I liga piłkarska: GKS Katowice - Cracovia 1:0

GKS nadal liczy się w walce o utrzymanie! Po 49 dniach katowiczanie wygrali ligowy mecz. - Tak dawno nie zasmakowaliśmy zwycięstwa, że nie da się opisać tej radości. To wielkie słowa, że teraz będzie już tylko lepiej, ale faktycznie, smak zwycięstwa mobilizuje - cieszył się obrońca Paweł Pęczak.
Dla "Gieksy" to był mecz o być albo nie być. - Dystans do innych drużyn zwiększa się coraz bardziej. Jeżeli teraz nie przerwiemy tej złej passy, to wiosną będzie bardzo ciężko odrobić straty - przyznał Piotr Dziurowicz, prezes GKS-u.

Przerwali! Przed meczem niewiele na to wskazywało, bo forma katowiczan była słaba, a przeciwnik miał ostatnio dobrą passę (zwycięstwa z Dyskobolią i Polonią, wjazdowy remis w derbowym meczu z Wisłą).

W dodatku gospodarze zagrali bez kilku podstawowych zawodników: Artura Andruszczaka (kartki) oraz Sebastiana Kęski, Grzegorza Kmiecika i Ryszarda Czerwca (kontuzje). Dlatego trener Mieczysław Broniszewski odważnie postawił na młodych zawodników i okazało się, że może na nich liczyć. Grzegorz Górski i Dawid Plizga pokazali się z dobrej strony, w końcówce ligowy debiut zaliczył Łukasz Wijas, syn znakomitego przed laty piłkarza GKS-u Jerzego Wijasa. - Cieszę się z debiutu w dorosłej piłce młodego Wijasa. Mimo walki o utrzymanie nie zapominamy o wprowadzaniu na boisko młodych zawodników - mówił potem ukontentowany Broniszewski.

Katowiczanie po kilkunastu dniach pracy nowego trenera zupełnie nie przypominają drużyny sprzed kilku tygodni. Kibice GKS-u już dawno nie widzieli swoich piłkarzy tak zdeterminowanych i chętnych do gry. - Widać postępy, ale nie ma się co oszukiwać, czeka nas jeszcze wiele pracy - podkreślał Broniszewski.

W sobotę zupełnie zawiedli goście. - Od początku zagraliśmy słabo, za mało ruchu było w naszej drużynie. Za szybko próbowaliśmy wyprowadzać piłkę do przodu, zamiast ją trochę przytrzymać. Mieliśmy za duże dziury między formacjami. W efekcie za dużo swobody pozostawiliśmy Wróblowi i Brożkowi - mówił Piotr Bania, napastnik Cracovii.

Katowiczanie zaczęli mecz bardzo odważnie, ale długo nie potrafili stworzyć poważnego zagrożenia pod bramką Cracovii. W 3. min próbował strzelać Stanisław Wróbel, jednak zbyt lekko, aby zagrozić bramce gości. Pięć minut później napastnik gospodarzy po akcji z Plizgą ponownie uderzył na bramkę Marcina Cabaja, jednak tym razem bramkarz Cracovii pewnie złapał piłkę.

Goście pierwszy strzał oddali dopiero w 20. min meczu. Po uderzeniu Pawła Drumlaka piłka poszybowała jednak nad bramką katowiczan. W 31. min z rzutu wolnego mocno strzelił Łukasz Skrzyński, a Dariusz Klytta z wielkim trudem wybił piłkę na róg.

W 37. min słabo prowadzący zawody Hubert Siejewicz z Białegostoku nie dopatrzył się faulu na Górskim, który odważnie minął dwóch obrońców Cracovii i wszedł w pole karne, gdzie ściął go Krzysztof Radwański. - To był ewidentny faul - przyznał nawet trener gości Wojciech Stawowy.

