Sport.pl

Liga angielska. Koniec passy Arsenalu!

Passa Arsenalu 49 meczów bez porażki przerwana! Najpierw londyńczyków skrzywdził sędzia, który podyktował niesłuszny rzut karny, wykorzystany przez van Nistelrooya. W ostatnich sekundach bitwy na Old Trafford zwycięstwo Manchesteru United przypieczętował Wayne Rooney.
To był dla Rooneya, nowego gwiazdora "Czerwonych Diabłów", mecz wyjątkowy. Raz, że tego dnia obchodził 19 urodziny. Dwa, po golu właśnie przeciwko Arsenalowi w debiucie w Premier League w barwach Evertonu w październiku 2002 jego nazwisko poznała cała Anglia. Nie miał wówczas skończonych 17 lat, a jego bramka na Goodison Park przerwała passę "Kanonierów" - 30 meczów bez porażki.

Przez 70 minut młody reprezentant Anglii grał tak, jak we wszystkich czterech dotychczasowych meczach Premier League - bezbarwnie, był cieniem zawodnika, który zdobył hat-tricka w debiucie przeciwko Fenerbahce w Lidze Mistrzów. To on jednak przesądził o losach meczu. Wbiegł w pole karne prosto na kolegę z kadry Sola Campbella. Ten wyciągnął nogę, jakby chciał zatrzymać Rooney'a, ale zdążył ją cofnąć, nim wpadł na nią napastnik MU. Ten jednak padł efektownie, a śledzący akcję od tyłu sędzia Mark Riley podyktował jedenastkę.

Piłkę przed Jensem Lehmannem, jak przed rokiem, także w końcówce, ustawił Ruud van Nistelrooy. Wówczas Holender trafił w poprzeczkę. Tym razem strzelił lekko, ale perfekcyjnie technicznie. Arsenal rzucił się do odrabiania strat, lecz w ostatnich sekundach nadział się na kontrę. Alan Smith świetnie podał w pole karne i Rooney dopełnił formalności. Niesamowity rekord Arsenalu przeszedł do historii. Poprzednią porażkę "Kanonierzy" 24 maja 2002 roku (2:3 z Leeds).

Hit sezonu - jak go zapowiadały media, a nawet dekady - jak reklamował spektakl menedżer "Czerwonych diabłów", Alex Ferguson, miał być bitwą i bitwą był. Z tym, że to Arsenal grał w piłkę, przeprowadzając błyskotliwe akcje. Gospodarze tylko walczyli, starając się zdominować londyńczyków fizycznie i zwycięstwo zwyczajnie wyszarpać. Choć brakowało efektownych strzałów, mecz był emocjonujący i pełen zapierających dech pojedynków. Ashley Cole powstrzymywał na jednym skrzydle Cristiano Ronaldo jak w ćwierćfinałowym spotkaniu Euro 2004 Anglików z Portugalczykami. Po drugiej stronie Gary Neville toczył boje z Jose Reyesem, który zagrał tam w miejsce Roberta Piresa. Rio Ferdinand blokował Thierry'ego Henry, a po drugiej stronie Campbell, van Nistelrooy'a.

Ferguson nazwał przed meczem Arsenal "mordercą, który uniknął wyroku za zbrodnię", bowiem federacja jego zdaniem zbyt łagodnie ukarała rywali za wywoływanie bójek w poprzednim meczu tych drużyn. Londyńczyków postanowił zdenerwować także Ryan Giggs. Lewoskrzydłowy stwierdził na łamach prasy, że od obecnego składu Arsenalu o wiele lepszy był ten, który sięgnął po "podwójną koronę" w 1998 roku. W jego składzie grali wówczas m.in. David Seaman, Tony Adams, Emmanuel Petit, Marc Overmars i Nicolas Anelka, a z obecnej drużyny tylko Vieira i Bergkamp.

