brożka. Obecnie to jedyny piłkarz na Bukowej, który rzeczywiście może zrobić coś z niczego. Prawdziwy mąż opatrznościowy "Gieksy" i dziś na pewno jeden z najbardziej niebezpiecznych napastników w lidze. Moim zdaniem ma pewne miejsce w składzie każdej polskiej drużyny z wyjątkiem Wisły Kraków. Piorunujące przyspieszenie, pewność siebie w grze jeden na jeden, dobra technika, refleks, duże skłonności do gry kombinacyjnej i umiejętność gry z pierwszej piłki - że palce lizać. Utrzymanie tego piłkarza na Bukowej to dla prezesa Piotra Dziurowicza kwestia priorytetu. Jedyne, co może u Brożka irytować, to nieustanne biadolenie po nieudanych zagraniach partnerów. Johannem Cruyffem nie jest i ciągłe besztanie, załamywanie rąk i kiwanie głową na pewno kolegom nie pomaga.

I jeszcze jedno: to wyświechtany frazes, ale w tak trudnej sytuacji, jaką ma "Gieksa", drużyna powinna być jednością na boisku i po za nim. Nie jest: kiedy katowiczanie schodzili z boiska, Pęczak próbował pobić Widucha. - To są sprawy między nami - podsumował "Stalowy Paweł".

Po meczu powiedzieli

Paweł Brożek: O pierwszej połowie chciałbym jak najszybciej zapomnieć. Szkoda, że w pierwszej dobrej sytuacji za daleko wypuściłem sobie piłkę Dobrze, że druga połowa była już lepsza. Przy stanie 2:0 myślałem, że dowiedziemy zwycięstwo do końca. Remis jest zasłużony. Dwa karne dla Odry mocno dyskusyjne.

Paweł Pęczak: Fakt, że mieliśmy dużego farta, ale sędzia ewidentnie pomógł Odrze. Takiego karnego, jakiego podyktował, się nie dyktuje, ja zasłoniłem twarz przed piłką, przecież w trąbę nie dostanę! Powiedziałem mu, że to żenada, że gwiżdże coś takiego.

Prezes Piotr Dziurowicz: Szkoda, że sędzia jedne błędy próbował naprawiać następnymi. To niedopuszczalne.