Druga połowa rozpoczęła się od ataków katowiczan. W 50. min po solowej akcji strzelał Brożek, jednak Cabaj pewnie obronił. W rewanżu Klyttę dwukrotnie próbował zaskoczyć Piotr Giza, jednak katowicki bramkarz obronił obydwa strzały. Groźny był również niecelny strzał głową Piotra Bani, jednak piłka minęła bramkę gospodarzy.

Decydująca dla losów meczu była 67. min, kiedy Łukasz Skrzyński sfaulował w polu karnym Cracovii Pawła Brożka. Tym razem sędzia nie miał wątpliwości. - Był kontakt między mną a Brożkiem, więc karny chyba się gospodarzom należał. Przegraliśmy po moim błędzie. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie - mówił Skrzyński. Skutecznym egzekutorem rzutu karnego okazał się Wróbel. Krakowski bramkarz starał się jeszcze zdeprymować piłkarza GKS-u. Znają się dobrze, Wróbel jeszcze niedawno był zawodnikiem Cracovii, ale że był niechciany, wrócił do Katowic.

- Nie wiem nawet, co Cabaj do mnie mówił, bo skupiałem się na wykonaniu karnego. Przymierzyłem przy słupku, więc nie miał żadnych szans. Przy okazji było miło przypomnieć działaczom, trenerom i piłkarzom Cracovii o swoim istnieniu - cieszył się Wróbel. - Szkoda, że się nie udało, bo wyczułem Stasia. Pamiętam, jak wykonywał jedenastki, kiedy grał jeszcze u nas w Krakowie. Przy karnym podszedłem do Wróbla i powiedziałem: "Stasiu, popatrz mi w oczy" - opowiadał bramkarz Cracovii. Stasiu nie popatrzył...

Chwilę później mogło być już 2:0. Brożek wyłożył piłkę Krzysztofowi Markowskiemu, a ten - zupełnie nieatakowany - fatalnie przestrzelił z kilkunastu metrów. Piłkarze z Krakowa odpowiedzieli natychmiast. W sytuacji sam na sam znalazł się Bania, jednak bardzo dobrze zachował się Dariusz Klytta, który zdołał zablokować strzał.

Kilka minut później brawami został pożegnany schodzący z boiska Marcin Bojarski, który jeszcze do niedawna występował w Katowicach. - "Gieksa" ma wspaniałych kibiców. Chciałbym im podziękować za to, że mnie tak ciepło przyjęli - mówił Bojarski. Przez chwilę wydawało się, że szczęśliwy Bojarski schodząc z boiska ucałuje logo na koszulce, ale się nie zapomniał.

Cracovia w końcówce meczu osiągnęła przewagę, jednak nie potrafiła potwierdzić jej golem. Broniszewski kilkadziesiąt sekund przed końcem nie wytrzymał napięcia i jak Kazimierz Górski na Wembley poszedł do szatni. - Kiedy zobaczyłem, że sędzia dolicza trzy minuty i Cracovia rzuca do ataku wszystkie siły, włącznie z Kazimierzem Węgrzynem, to nie wytrzymałem. Musiałem zejść. Po końcowym gwizdku katowiccy piłkarze tańczyli z radości na środku boiska. - Tak dawno nie zasmakowaliśmy zwycięstwa, że nie da się opisać tej radości. To wielkie słowa, że teraz będzie już tylko lepiej, ale faktycznie, smak zwycięstwa mobilizuje - cieszył się obrońca Paweł Pęczak.





GKS Katowice 1 (0)

Cracovia 0

Strzelec bramki

Katowice:

Wróbel (69. z karnego, po faulu Skrzyńskiego na Brożku).

Gospodarze: Klytta - Pęczak, Widuch, Nawotczyński, Gorszkow - Plizga (81. Wijas), Fonfara Ż, Markowski, Górski (83. Agafon) - Wróbel, Brożek.

