Po młodzieżowych mistrzostwach Europy

W kadrze prowadzonej przez Mirosława Żórawskiego, trenera juniorów Budowlanych Łódź, grało aż sześciu łódzkich zawodników
Nasza drużyna nie miała najmniejszych kłopotów z wyjściem z grupy, dlatego w maju zagra w serii A. To jeszcze nie będzie najwyższa półka światowa. Żeby zagrać z młodymi rugbistami Francji czy Wysp Brytyjskich, trzeba awansować do mistrzostw świata. Jednak taka druga liga, to najwyższa pozycja w historii występu Polaków w tej dyscyplinie.

Równanie w dół

Czy po efektownych zwycięstwach możemy czuć się czołówką rugby w Europie? - Drużyny juniorskie długo były w gronie najlepszych na Starym Kontynencie - mówi Żórawski. - Zmienił się jednak system rozgrywek, do rywalizacji przystąpiły lepsze państwa i musieliśmy toczyć bój w grupie B. Ale poszło nam nadspodziewanie łatwo. Z Węgrami, to nie był mecz (wynik 114:3 - przyp. red.), Czechów dobrze znaliśmy. Sądziłem, że w finale będziemy grać z mocną Holandią, a tu trafiła się Mołdawia. Jednak na podstawie ich wcześniejszych meczów mieliśmy ich rozpracowanych w najmniejszych szczegółach.

Wśród najlepiej punktujących zawodników byli oczywiście łodzianie, tegoroczni mistrzowie Polski. Tomasz Grodecki pierwszy kopacz Budowlanych punktował w każdym meczu i w sumie na jego koncie zapisano 44 punkty. Równie dobrze spisał się Kacper Ławski, także grający w podstawowym składzie łódzkich pierwszoligowców. W mistrzostwach cztery razy położył piłkę w polu przeciwnika. Z graczy Budowlanych punktowali jeszcze Łukasz Zamerski i Andrzej Milczak (po 5 pkt.). -

Wszyscy zawodnicy, których miałem na zgrupowaniu, to gracze ligowych drużyn - komentuje Żórawski. - To niestety świadczy o obniżeniu poziomu rugby w Polsce. Bywały lata, że tylko najlepsi łapali się do składów seniorskich. Ale jak ci młodzi ludzie okrzepną, może podniosą poziom naszej ligi.

Na zakręcie

Szkoleniowiec martwi się jednak, że do łódzkiego klubu nie zgłaszają się młodzi chłopcy chcący trenować rugby. Dyscypliny nie uprawia się w szkołach, chyba że wychowawcą jest rugbista. Tak jest np. w Mileszkach, gdzie dzieci mają zajęcia z Mirosławem Szczepańskim, byłym graczem Budowlanych, obecnie pierwszoligowym sędzią. - W krajach z mocnymi ligami rugby oparte jest o szkoły, uczelnie, wojsko. Tego u nas brakuje - mówi szkoleniowiec. - Staraliśmy się to zmienić organizując lekcje pokazowe razem z Markiem Maciejewskim. Wtedy dzieciakom się to podobało. Przychodziło po sto osób. Ale kiedy zapraszaliśmy ich do klubu, zostawała garstka. Po paru treningach nie było już nikogo. Młodzi ludzie nie interesują się sportem. Wolą spędzać czas w pubach, albo przed komputerem. Były lata, że Budowlani byli bardzo mocni w młodszych grupach. Teraz możemy wystawić tylko jedną drużynę juniorów, juniorów młodszych i młodzików. Niestety, to się może zemścić. Żeby istniała sekcja, musi być piramida: duże grono młodych chłopców uprawiających tę dyscyplinę. Można z nich wyselekcjonować najlepszych. W niektórych miastach, głównie na wybrzeżu i w Lublinie, tak właśnie wygląda szkolenie. Nasz klub znalazł się na zakręcie.

Trenerzy Budowlanych zapraszają chłopców urodzonych w latach 1993-1987 na zajęcia, które odbywają się w klubie przy ul. Górniczej w poniedziałki, środy i piątki o godz. 16.

Mirosław Żórawski przez osiem lat prowadził rugbistów Budowlanych. Z drużyną zdobył puchar polski i trzy medale mistrzostw Polski. Teraz jest szkoleniowcem łódzkich juniorów i też odnosi sukcesy. Dlatego Polski Związek Rugby zatrudnił go do prowadzenia kadry juniorów i juniorów młodszych. Przed mistrzostwami grupy B związek poprosił go o prowadzenie młodzieżowców, wśród których grali zawodnicy do lat 20. - Nie zamieniłbym już szkolenia młodzieży na seniorów. Czy byłaby to drużyna klubowa, bo takie propozycje miałem, czy reprezentacja? - mówi. - To się wiąże z innym trybem życia, innym sposobem pracy.