Bieniuk: Rangers są lepsi, ale nie o pięć bramek

Dostaliśmy prawdziwą lekcję futbolu, a rywal obnażył wiele naszych słabości - mówi reprezentacyjny obrońca Amiki. - Oni są lepsi, ale nie o tyle bramek, iloma z nami wygrali - uważa Jarosław Bieniuk.
Mocno przeżyłem tę porażkę. W szatni po meczu też było smutno - mówi obrońca klubu z Wronek Jarosław Bieniuk

Amica, jedyna polska drużyna w fazie grupowej Pucharu UEFA, porażką 0:5 przeszła do historii naszej piłki - jeszcze nigdy polski klub nie przegrał w europejskich pucharach pięcioma bramkami na swoim boisku!

Andrzej Grupa: Ochłonęliście już po laniu od Rangers?

Jarosław Bieniuk: Staramy się przejść nad tym do porządku dziennego. Musimy się znów skoncentrować, bo w niedzielę gramy kolejny mecz w Pucharze Polski.

Ale nad takim laniem nie można przejść do porządku dziennego!

- Na pewno poddamy to spotkanie dokładnej analizie, będziemy szukać błędów. Nie zostawimy tego bez echa, bo dostaliśmy prawdziwą lekcję futbolu, a rywal obnażył wiele naszych słabości.

Po spotkaniu tylko trener Skorża był załamany, stał ze spuszczoną głową. Na twarzach zawodników, zwłaszcza młodych, nie widziałem smutku. Marcin Kikut mówił nawet, że o tym meczu już zapomniał i żyje kolejnymi...

- Mogę mówić tylko za siebie, a ja mocno przeżyłem tę porażkę. W szatni po meczu też było smutno.

Ponoć się kłóciliście.

- Nie, nic takiego nie miało miejsca. Było spokojnie, ale smutno.

Kiedy przestaliście wierzyć w dobry wynik?

- Gdy oni zdobyli drugiego gola. Zresztą po pięknej akcji.

Pan wtedy stał przy Dado Prso, który podał piętą do Hiszpana Novo i zaliczył piękną asystę. Nie mógł Pan przeszkodzić Chorwatowi?

- Nie bardzo. Koncentrowałem się, by Prso się nie odwrócił i nie zakończył tej akcji strzałem. Przy tej bramce nie zawiniłem.

Jeżeli Rangers oddali sześć celnych strzałów i zdobyli pięć goli, to ocena defensywy i bramkarza nie może być chyba pozytywna.

- A dlaczego? Byłoby bardzo źle, gdyby oddali 15 takich strzałów, ale tylu sytuacji nie mieli. Jeżeli zdobywa się pięć goli po niemal wszystkich celnych uderzeniach w meczu, to oprócz umiejętności trzeba jeszcze mieć szczęście. A im ono dopisywało. Bo czasami to można mieć nawet kilkanaście sytuacji i nic nie strzelić. To był po prostu dzień Rangers, choć nie oszukujmy się - okazali się od nas lepsi. Byli skuteczni do bólu.

Czy wicemistrz Szkocji, który od lat nie osiągnął nic wielkiego w europejskich pucharach, jest rzeczywiście o pięć bramek lepszy od trzeciej drużyny polskiej ekstraklasy?

- Myślę, że nie. Po prostu ten mecz się tak ułożył... Pewnie gdybyśmy to my zdobyli gola na samym początku, byłoby inaczej. Bo polskiej ligi od szkockiej nie dzieli taka różnica, jaką pokazał ten mecz. Oni są lepsi, ale nie o tyle bramek, iloma z nami wygrali.

Już pierwszy mecz poważnie zmniejszył wasze szanse na awans z grupy. Zostały trzy mecze, z tego dwa na wyjeździe.

- Nie możemy się załamywać tym jednym spotkaniem. Musimy iść dalej i w następnej kolejce przywieźć punkty z Austrii [Amica gra z Grazer AK - red.]. Wtedy może być jeszcze dobrze. Cały czas wierzymy w awans.