Czy MKS Mława zagra z Ruchem?

Czy dojdzie w sobotę do spotkania beniaminka w Mławy z Ruchem Chorzów, najbardziej utytułowaną z drugoligowych drużyn? 12-krotny mistrz Polski chce przesunięcia terminu, MKS się nie zgadza, więc decyzję podejmie PZPN
Według działaczy Ruchu w ich drużynie wybuchła epidemia grypy. Z gorączką i ostrymi przeziębieniami zmagają się Piotr Ćwielong, Ariel Lidner, Artur Błażejewski i Łukasz Hejnowski. Ponadto piątka graczy od dawna leczy przewlekłe kontuzje (najcięższą Piotr Mosór, który podczas meczu ze Szczakowianką złamał nogę). Dlatego na wczorajszym treningu miejscowi szkoleniowcy pracowali z dziewięcioma piłkarzami.

- Dodatkowo po meczu z Zagłębiem czterech zawodników musi pauzować w najbliższym pojedynku za żółte kartki - mówi Stefan Mleczko, prezes niebieskich. - Poważnie zastanawiamy się nad przełożeniem sobotniego spotkania z Mławą. W środę z taką prośbą zwróciliśmy się do PZPN.

Działacze Ruchu wysłali pismo w tej sprawie także do mławskiego klubu. Jednak dostali odmowną odpowiedź. Kierownictwo MKS-u tłumaczyło się tym, że zespół już i tak ma mocno zachwiany rytm meczowy, a ponadto opłacono autokar i hotel. - Przełożenie meczu z Ruchem byłoby nam wybitnie nie na rękę - tłumaczy trener biało-zielonych Marian Kurowski. - Mamy spore zaległości, a jak tak dalej pójdzie, to będziemy kończyli ligę w grudniu. Spodziewam się, że PZPN podejmie ostateczną decyzję w czwartek. To byłby ostatni moment na potwierdzenie lub rezygnację z miejsc w hotelu. Poza tym, co tu ukrywać, kłopoty Ruchu są nam na rękę.

Bo Kurowski obecnie ma do dyspozycji praktycznie najsilniejszy skład. Nikt nie pauzuje za kartki, a kontuzje wyleczyli już Tomasz Nawrot (miał opuchnięty staw skokowy) i Benson Anih (zbił żebro podczas meczu ze Szczakowianką), którzy z tego powodu nie wystąpili w meczu z Radomiakiem. - Żałowałem szczególnie braku Bensona - mówi Kurowski. - Ze Szczakowianką zagrał naprawdę dobre zawody i na pewno byłby sporym wzmocnieniem dla naszego ataku. Tym bardziej, że dzięki dobrej grze pomocników było sporo niezłych okazji strzeleckich.

Po remisie z Radomiakiem najwięcej w Mławie mówiło się o nie najlepszej postawie Roberta Romanowskiego. To właśnie rezerwowy bramkarz zawalił pierwszego gola, słabo szła mu współpraca ze środkowymi obrońcami Mariuszem Mikłowskim i Marcinem Rogozińskim, a pierwszą udaną interwencję miał dopiero w 88 min. No i Marian Kurowski ma teraz kłopot z obsadą bramki. - Do meczu ze Szczakowianką nie miałem większych zastrzeżeń do Maćka Wiśniewskiego, jednak w Jaworznie ewidentnie zawalił dwa gole. Teraz doszła wpadka Romanowskiego. I sam nie wiem, na kogo zdecyduję się w Chorzowie. Ostateczną decyzję podejmę chyba dopiero w dniu spotkania - oświadczył.