Mówi Dariusz Komisarczuk, łącznik młyna i trener Arki

Adam Mauks: Czym jest dla Was mecz z Lechią?

Dariusz Komisarczuk: Nie mam wątpliwości, że to prestiżowy pojedynek. Bardzo solidnie się do niego przygotowujemy i bardzo chcielibyśmy go wygrać.

Wiecie, jak to zrobić?

- Myślę, że tak, ale nie chce zdradzać taktyki na Lechię. Jesteśmy dobrze przygotowani, chociaż zdaję sobie sprawę, że naszą słabą strona jest psychika. Arka to ciągle młody zespół. Łapie nas trema, kiedy trzeba walczyć z takimi rywalami jak Lechia. Dlatego wpajam chłopakom od tygodnia, że tamci nie są nadludźmi, że z Lechią można wygrać. Inna sprawa, że znamy się na wylot i wiele nowości na siebie nie znajdziemy. Wiemy, jakie są mocne strony gdańszczan, oni wiedzą prawie wszystko o nas. Zobaczymy, kto w sobotę z tej wiedzy lepiej skorzysta.

Jakie są silne strony Lechii?

- Słyną z bardzo silnego młyna, świetnie grają piłką w górze. W młynie zabraknie Janka Urbanowicza, który jest w tym sezonie fantastycznie przygotowany. Będzie za to świetnie atakujący Jacek Grebasz, to motor napędowy ich akcji ofensywnych.

Wy też nie zagracie w najsilniejszym składzie.

- Zabraknie grającego trenera Maćka Stachury i ukaranego czerwona kartką Darka Olejniczaka. Może jednak to, że Maciek będzie patrzył na grę z boku, nam pomoże? W środku ataku zagra Waldek Szwichtenberg, który ostatnio próbował sił w młynie. Bardzo liczymy na Stana Krieczuna, to bardzo sprytny i skuteczny zawodnik.

Myśli Pan, że warto przyjść na sobotnie derby?

- Oczywiście. Jeżeli chodzi o naszych kibiców, to jestem spokojny. Wiem, że dopingują nas prawdziwi fani rugby, i jestem pewien, że w Gdańsku też tacy są.