Zagłębie Lubin - GKS Katowice 7:0 (2:0)

Zagłębie po najlepszym meczu od początku sezonu rozgromiło GKS Katowice. Prowadzony pierwszy raz przez Mieczysława Broniszewskiego. Katowiczanie zagrali katastrofalnie
Na trybunach było nie mniej ciekawie niż na murawie. Fani Zagłębia wywiesili transparent odnoszący się do wydarzeń minionego tygodnia. Przypomnijmy, że Wydział Dyscypliny, badający sprawę korupcji w polskiej II lidze, po zeznaniach m.in. trenera Mariana Putyry zawiesił napastnika Zagłębia Zbigniewa Murdzę. Fani - jak należy się domyślać - na własny koszt i z własnej inicjatywy wyprodukowali baner następującej treści: "Putyra nie kłam w PZPN-ie. Putyra pachołek Schetyny". Tuż przed rozpoczęciem spotkania ktoś zainterweniował i z transparentu znikło nazwisko posła PO. Obraźliwy tekst adresowany do trenera pozostał do końca spotkania. Obserwator PZPN nie zareagował. O transparencie piszemy też w centralnym wydaniu "Gazety Sport".

Osłabienie brakiem Zbigniewa Murdzy nie spowodowało katastrofy - lubinianie zagrali najlepszy mecz od początku sezonu.

- Graliśmy dobrze, zdyscyplinowanie. Czekaliśmy na pierwsza bramkę, a następne były już tylko kwestią czasu - mówił po meczu trener gospodarzy Drażen Besek.

To oczekiwanie na pierwszego gola trwało aż do 35. minuty. Wcześniej, po pierwszym kwadransie gry, lubinianie powinni jednak prowadzić 3:0. Grali jednak nieskutecznie, a przede wszystkim świetnie bronił bramkarz GKS-u Dariusz Klytta. Klytta bronił w ekwilibrystyczny sposób uderzenia Łukasza Mierzejewskiego, Dawida Kolouska i przede wszystkim Pawła Straka, który strzelał na jego bramkę z pięciu metrów. Bramkarz GKS-u jakimś cudem podbił jednak piłkę nad poprzeczkę.

Worek rozwiązał się właśnie w 35. minucie po akcji Szczypkowskiego, którą wykończył Grzegorz Niciński.

Zagłębie wygrało z GKS-em nie tylko dlatego, że ma lepszych piłkarzy na niemal każdej pozycji. Ale przede wszystkim dlatego, że ma w składzie Wojciecha Łobodzińskiego, który wystąpił w meczu z GKS-em w głównej roli. Łobodziński był za szybki dla rywali. Choć grał na prawej pomocy, a nie w ataku, sam zdobył dwa gole, a asystował przy trzech innych. Łatwość, z jaką ogrywał rywali i dochodził do pozycji strzeleckich lub dogrywał piłki kolegom, była imponująca.

Nie tylko jego można jednak nazwać bohaterem spotkania w Lubinie. Miało ono też innych. Świetną skutecznością popisał się Grzegorz Niciński, autor hat tricka. Ale takim mianem można też określić wypożyczonego z Herthy Berlin Łukasza Piszczka. 19-letni napastnik udanie zadebiutował w ekstraklasie. Podawał przy jednym z goli Łobodzińskiego, ale przede wszystkim sam zdobył gola. I to bardzo efektownego. Po świetnym dośrodkowaniu Łobodzińskiego popisał się uderzeniem głową po tzw. szczupaku. Klytta tylko odprowadził piłkę do bramki.

Katowiczanie, prowadzeni pierwszy raz przez Mieczysława Broniszewskiego, zagrali zaś katastrofalnie w każdej formacji oprócz bramkarza. Niektórzy gracze kompromitowali się. Broniszewski, ku zdziwieniu zawodników, został trenerem GKS-u tuż przed wyjazdem ekipy do Lubina. Wojciech Borecki, poprzedni szkoleniowiec, zdaniem prezesa Piotra Dziurowicza miał za mało doświadczenia. Ale mimo większego doświadczenia Broniszewskiego prowadzony przez niego zespół został w Lubinie ośmieszony.

- Sami widzicie, dlaczego doszło do zmiany trenera w GKS-ie - skonstatował Broniszewski. I jest to dziwne stwierdzenie, biorąc pod uwagę, że przed zmianą, w ośmiu meczach, katowiczanie, choć wielokrotnie grali z silniejszymi drużynami od Zagłębia, nie doznali takiej klęski. Przypomnijmy, że Wisła Kraków wygrała na Bukowej tylko 3:0.

W sobotę GKS powinien przegrać dwucyfrowo. Do 60. minuty, gdy Paweł Brożek zmarnował jedną z dwóch sytuacji bramkowych dla GKS-u, piłkarze tej drużyny oddali na bramkę Zagłębia ledwie trzy strzały. Jeden poszybował wysoko nad bramką, a dwa pozostałe wyleciały na... auty przy chorągiewkach ustawionych w narożnikach. Drugą sytuację goście stworzyli już w doliczonym czasie gry, gdy Artur Andruszczak strzelił w spojenie słupka z poprzeczką.

