Widzew gra z MKS Mława, sobota, godz. 17

Półamatorski zespół z Mławy będzie rywalem Widzewa, który nie przegrał od jedenastu meczów
Sobotniego rywala Widzewa próżno szukać wśród zasłużonych polskich klubów. Chociaż MKS Mława założony został w 1923 roku, to w skarbach kibica przy pozycji "sukcesy" widnieje puste miejsce. Awans do II ligi, to największe osiągnięcie drużyny. Najbardziej znany w zespole jest trener Marian Kurowski, w przeszłości prowadzący m.in. Lecha Poznań i Amikę Wronki. Kibice Widzewa znają też napastnika Maxwella Kalu, który występował w łódzkim klubie w latach 2001-2003. Reszta nazwisk piłkarzy z Mławy niewiele mówi sympatykom polskiej piłki nożnej. MKS, to zresztą w połowie zespół amatorski. Wielu piłkarzy normalnie pracuje np. jeden z nich jest zatrudniony w firmie wodociągowej. - Ale na treningi i mecze dostają wolne - opowiada dziennikarz z Mławy. - MKS to wyrównany zespół bez gwiazd, któremu ostatnio nie wiedzie się za dobrze.

Zespół Kurowskiego zajmuje dopiero szesnaste miejsce w tabeli, mając na koncie 13 pkt. MKS zwyciężył dotychczas w jednym meczu wyjazdowym - z Ruchem Chorzów (1:0), dwa spotkania zremisował i poniósł trzy porażki.

- Najbardziej boimy się o mobilizację naszych piłkarzy. Trudno wpoić zawodnikom, że MKS Mława, to taki sam trudny przeciwnik, jak inne zespoły i trzeba go po prostu pokonać - mówi Tadeusz Gapiński, kierownik drużyny Widzewa.

Stefan Majewski, szkoleniowiec łodzian oraz sami piłkarze uspokajają jednak, że na pewno nie zlekceważą sobotniego rywala. - Nie ma o tym mowy - twierdzi trener. - Już na początku tygodnia ustaliliśmy z piłkarzami, że przed nami kolejny ważny mecz. Mamy umowę, że traktujemy MKS poważnie. Chłopcy na pewno są odpowiednio umotywowani. Zapewniam, że wcale nie chodzi o sprawy finansowe.

W pamięci piłkarzy na pewno pozostają jednak mecze z Radomiakiem i RKS Radomsko. W obu spotkaniach widzewiacy byli zdecydowanym faworytem, a jednak wywalczyli tylko bezbramkowe remisy.

Spokojny o postawę drużyny jest Michał Probierz, pomocnik Widzewa. - Mamy jasny cel, czyli awans do I ligi, a mecz z Mławą to kolejny krok do jego realizacji. Dlatego zagramy na 100 proc. - zapewnia.

Wszystko wskazuje na to, że w składzie łodzian nie zajdą większe zmiany w porównaniu z ostatnimi, zwycięskimi zresztą, meczami. Kibice na pewno zobaczą więc ofensywną grę swoich ulubieńców.

Przypomnijmy, że aż trzech piłkarzy musi uważać, by sędzia nie upomniał ich żółtymi kartkami. Vladimir Bednar, Rafał Pawlak i Boris Pesković mają na koncie już po trzy upomnienia i każde następne wyeliminuje ich z gry w derbach Łodzi (5 listopada). - Przed meczem z MKS w ogóle mnie to nie obchodzi - twierdzi Majewski. - To może nie będę wystawiał niektórych piłkarzy, bo przecież mogą odnieść kontuzję już w pierwszej minucie meczu. Zresztą bywało, że zawodnik grał z trzema kartkami jeszcze przez dziesięć kolejnych spotkań.

Zdecydowanym faworytem z całą pewnością jest Widzew, który powinien mieć za sobą stadion wypełniony kibicami. Dla zawodników MKS to może być duże przeżycie, bo na ich mecze przychodzi średnio po 800 osób. Sympatycy widzewiaków liczą na efektowne zwycięstwo. Łodzianie zdobyli w tym sezonie tylko 11 bramek, a lepszych pod tym względem w II lidze jest aż dziewięć drużyn.



Herbatka u Tadka

Tadeusz Gapiński, kierownik drużyny Widzewa, obchodził wczoraj imieniny. Pan Tadeusz przyjmował gości (a było ich wielu) w kawiarni klubowej. Serwowano herbatę i kawę oraz kilka rodzajów ciast. Po treningu na poczęstunek przyszli też piłkarze Widzewa. Nie zabrakło oczywiście prezentów. Od widzewiaków kierownik drużyny dostał markową whisky.

Uczniowie lepsi od mistrza

Najwięcej zapału do treningu mieli wczoraj Vladimir Bednar, Andrzej Rybski i Michał Probierz. Wszyscy trzej o kilkanaście minut przedłużyli sobie zajęcia, a ten ostatni pokazywał młodszym kolegom, jak pod bramką rywali zachować zimną krew. Bednar i Rybski zmarnowali w tym sezonie już sporo dobrych okazji do zdobycia gola i zapowiadają, że wkrótce zła passa się odmieni. Na koniec zajęć piłkarze urządzili sobie konkurs. Przegrywał ten, który z nie trafi w poprzeczkę bramki. Ostatni był... Probierz.

Fryzjer czeka

Rybski zdobył w trwających rozgrywkach trzy gole. Ostatni, w meczu z Zagłębiem Sosnowiec, oznacza, że młodego napastnika Widzewa czeka wizyta u fryzjera. Rybski ma ufarbować włosy w barwy łódzkiego klubu, bo taką miał umowę z kibicami. Piłkarz czekał jednak na zgodę Gapińskiego i trenera Majewskiego. - A niech farbuje - stwierdził kierownik drużyny. Rybski: - Wiem, że mam już zgodę. Zobaczymy na meczu z Mławą - uśmiecha się piłkarz.