Krzysztof Dryja o meczu w Sopocie

Z trójki środkowych Astorii ten, który jest najkrócej w zespole, zaprezentował się przeciw mistrzom Polski najlepiej
Z trójki centrów drużyny - Krzysztof Wilangowski-Jacek Olejniczak-Dryja - ten ostatni zaprezentował się najlepiej w przegranym wyjazdowym meczu z mistrzami Polski. W ciągu 20 minut zdobył 7 punktów (trafił oba rzuty za 2 pkt i 3 z 4 wolnych). Miał do tego 12 zbiórek (w tym 11 w obronie), dwie straty i cztery faule. Olejniczaka trener Wojciech Krajewski ściągnął po dwóch minut, gdy pozyskany ze Startu Lublin zawodnik fatalnie mylił się przy dwóch rzutach wolnych. Wilangowski zagrał pierwsze 11 minut, ale gdy "zaskoczył" Dryja, "Smok" więcej minut na parkiecie nie otrzymał.



Maciej Łopatto: To był dobry debiut w barwach Astorii...

Krzysztof Dryja: No, nie wiem. Chyba raczej nie za bardzo. Nie jestem zadowolony. Dzisiaj może ja miałem lepsze statystyki, a w następnych meczach to inni mogą pokazać, że są lepsi ode mnie. Nieważne są oceny indywidualne. Ważne, żeby zespół wygrywał. Tego dziś nie było, a przecież o to chodzi w koszykówce.

Ale z trójki środkowych to Pan pozostawił najlepsze wrażenie.

- Nie wiem, czyja to opinia, ale tak jak mówię, mnie się ten występ nie podobał. Jestem nowy w zespole. To, że przez moment byłem w Inowrocławiu i nagle znalazłem się w Bydgoszczy, też jakoś podziałało na moją postawę. Dzisiaj na parkiecie średnio to wyszło. Tak sam siebie oceniam. Mam wiele zastrzeżeń. Nie rozumiem jeszcze niektórych zagrań, a w całej drużynie brakuje na boisku porozumienia pomiędzy zawodnikami wysokimi i niskimi zawodnikami. Ci grają swoje, a ci drudzy też swoje. Nie ma płynności.

To dlatego Prokom wygrał tak wysoko?

- Na dziś to dla nas drużyna poza zasięgiem. Pamiętajmy, że będzie występowała w Eurolidze. Brakuje dopracowania wielu czynników. Za mało się nawzajem widzimy. Trzeba nad tym jeszcze dużo popracować. Tak samo jak nad poprawą wykonywania założeń taktycznych. Zobaczymy, może już w następnym meczu to wszystko lepiej będzie wychodziło.