Prokom Arka Gdynia gra w piątek w Bełchatowie

Czy Arka ma szansę awansować do ekstraklasy? Czy można ją zaliczać do faworytów? Odpowiedzi na te pytania, choć nie ostateczne, poznamy już dzisiaj, po wyjazdowym meczu z GKS Bełchatów
Trener Arki Mirosław Dragan stanowczo protestuje: - To nie jest żaden mecz prawdy! A mecze z Kujawiakiem i Koroną to co? Nie były ważne? Mecze prawdy już graliśmy i jeszcze będziemy grali. Dlatego nie bawię się w takie określenia. W każdym spotkaniu są do wzięcia trzy punkty i jest mi obojętne, komu je zabiorę. Owszem, lepiej smakuje wygrana z faworytem. Kadra Janasa na pewno marzyła o wygranej z Anglią, ale mimo porażki i tak jest teraz szczęśliwa. Bo pokonała Austrię i Walię.

Drużyna z Bełchatowa jest liderem tabeli i głównym faworytem do awansu. Zresztą, dzisiejszy rywal Arki (początek meczu o godz. 19) marzy o ekstraklasie już od kilku sezonów, ale dotąd zawsze na marzeniach się kończyło. Ten rok ma być przełomowy. - Bełchatów buduje drużynę od kilku sezonów, co roku stara się ją wzmocnić. W tym sezonie doszli Sergiusz Wiechowski, Edward Cecot i Grzegorz Król. To zespół kompletny, grający najrówniej ze wszystkich drużyn. Może nie gromi rywali, nie strzela im po pięć czy sześć bramek, ale dzięki konsekwentnej grze niemal wszystko wygrywa.

GKS Bełchatów wygrał w tym sezonie osiem spotkań, trzy zremisował. Jeszcze nie przegrał. A Arka zagra dzisiaj mocno osłabiona, choć do składu wróci już Krzysztof Piskuła. Do kontuzjowanych wcześniej Jarosława Krupskiego, Radosława Bartoszewicza i Roberta Dymkowskiego dołączył jednak Andrij Griszczenko, który w ostatnim meczu z Korną Kielce, w którym był bohaterem, złamał kość przedramienia. Tym samym w składzie jest zaledwie jeden napastnik - Grzegorz Pilch. - Spokojnie, mam kilka pomysłów, jak wypełnić lukę w ataku - zapewnia Dragan, który nie chce jednak zdradzić szczegółów przed meczem.