W piłkarskiej trzeciej lidze

OKS 1945 Olsztyn przegrał w środę z Finishparkietem Drwęcą Nowe Miasto Lubawskie 1:2


Przez całe 90 minut to Finishparkiet częściej atakował, stwarzał okazje i miał tym samym więcej szans na strzelenie bramek. Ale początek spotkania o mistrzostwo trzeciej ligi w Olsztynie wcale nie wskazywał na to, kto będzie lepszy. OKS nawet nie próbował wyprowadzić akcji, która mogłaby choć trochę ich zbliżyć do bramki Norberta Witkowskiego. Nowomieszczanie rozgrywali z kolei piłkę na połowie rywala, ale było to najczęściej tylko wymienianie podań.

Dopiero w ósmej minucie meczu, po rzucie wolnym wykonywanym przez Grzegorza Domżalskiego, piłkę próbował skierować do bramki Rafał Różycki, ale sędzia odgwizdał spalonego. Dwie minuty później nowomieszczanie zaczęli kolejną akcję, która mogłaby dać im prowadzenie. Ernest Matusewicz podał piłkę do Macieja Zezuli, ten szybko skierował ją do Rafała Różyckiego. W ostatniej chwili jednak piłkę spod nóg nowomiejskiego obrońcy wybił Tomasz Zega. Pierwszą składną akcją OKS odpowiedział dopiero w 20. minucie. Niezwykle aktywny w tym meczu Grzegorz Lech podał piłkę do Tomasza Zahorskiego, zaś olsztyński napastnik odegrał ją do Tomasza Osenkowskiego. Dobrze rozwijającą się akcję olsztyńskiego zespołu przerwał jednak Tomasz Zakierski, który pociągnął za koszulkę Osenkowskiego. Sędzia, niezwykle skrupulatny w każdej innej minucie meczu, tym razem nie zareagował.

Finishparkiet konstruował składne akcje i atakował, a tylko dobra gra Piotra Skiby ratowała olsztyński zespół od utraty bramki. Tak było np. w 28. minucie, kiedy Tomasz Zakierski dograł piłkę na pole karne do Tomasza Włodarczyka. Nowomiejski obrońca próbował przerzucić piłkę nad bramkarzem, ale Piotr Skiba wybił ją koniuszkami palców nad poprzeczką. Na takie akcje OKS przez całe 45 minut odpowiedział tylko dwoma strzałami w światło bramki i zdołał wywalczyć tylko dwa rzuty rożne.

Początek drugiej połowy przyniósł zmianę w grze olsztyniaków, ale na niewiele się to zdało, ponieważ w 56. minucie Tomasz Zega sfaulował na polu karnym Grzegorza Domżalskiego. Sędzia zdecydował się więc na podyktowanie jedenastki, którą na bramkę zamienił Maciej Zezula. Dziewięć minut później nielicznie zgromadzeni nowomiejscy kibice mogli się cieszyć już z dwupunktowego prowadzenia swojej drużyny, bowiem w 65. minucie piłkę do pustej bramki skierował Grzegorz Bała. Honorowego gola dla olsztynian zdobył Tomasz Zahorski, który w 78. minucie wykorzystał zamieszanie na polu karnym przeciwnika.

- W porównaniu z innymi meczami nie zagraliśmy ani lepiej, ani gorzej - oceniał grę swojego zespołu Dariusz Janowski, trener OKS-u. - Trafiliśmy po prostu na bardzo dobrego przeciwnika, który strzelał bramki po naszych błędach.

- Na początku meczu zawodnicy byli trochę sparaliżowani celem, jaki został im postawiony - mówił z kolei Tomasz Arteniuk, szkoleniowiec Finishparkietu. - Wytyczne na ten mecz były bowiem jasne: przyjeżdżamy po trzy punkty.

- Finishparkiet nie pokazał wielkiego futbolu - stwierdził po meczu Andrzej Biedrzycki, do niedawna jeszcze trener OKS 1945 Olsztyn. - Uważam, że sprawiedliwym wynikiem w tym spotkaniu byłby remis.

OKS 1945 Olsztyn - Finishparkiet Drwęca 1:2 (0:0)

bramki dla OKS 1945: Zahorski (78') oraz Finishparkietu: Zezula (56' - k), Bała (65')

żółte kartki: OKS: Jacek Gabrusewicz (10'), Grzegorz Misiura (12'), Marcin Przybyliński (40'), Finishparkiet: Tomasz Włodarczyk (19'), Marcin Wróbel (29') Sławomir Święcki (51'), Łukasz Morawski (67'), Piotr Boratyński (91')

czerwone kartki: Andrzej Kluczkowski (za dwie żółte - 71', 87')



OKS 1945 Olsztyn: Skiba, Gabrusewicz, Przybyliński (77' Graczyk), Zega, Łachacz, Paszkiewicz, Misiura (79' Miękus), Lech, Osenkowski (61' Kluczkowski), Zahorski, Radziszewski

Finishparkiet Drwęca: Witkowski, Matusewicz, Święcki, Zakierski, Wróbel, Morawski, Włodarczyk (91' Rybkiewicz), Różycki, Zezula (87' Lubieniecki), Domżalski (82' Elgert), Bała (90' Boratyński)