Sport.pl

II liga: Arka - Radomiak 1:0

Miejsce w tabeli o niczym nie świadczy - stwierdził po meczu Arki z Radomiakiem trener gospodarzy Mirosław Dragan. Wiedział, co mówi, bo "zieloni" byli o włos od wywiezienia z Gdyni punktu
Szansy, jaką miał Radomiak, nie mógł odżałować jego wiceprezes Paweł Kobyłecki. - To fakt, że nie stworzyliśmy przez cały mecz jednej klarownej sytuacji. Fakt, że Arka miała optyczną przewagę. Remis można było jednak spokojnie wywieźć. Szkoda, że w to wszystko wmieszał się sędzia - podsumował.

Jeśli miarą klasy zespołu miałoby być miejsce zespołu w tabeli, to ktoś, kto nie wie, gdzie obecnie znajduje się Arka, a gdzie Radomiak, mógłby mieć problemy ze wskazaniem lokat obu drużyn. Co prawda gdynianie dominowali na boisku, ale poziom gry, jaki zaprezentowali, niewiele różnił się od poczynań "zielonych". Tyle tylko że w przeciwieństwie do gości podopieczni Mirosława Dragana przedzierali się pod pole karne rywala i oddawali strzały.

Jeszcze przed przerwą zawodnicy Arki aż dziesięciokrotnie próbowali strzelać na bramkę strzeżoną tym razem przez Krzysztofa Pyskatego. Najpierw umiejętności bramkarza Radomiaka sprawdzał Grzegorz Pilch, potem - Rafał Murawski i Jerzy Wojnecki, a po pół godzinie gry pałeczkę pierwszeństwa przejął Bartosz Ława. Pyskaty albo interweniował szczęśliwie, albo piłka mijała światło bramki. - Goście umiejętnie się bronili, ale minimum jeden gol zwyczajnie nam się należał - przekonywał Dragan.

Kiedy zbliżał się koniec pierwszej połowy, kierownictwo klubu ze Struga nerwowo zaczęło spoglądać na zegarki. Działacze chyba zdawali sobie sprawę, że właśnie tuż przed przerwą Radomiak traci najwięcej bramek. I niestety, tym razem ta niechlubna tradycja również została podtrzymana. Przemysław Michalski nie zdołał zbić piłki wpadającej w pole karne, dopadł do niej Ława i stojąc oko w oko z Pyskatym zmusił go do kapitulacji. - Wielka szkoda, bo mimo że rywal nie schodził praktycznie z naszej połowy, broniliśmy się bardzo umiejętnie. Jeden błąd kosztował nas utratę kompletu punktów - nie mógł darować sobie porażki Skonieczny.

Na wyrównanie Radomiak szans nie miał. Po pierwsze, piłkarze gości niezbyt kwapili się do ataków, a po drugie - stronniczość sędziego Macieja Heinricha była aż nadto widoczna. Jeśli kogoś karał, to wiadomo było, że będzie nim gracz z Radomia.

Przez ostatnie dwa kwadranse z boiska wiało nudą. Arka grała na połowie przeciwnika, który jej akcje dość łatwo rozbijał. - Rywalom należą się brawa za determinację i wolę walki - chwalił Radomiaka trener z Gdyni. - Piłkarsko byliśmy jednak zdecydowanie lepsi i wygraliśmy zasłużenie. - Z ostatnimi słowami kolegi zgadzam się w pełni i gratuluję Arce zwycięstwa. Szkoda tylko, że sędzia dał pograć jednej drużynie - zakończył Skonieczny.



ARKA GDYNIA1 (1)
RADOMIAK RADOM0


STRZELEC BRAMKI

n Arka: Ława (44. - w sytuacji sam na sam z bramkarzem).

SKŁADY

n Arka: Chamera - Wojnecki, Woroniecki, Kowalski, Pudysiak, Sobieraj, Piskuła, Murawski (87. Ulanowski), Jelonkowski, Ława (90. Sarnecki), Pilch.

n Radomiak: Pyskaty - Cieciura, Michalski Ż, Wachowicz Ż, Szary, Bonin, Majda, Rysiewski, Sobieska Ż (78. Wysocki), Barzyński, Rosłaniec (84. Siciak Ż).

n Sędziował: Maciej Heinrich (Poznań).