ZAGŁĘBIE7 (2)
GKS KATOWICE0
Zagłębie - Katowice

21strzały6
14celne3
16faule15
9rogi3
5spalone1
0słupki i poprzeczki1
Bramki

Niciński - 3 (35. bez asysty, 46. po podaniu Kalouska, 62. po podaniu Łobodzińskiego), Łobodziński 2 (40. po podaniu Straka, 71. po podaniu Piszczka), Jackiewicz (51. podaniu Łobodzińskiego), Piszczek (90+4 po podaniu Łobodzińskiego).

Składy

Zagłębie: Madarić - Żytko, Strąk, Pokorny, Kalousek - Łobodziński, Szczypkowski, Bartczak, Jackiewicz (53. Piętka) - Mierzejewski (55. Piszczek), Niciński (66. Pach).

GKS: Klytta - Madej, Markowski, Fonfara - Kęska Ż (46. Agafon), Pęczka, Widuch, Czerwiec (65. Bartnik), Andruszczak Ż - Brożek, Wróbel (80. Pliżga).

Widzów: 3000.



Po meczu powiedzieli

Paweł Pęczak, pomocnik Katowic:

- Nie chcę nic mówić, bo o czym ja mogę mówić po takim meczu?

Artur Andruszczak,

pomocnik Katowic

- Bez sensu ten mecz. Cóż można po nim powiedzieć? Jesteśmy po prostu słabi, bardzo słabi. Jak się nie weźmiemy do kupy, to nie wiem, co będzie. Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie powrót do Lubina.

Piotr Dziurowicz

prezes GKS Katowice

Postanowiłem przyjechać do Lubina razem z piłkarzami w autokarze, żeby ich zmobilizować. Wszystko, co ostatnio robimy, ma taki właśnie cel. Niestety, tym razem nie wyszło. Nie mogliśmy zagrać w pełnym składzie. Tuż przed wejściem na boisko kontuzję zgłosił Nawotczyński, ale to nie było jedyne osłabienie. Mimo to nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy, nic nie zapowiadało takiej klęski. Nie sądzę, by trener Broniszewski ponosił jakąkolwiek winę za to, co się stało w Lubinie. Odpowiedzialni są piłkarze, to oni dali sobie strzelić siedem bramek.

Grzegorz Niciński

napastnik Zagłębia:

- To mój pierwszy hat trick w Zagłębiu i w ekstraklasie. Dotąd nie grałem chyba źle, ale jakoś nic nie chciało wpaść. Odblokowałem się w Warszawie. Dziś potwierdziłem, że jestem w dobrej formie. Zresztą cały zespół zagrał świetnie. Już w pierwszej połowie mogło być po sprawie, bo bramek powinno być więcej. Myślę, że ten pojedynek tak naprawdę ustawił trzeci gol zdobyty zaraz po przerwie. Czy mam pretensje do trenera o zejście? A gdzie tam! Może bym jeszcze coś strzelił, ale inni też to potrafią. Przytrafiły nam się dwa wypadki przy pracy z zespołami z Krakowa. Ale generalnie myślę, że idziemy w dobrym kierunku, zgrywamy się, wygląda to coraz lepiej.

Łukasz Piszczek

napastnik Zagłębia

O debiucie z bramką marzy chyba każdy piłkarz w moim wieku. Cieszę się, że trener mi dzisiaj zaufał. Nie wiedziałem, że wystąpię, ale skoro już byłem na boisku, to trzeba się było pokazać z jak najlepszej strony. W tym moim golu jest bardzo wiele zasługi kolegów, bo jak się wychodzi w wygranym meczu na boisko, gdy wszystko tak świetnie idzie, to można grać bez obciążeń, na luzie. A dzisiaj, zanim wszedłem na boisko, koledzy wykonali właściwie całą robotę. Swoją bramkę dedykuję rodzicom i Ewie, mojej dziewczynie. Nie sądzę, by to trafienie dało mi miejsce w podstawowym składzie. W ataku mamy ogromną rywalizację.

Notował: greg

JAK PADAŁY BRAMKI

1:0 - 35. min - Fonfara wybił piłkę spod nóg szarżującego Łobodzińskiego, ale wprost przed Nicińskiego, który strzelił po ziemi do bramki obok Klytty.

2:0 - 40. min - akcja Strąka prawą stroną i dogranie po ziemi na 14. metr do Łobodzińskiego, który strzela nie do obrony.

3:0 - 47. min - akcja lewym skrzydłem Kolouska, który wycofał piłkę na linię pola karnego do Nicińskiego. Piłka po strzale "Nitki" ociera się o Fonfarę i myli Klyttę.

4:0 - 51. min - centra z prawego skrzydła Łobodzińskiego. Kolousek mija się z piłką, ale akcję strzałem głową zamyka Jackiewicz.

5:0 - 62. min - Łobodziński "przepchał" się z piłką w pole karne, ale po wybiciu obrońcy trafiła ona do Nicińskiego, który strzelił w sam róg.

6:0 - 71. min - Piszczek mimo asysty obrońcy zagrał w pole karne do zupełnie niepilnowanego Łobodzińskiego, a ten nie marnuje sytuacji sam na sam z Klyttą.

7:0 - 90+4 min - rewanż Łobodzińskiego. Jego idealną centrę wykańcza szczupakiem Piszczek.