Goście: Cabaj - Radwański, Węgrzyn, Skrzyński Ż, Baster - Bojarski (75. Wawrzyczek), Baran, Giza, Nowak (59. Przytuła), Drumlak (59. Citko) - Bania.

Sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok). Widzów: 5 tys.

Gracz meczu

Paweł Brożek - najbardziej niebezpieczny zawodnik na boisku. Po faulu na nim sędzia podyktował rzut karny.

GKSCracovia
13strzały9
5celne4
14faule17
2spalone1
0słupki i poprzeczki0
2rzuty rożne9




ROZMOWY POD SZATNIĄ

Krzysztof Markowski (GKS): - "Za wcześnie nas skreślono". Cieszę się, że mogę dzisiaj powiedzieć... Jeżeli w każdym meczu włożymy tyle serca do gry, to na pewno nie spadniemy z ligi. Naszym atutem jest determinacja i walka. "Gieksa" była taka zawsze i trzeba zrobić wszystko, aby mogła nadal być w ekstraklasie. Na treningach ciężko pracujemy i chyba widać to było w dzisiejszym meczu.

Marcin Bojarski (Cracovia): - Czasem tak bywa w piłce, że gramy lepiej a przegrywamy spotkanie. Nie czułem się dobrze na boisku, byłem trochę przeziębiony, ale nie chce się tłumaczyć. To był nasz najsłabszy mecz w tym sezonie. Będziemy chcieli nadrobić stratę w następnych spotkaniach.

Paweł Brożek (GKS): - To zwycięstwo było nam bardzo potrzebne. Każdy obawiał się, co będzie, jeżeli nie wygramy. Dookoła słyszeliśmy tylko, że GKS jest do spadku. Teraz te punkty pozwolą nam uwierzyć w siebie i starać się jeszcze bardziej, aby odbić się od dna. Wygraliśmy zasłużenie.

Marcin Cabaj (Cracovia): - To spotkanie zupełnie nam nie wyszło. Wydaje mi się, że zagraliśmy z GKS-em najsłabszy mecz w tym sezonie. Być może zlekceważyliśmy trochę przeciwnika? Przed meczem trener nas uczulał i tłumaczył, że w Katowicach jest nowy trener i drużyna będzie chciała zrobić wszystko żeby pokazać się z jak najlepszej strony. To się potwierdziło

not.rg, rł

 

ZDANIEM TRENERÓW

Mieczysław Broniszewski (GKS): - Po porażce 0:7, tydzień temu w Lubinie, trudno było się podnieść, ale się udało. Cracovia jest zespołem bardzo dobrym, co pokazała we wcześniejszych meczach. Zagraliśmy jednak z duża determinacją. Przed nami wiele ważnych meczów, ale czuliśmy jakby ten był spotkaniem o wszystko. Widać światełko w tunelu, ale mamy do wykonania jeszcze tytaniczną pracę.

Wojciech Stawowy (Cracovia): - Zagraliśmy dzisiaj najgorsze spotkanie w ekstraklasie w tym sezonie. Przespaliśmy pierwszą połowę, grając niemrawo. Trochę lepiej było w drugiej połowie, ale to nie wystarczyło, aby przynajmniej zremisować. Szkoda porażki, bo byliśmy na fali i była szansa, aby piąć się w górę tabeli. GKS wygrał zasłużenie, był zespołem bardziej zdeterminowanym, bardziej chciał grać i walczyć. Remis byłby niesprawiedliwy.

not.rg



Liczba meczu

49 - tyle dni kibice GKS-u musieli czekać na zwycięstwo swojej drużyny w rozgrywkach ligowych. Ostatnio katowiczanie pokonali 4:0 Górnika Łęczna (11 września) i było to dotychczas jedynie zwycięstwo GKS-u w tym sezonie. W roku 2004, w sumie katowiczanie wygrali tylko trzy razy w rozgrywkach ligowych (wiosną z Widzewem Łódź). Na wyjeździe nie udało im się to jeszcze ani razu