Derby Łodzi, stadion przy al. Unii 2, godz. 19.15

Po raz 51. w historii, ale po raz pierwszy w II lidze. ŁKS i Widzew walczą o prymat w Łodzi
Po raz pierwszy w historii ŁKS i Widzewa zmierzą się ze sobą jako drugoligowcy. Mimo to piłkarskie derby Łodzi, wciąż

mają olbrzymią renomę. O przygotowaniach do nich lokalne gazety informują na pierwszych stronach, piłkarze i szkoleniowcy obu drużyn udzielają tylu wywiadów jak przed żadnym innym meczem. Bilety znikają z kas jak świeże bułeczki, a na mecz akredytują się dziennikarze z Niemiec i Austrii. Ludzie, których nie posądzilibyśmy o choćby zainteresowanie piłką nożną, nagle okazują się ekspertami, typują wynik, oceniają szanse obu zespołów. Mecz w ogólnopolskim paśmie transmituje Telewizja Polska, by wszyscy w kraju mogli go zobaczyć. Czy zagra Probierz? Czy do meczu wykuruje się Wachowicz? Nagle pytania o zdrowie piłkarzy okazują się ważne.

- Tak gorąco jeszcze nie było - mówi Leszek Jezierski, legendarny szkoleniowiec Widzewa i ŁKS. - Atmosfera derbów udziela się wszystkim, ale ranga tego meczu jest moim zdaniem mniejsza niż przed laty, bo teraz chodzi o rywalizację w II lidze.

Marzenia się spełniają

Jezierski oczywiście będzie w piątek na stadionie, choćby z tego powodu, że poprowadzi gwiazdy ŁKS w pojedynku z Widzewem. - Tak mnie właściwie wyznaczono, ale nie mogę powiedzieć, że kibicuję jednemu klubowi. Przez lata związany byłem i z ŁKS i z Widzewem. Chcę po prostu, żeby wygrał lepszy. - mówi.

Derbowy mecz ma szczególne znaczenie dla Andrzeja Rybskiego (Widzew) i Sebastiana Przybyszewskiego (ŁKS). Obaj swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiali w drużynach dzisiejszych rywali. - W ŁKS byłem właściwie jako dziecko, a piłkarsko ukształtowałem się w Widzewie. Tutaj mam przyjaciół, znajomych. Dla tego klubu bije moje serce i tak już zostanie - mówi piłkarz. - Ostatnio sypiam dobrze, ale przyznaję, że od tygodnia jestem jakiś naładowany, adrenalina podskoczyła. Spełnia się przecież moje marzenie, bo dotychczas w derbach uczestniczyłem tylko jako kibic. Teraz marzę o golu, ale z asysty też będę się cieszył.

"Kibicowskie" doświadczenie ma także Paweł Golański, kapitan ełkaesiaków. - To dla mnie spore przeżycie - z trybuny zejść na boisko. Wreszcie nadszedł czas na spełnianie marzeń - mówi.

Trzech do dwóch

Spośród widzewiaków tylko Rafał Pawlak i Radosław Michalski grali dotychczas w derbach. ŁKS ma przewagę, bo doświadczenie z łódzkich konfrontacji mają Bogusław Wyparło, Rafał Niżnik i Zdzisław Leszczyński. Dla reszty to będzie absolutny debiut. - Czekam na ten mecz, bo pojedynki Widzewa z ŁKS nie zdarzały się ostatnio zbyt często - mówi Pawlak, który w derbach wystąpił będąc piłkarzem obu klubów. - To przestało mieć już dla mnie znaczenie. Znam atmosferę tych spotkań i wiem czego mam się spodziewać. Nadal pozostaje to jednak piłkarskie święto Łodzi.

Z opinią Pawlaka zgadza się Niżnik: - To będzie duże przeżycie dla każdego z nas - mówi. - Czy dla mnie też? Przecież w derbach grałem już tak dawno i chętnie odświeżę sobie pamięć.

Pomocnik ŁKS nie zgadza się z opinią, że to lokalny rywal jest faworytem derbów. - My też nim jesteśmy. Gramy przecież u siebie, strzelamy sporo bramek. Widzew jest wyżej w tabeli, więc wychodzi na remis. A poza tym, może i lepiej, że niewielu na nas stawia. Wolę byśmy to my byli Kopciuszkiem. - mówi Niżnik.

Inaczej niż w Warszawie

Rafał Szwed, który do Widzewa przyszedł z Polonii Warszawa, rywalizował w przeszłości z Legią Warszawa o prymat w stolicy. - Myślę jednak, że to nie to samo. W Łodzi oba kluby mają podobną liczbę kibiców. Wiele już słyszałem o derbach i towarzyszącej im atmosferze. Znam stawkę tego meczu, wiem, że gramy o prymat w mieście - mówi Szwed. - Wstałem rano z łóżka i poczułem się jakoś inaczej, bo po głowie cały czas chodzą mi myśli o tym meczu. Walka będzie ostra, na całego, bez cofania nogi. Te derby to dla nas egzamin. Teraz okaże się czy wszyscy z nas mają charakter.

Szwed ma dużo racji, bo to właśnie ambicja i wola walki może okazać się kluczowa. Widzew i ŁKS nie należą jeszcze do potentatów nawet II ligi, chociaż bliżej czołówki są widzewiacy. Piłkarsko zespół z al. Piłsudskiego prezentuje się lepiej, ale w składzie ŁKS jest więcej łodzian i może to właśnie oni lepiej zmotywują swoich kolegów. - Myślę, że o zwycięstwie jednej z drużyn zdecyduje przede wszystkim ambicja, bo na razie piłkarze nie mają umiejętności na I ligę. Widzew jest wyżej, ale ich gra nie położyła mnie z wrażenia na łopatki - twierdzi Jezierski.

Jadą goście

Obok Jezierskiego derby przyciągną na stadion przy al. Unii także inne znakomitości łódzkiej i polskiej piłki na czele z legendarnym trenerem Kazimierzem Górskim i prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej Michałem Listkiewiczem. Dwie godziny przed meczem swoje spotkanie rozegrają też gwiazdy ŁKS i Widzewa sprzed lat. Do Łodzi mają przyjechać ci najlepsi. Niestety zabraknie Zbigniewa Bońka, najwybitniejszego piłkarza w historii Widzewa, a dziś wiceprezesa klubu. - Ale będę trzymał kciuki za Widzew z daleka - mówi. - Na pewno konfrontacja ŁKS z Widzewem zawsze wywoływała wielkie emocje i miały duży oddźwięk medialny. To przecież walka o prymat w mieście. Nie można jednak zapominać, że to tylko pojedynek drugoligowy, w którym zdobywa się jedynie 3 pkt. Gra będzie się jednak toczyć na całego, ale z szacunkiem i bez nienawiści dla rywala.

Daniel Goszczyński, który w ŁKS inwestuje od 2,5 lat, nareszcie doczekał się ligowego klasyku w polskiej piłce. - Przed nami rzeczywiście coś wielkiego. Już na długo przed rozpoczęciem meczu zainteresowanie było ogromne - mówi szef łódzkiego klubu. - Dobrze, że większość nie upatruje w nas faworyta. Boisko wszystko zweryfikuje, a wygra ŁKS.

Jakim wynikiem zakończą się derby?