Sport.pl

Turów - Polpharma 98:63

Polska Liga Koszykówki. Po 25 latach ekstraklasa wróciła do Zgorzelca. Powrót był niezwykle udany - Turów w pojedynku beniaminków PLK po świetnej i efektownej grze rozgromił Polpharmę Starogard 98:63. Drużyna gości w Zgorzelcu zaprezentowała się tak, jakby wciąż występowała w rozgrywkach pierwszoligowych.
Oba zespoły Turowa i Polpharmy wielokrotnie grały przeciwko sobie. W minionych sezonach rywalizowały w rozgrywkach pierwszej ligi, a w tym roku zdążyły już zagrać dwa razy przed sezonem. Oba spotkania zakończyły się wygraną Polpharmy. Wydawało się więc, że Turów czeka trudna przeprawa. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. W sobotnim meczu tylko zgorzelecki zespół zaprezentował poziom godny występu w ekstraklasie. Gdyby zaś oceniać gości po tym jednym meczu, można by stwierdzić, że większość graczy tego zespołu nie nadaje się do gry w najwyższej klasie rozgrywkowej. Na niezłym poziomie zaprezentowali się bowiem tylko Amerykanie George Reese oraz John Thomas, którzy w sumie zdobyli aż 44 punkty na 73 całego zespołu. Z kolei skrzydłowy gości Mindaugas Budzinauskas zagrał dobrze tylko na początku meczu, później jednak dostroił się do żenującego poziomu kolegów.

- Popełnialiśmy błędy w każdym elemencie gry. Z taką postawą nie mogliśmy wygrać - mówił po meczu załamany trener Polpharmy Dariusz Szczubiał.

W sobotę emocje były tylko w początkowych minutach. W pierwszej kwarcie oba zespoły grały tak, jakby nie wiedziały, że w koszykówce oprócz ataku istnieje też obrona. Na tablicy wynik zmieniał się co chwila, a punkty gracze obu zespołów zdobywali głównie po akcjach z kontry. W efekcie w pierwszej kwarcie padło aż 54 punkty.

Dużo lepiej taki styl gry czuli jednak zawodnicy z Turowa. O ile w pierwszej kwarcie prowadzili jeszcze różnicą zaledwie kilku punktów, tak w drugiej odskoczyli na bezpieczny dystans kilkunastu oczek, który jeszcze później stopniowo powiększali. Bez trudu utrzymali go do końca spotkania.

Bardzo dobry mecz rozgrywali w Turowie Brandun Hughes oraz Mirosław Łopatka. Krytykowani za słabą postawę w meczu ze Śląskiem, w sobotę byli zdecydowanie najlepszymi zawodnikami zespołu. Amerykanin w końcu zagrał tak, jak wszyscy od niego oczekują. Jak zwykle dużo rzucał, ale za to częściej trafiał. Zauważał też na parkiecie kolegów. Do przerwy miał na swoim koncie 18 punktów i 4 asysty.

Świetnie wspierał go Mirosław Łopatka (13 punktów do przerwy), który udanie zastąpił w pierwszej piątce kontuzjowanego Chrisa Younga. "Szufla" nie tylko był skuteczny w ataku, ale również świetnie spisywał się w obronie. Mecz zakończył z dorobkiem 10 zbiórek i dwóch bloków. Trzeba też przyznać, że grał niezwykle efektownie - czwartej kwarcie wykonał wsad do kosza z obrotem o 360 stopni.

Ale najefektowniejsza akcja meczu była autorstwa Adriana Czerwonki. Tydzień temu w meczu ze Śląskiem skrzydłowy Turowa popisał się dobitką w ostatnich sekundach spotkania. W sobotę przyszła kolej na fenomenalne zagranie, choć tym razem w obronie. Była 18. minuta meczu. Mierzący 205 cm wzrostu środkowy gości Tomasz Cielebąk rozpędził się z piłką i chciał zakończyć akcję wejściem po kosz. Tuż jednak po tym, jak oddał rzut, niczym spod ziemi wyskoczył niższy od niego o 10 centymetrów Czerwonka i w fantastyczny sposób zablokował piłkę.

Kibice Turowa powodów do owacji mieli więcej. Zgorzelecki zespół był zdecydowanie lepszy od rywali niemal w każdym elemencie gry. Co ważne, absencja Chrisa Younga nie miała wpływu na grę zespołu. Jakość gry Turowa nie spadła także przez to, że bohater meczu ze Śląskiem Yann Mollinari tym razem był mniej widoczny. Nic dziwnego, że po meczu trener zespołu Andrzej Kowalczyk, dla którego był to oficjalny debiut przed publicznością zgorzelecką, był niezwykle szczęśliwy. - Zwycięstwo na inaugurację w Zgorzelcu ma swój specyficzny smak i klimat, dlatego bardzo się cieszę, że udało nam się wygrać - cieszył się trener Turowa.

- Byliśmy bardzo dobrze przygotowani do tego spotkania. Znaliśmy wszystkie słabe strony rywala i w 100 procentach zrealizowaliśmy założenia taktyczne - stwierdził z kolei bohater meczu Brandun Hughes. - To był naprawdę ciężki mecz, rywale grali bardzo dobrze - oceniał postawę Polpharmy rozgrywający Turowa. Chyba żartował.

Turów Zgorzelec - Polpharma Starogard 98:73. Kwarty: 32:22, 21:16, 17:11, 28:24

Turów: Hughes 22 (2), Łopatka 22 (2), Bennett 16, Szawarski 9, Mollinari 9 oraz Czerwonka 13 (3), Zabłocki 6 (2), Mordzak 2, Skowroński 2.

Polpharma: Reese 27 (2), Thomas 17, Budzinauskas 8, Sarzało 2, Cielebąk 0 oraz Jagoda 6 (2), Kukiełka 6, Marculewicz 4, Olszewski 2, Exner 1, Miecznikowski 0, Rybczyński 0.

Bohater meczu:

Brandun Hughes - Jak zwykle dużo rzucał, ale w końcu często trafiał. No i zaczął podawać kolegom. W końcu zagrał tak, jak wszyscy od niego w Zgorzelcu oczekują.