Rugbiści Budowlanych bez kierownika

Grzegorz Białkowski zrezygnował ze współpracy z drużyną Blach Pruszyński Budowlani Łódź
Charakterystyczną postać Grzegorza Białkowskiego zna każdy kibic rugby w Łodzi. Potężna sylwetka, długie wąsy, był prawie na każdym meczu Budowlanych. Na meczu z Lechią Gdańsk zabrakło go po raz pierwszy od wielu lat. - Śledziłem ten mecz w Internecie - przyznaje były już kierownik drużyny. - Zawsze będę kibicował tej drużynie.

- Rzeczywiście, Pan Grzegorz zrezygnował z pracy w klubie z powodów osobistych - mówi Marcin Chudzik, menedżer zespołu. - Na razie nie ma osoby, która by go zastępowała. Jesteśmy w trakcie poszukiwań.

Białkowski był związany z łódzkimi rugbistami od 12 lat. Dwa razy cieszył się, kiedy drużyna zdobywała wicemistrzostwo Polski i Puchar Ligi, raz zajął czwarte miejsce. Wspomina współpracę z czterem trenerami: Mirosławem Żórawskim, Marianem Kolasą, Ryszardem Wiejskim i Mirosławem Szczepańskim.

Kierownik Blach Pruszyński utrzymuje, że głównym powodem rezygnacji są sprawy zawodowe. - Nowe obowiązki w pracy nie pozwalają mi zająć się drużyną tak, jak bym tego chciał - mówi. - O innych przyczynach nie chciałbym mówić, bo nie chcę palić za sobą mostów. Pojawiają się sygnały, że na kogoś się obraziłem. Nieprawda! To nie leży w moim charakterze. Przez cały czas pracowałem w klubie gratis i to nie dlatego, że nie chcieli mi płacić. Nie chciałem brać od nikogo pieniędzy. Byłem i jestem zżyty z drużyną.

Na szczęście Grzegorz Białkowski nie wyklucza powrotu na stadion Budowlanych. Najpierw w roli widza, a później... - Na razie podchodzę do sprawy zbyt emocjonalnie i gdybym przyszedł na mecz mógłbym nie wytrzymać. Kiedyś ochłonę i wrócę na Górniczą - mówi. - Jeśli ktoś jeszcze uzna, że przydam się drużynie, zrobię wszystko, żeby wrócić. Nigdy nie mówię nigdy.