Doping na odległość

Felieton Wiesława Pawłata
Lublin był zawsze miastem zakochanym w koszykówce. Przed laty do dobrego tonu należało chodzenie na mecze koszykarzy Startu z Januszem Górnickim, Leszkiem Rouppertem, Bogdanem Bylicą, Janem Jargiełłą i Leszkiem Postojem w składzie. Później publiczność czarowali Wojciech Krzykała, Ireneusz Mulak, Zbigniew Pyszniak, Jerzy Żytkowski czy pierwszy czarnoskóry gracz w naszej ekstraklasie Kent Washington. Oczywiście nietaktem byłoby również opuścić spotkanie Lublinianki, gdzie grały takie tuzy jak: Andrzej Kasprzak, Waldemar Kozak, Władysław Brzozowski, Edmund Czerwiński, Jerzy Plebanek czy Bogdan Lecyk. Zresztą oba kluby mogły się pochwalić znakomitymi wynikami w szkoleniu młodzieży. Niestety sekcja koszykarska klubu z Wieniawy została rozwiązana, ale jej miejsce niejako naturalnym sposobem zajął AZS. Akademicy także grali w ekstraklasie i to jeszcze całkiem niedawno. Natomiast Start dopiero wiosną tego roku opuścił szeregi ligi zawodowej. Teraz oba zespoły wloką się w ogonie II ligi, z tym że Start z wyboru, bo powinien grać o klasę wyżej. W tej sytuacji oczywistym jest, że na trybunach nie zasiada komplet widzów. Natomiast lubelscy sympatycy koszykówki na odległość kibicują zawodnikom, którzy występują w ekstraklasie, a kiedyś reprezentowali barwy naszych klubów. Okazało się, że można by z nich stworzyć całkiem przyzwoitą drużynę, bo naliczyłem ich dziewięciu. Tomasz Celej i Marek Miszczuk należą do czołowych strzelców AZS Koszalin, Wojciech Szawarski i Dariusz Skowroński grają w Turowie Zgorzelec, Maciej Bielak występuje w Wiśle Kraków, Michał Ignerski i Przemysław Hajnsz we wrocławskim Śląsku, Dusan Radovie w Noteci Inowrocław, a Jacek Olejniczak podpisał kontrakt z Astorią Bydgoszcz.

Wielka szkoda, że w najbliższych latach nie możemy się spodziewać powrotu koszykarskich gwiazd na lubelski parkiet. Chyba że znajdzie się ktoś, kto wykupi dla drużyny z naszego miasta dziką kartę...