Co w olsztyńskim Ośrodku Sportu i Rekreacji?

Jazdę na rolkach pod dachem, utworzenie galerii młodych artystów oraz chodzenie pod patronatem Korzeniowskiego, a także coraz mniejszy deficyt w kosztach zapowiada Jerzy Litwiński, dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji w Olsztynie
- Musimy dokładać do Uranii, bo inaczej się nie da - wyznaje Litwiński, który już ponad roku dyrektoruje olsztyńskiemu OSiR-owi. - Nie mogę sprzedać wszak hali wyłącznie na przedsięwzięcia komercyjne, bo nie było by wówczas w Olsztynie takich zawodów jak Memoriał Huberta Wagnera, na który zjeżdża siatkarska elita, czy mistrzostw Polski w gimnastyce artystycznej czy sportowej na przykład. Nie po to zresztą hala została pobudowana, i nie po to ją w Olsztynie mamy, by zamykać ją dla osób uprawiających sport i chcących go oglądać. Dlatego też w Uranii właśnie, a nie w innym miejscu, urządziliśmy siedzibę Olsztyńskiego Muzeum Sportu.

Przed ponad rokiem Litwiński zaczął dyrektorowanie od sporządzenia bilansu otwarcia. Zobowiązał się wówczas do zmniejszenia zatrudnienia w ośrodku, uporządkowania i usprawnienia jego pracy i co najważniejsze likwidowania finansowego deficytu. Te oraz kilka innych jeszcze elementów programu naprawczego udało się zrealizować. W ośrodku jest o 25 etatów mniej, nastąpiło kilka zmian na stanowiskach kierowniczych. Na minusie jest ponad 300 tysięcy mniej niż przed rokiem, a najbardziej widoczną w finansowych zestawieniach jest poprawa wyniku hotelu Relaks, bo aż o kilkadziesiąt procent.

- Hotel, ale i basen są obiektami komercyjnymi i byłby cud ekonomiczny, gdyby na nich nie dało się zarobić - mówi Litwiński. - Zwłaszcza w przypadku pływalni jest to nie do pomyślenia, bo to jedyny taki obiekt w mieście, więc chętnych nigdy nie brakuje.

Pływalnia działa po nowemu. Ma skrócony czas tzw. jednostki basenowej do 30 minut i dzięki szybszej rotacji z pływalni może korzystać więcej osób. Nie ma już potrzeby wystawania w kolejkach, by kupić karnet na cały miesiąc korzystania z basenu. Można natomiast kupić bilety na kiedy się chce. Na jedną godzinę też oczywiście.

Litwiński uporał się wreszcie z relacjami OSiR - Miejskie Towarzystwo Pływackie Kormoran. Efekt jest taki, że to OSiR zatrudnia teraz trzech trenerów, a rodzice płacą za szkolenie bezpośrednio do kasy ośrodka, a nie do klubu, i otrzymują stosowny fiskalny dokument. Poza tym, co najważniejsze, ponoszą o połowę mniejsze koszty za posyłanie dziecka do sekcji pływackiej czy szkółki. A w tej ostatniej uczy się pływać około 300 dzieci. Klub nie płaci ani grosza za korzystanie z basenu, a ma dostateczną liczbę godzin na zajęcia. Za darmo korzystają też z obiektów OSiR-u (sala do gier i sala fitness przy pływalni oraz Urania) niemal wszystkie sekcje olsztyńskich klubów uczestniczące w rozgrywkach ligowych. Jedynie w pełni zawodowa drużyna PZU AZS Olsztyn płaci za korzystanie z boiska Uranii po kosztach, ale azetesiacy mają za to pierwszeństwo w doborze godzin zajęć czy czasu rozgrywania meczów.

Na terenie położonym między osirowskim trójkątem: hotel Relaks - Urania - basen ma powstać kolejny obiekt. Litwiński chce na jego budowę pozyskać środki unijne, a byłoby tego około trzech milionów euro. Za taką kwotę da się wybudować i to maksymalnie za trzy lata obiekty sportowo-turystyczne, a w nich byłoby lodowisko, plac do jeżdżenia na wrotkach, a także i miejsce na galerię prac uczennic i uczniów olsztyńskich szkół plastycznych.

OSiR, jak sama nazwa wskazuje, zajmuje się krzewieniem oraz organizowaniem imprez sportowych. A tych kończących się finałami jest w roku około 40. Imprezy cykliczne i zawody przygotowują etatowi pracownicy OSiR-u. Dzieci i młodzież korzystają z obiektów za darmo i tylko w przypadku lig zakładowych i rozgrywek dorosłych pobierane jest wpisowe, które częściowo rekompensuje OSiR-owi ponoszone koszty ich organizacji.

Niebawem OSiR przyłączy się do ogólnopolskiego cyklu imprez Family Cup. Będą to tym razem rodzinne zawody w pływaniu, a także chodzie sportowym, nad którymi patronat objął Robert Korzeniowski.

Bez foliowego

woreczka

Litwiński rozprawił się przede wszystkim z niereformowalnym wydawałby się bezwładem organizacyjnym i finansowym wokół pływania. Ludzie skupieni przy klubie Kormoran wciąż byli bowiem z czegoś niezadowoleni i owym narzekaniem swoje uzyskiwali. Przede władze miasta wykreślały im długi klubu. Kormoran nie miał więc zaległości za niepłacone rachunki za basen, a trenerzy otrzymywali posprzątany warsztat pracy na kolejny rok. I nadal prowadzili cichą wewnętrzna wojnę między sobą i zbierali pieniądze na klub i naukę pływania do słynnego już woreczka foliowego. Teraz pewnie też są średnio zadowoleni, bo coś się tam skończyło, a ów woreczek ogląda prokuratura.

Marek Siwicki