- Tamci byli naprawdę "nietykalni", dla zawodnika ofensywnego koszmarem było grać przeciw ich defensywie. Obecny Arsenal to po prostu dobry zespół, nic więcej - powiedział Walijczyk. Pierwszym, który wyśmiał jego słowa okazał się zawodnik tamtego Arsenalu... Anelka, który stwierdził, że "Kanonierzy" nie mają słabych stron i bez dwóch zdań zdobędą tytuł.

Ich przewaga nad Chelsea stopniała jednak do dwóch punktów.

Chelsea odczarowana

Jak po grudzie idzie kariera trenera w Premier League Markowi Hughesowi. Przed tygodniem, w pierwszym meczu po zostawieniu reprezentacji Walii jego Blackburn uległo u siebie Middlesbrough 0:4. Hat-trickiem popisał się wówczas Jimmy Floyd Hasselbaink. W drugim meczu pod wodzą Hughesa Blackburn znów uległ 0:4, tym razem Chelsea, a hat-trickiem popisał się były partner Hasselbainka z ataku - Eidur Gudjohnsen.

Jednak menedżer "The Blues" Jose Mourinho, którego piłkarze wreszcie zdobyli w meczu Premier League więcej bramek niż jedną (we wcześniejszych dziewięciu meczach tylko osiem goli) , najbardziej chwalił nie zdobywcę trzech bramek, ale Arjena Robbena. Holenderski lewoskrzydłowy dopiero w sobotę debiutował w barwach Chelsea, leczył bowiem kontuzję, której nabawił się jeszcze na Euro 2004. - Ciężko było nam grać przez trzy miesiące bez takiego talentu jak on. Potrzebowaliśmy kogoś takiego jak on - sieje wśród rywali spustoszenie - powiedział Mourinho.

W bramce Liverpoolu wciąż stoi Chris Kirkland, a nie Jerzy Dudek. W wygranym 2:0 meczu z Charlton Anglik nie miał się czym wykazać, bowiem rywale praktycznie nie oddali żadnego groźnego strzału na jego bramkę.

Wyniki 10. kolejki:

NORWICH - EVERTON 2:3 (0:2): McKenzie (48.), Francis (57.) - Kilbane (10.), Bent (40.), Ferguson (73.)

ASTON VILLA - FULHAM 2:0 (1:0): Solano (29.), Hendrie (75.)

CHELSEA - BLACKBURN 4:0 (2:0): Gudjohnsen (37., 38., 50. karny), Duff (74.).

CRYSTAL PALACE - WEST BROMWICH 3:0 (2:0): Hall (5.), Johnson (12., karny, 50.)

TOTTENHAM - BOLTON 1:2 (1:1): Keane (41.) - Jaidi (11.), Pedersen (75.).

LIVERPOOL - CHARLTON 2:0 (0:0): Riise (57.), Garcia (74.)

SOUTHAMPTON - BIRMINGHAM CITY 0:0

MIDDLESBROUGH - PORTSMOUTH 1:1 (0:1): Downing (74.) - Kamara (5.)

NEWCASTLE UNITED - MANCHESTER CITY 4:3 (0:0): Robert (49.), Shearer (58. karny), Elliott (69.), Bellamy (89.) - Wright-Phillips (64. i 77.), Fowler (67. karny)

MANCHESTER UNITED - ARSENAL 2:0 (0:0): van Nistelrooy (72. karny), Rooney (90.)

1. Arsenal102529-10
2. Chelsea102312-2
3. Everton102213-9
4. Bolton101816-12
5. Man United101713-7
6. Newcastle101621-17
7. Liverpool91616-8
8. Middlesbrough101517-13
9. Aston Villa101413-12
10. Portsmouth91213-12
11. Tottenham10136-6
12. Charlton10129-17
13. Man City101111-11
14. Birmingham1097-9
15. Crystal Palace10811-15
16. Fulham10810-19
17. West Bromwich1088-17
18. Southampton1066-12
19. Norwich1069-17
20. Blackburn1067-22


Najskuteczniejsi

8 - Henry (Arsenal)

7 - Johnson (Crystal Palace),

6 - Reyes (Arsenal), Pires (Arsenal), Hasselbaink (Middlesbrough), Anelka (Manchester City)