Sport.pl

Po meczu Mława - Radomiak

Po kompromitacji z Zagłębiem Sosnowiec w serca kibiców Radomiaka znów wstąpiła nadzieja. Ich ulubieńcy nie przegrali, a w przypadku "zielonych", każda wyjazdowa zdobycz jest obecnie na wagę złota
Jeden punkt zdobyty w Mławie nic Radomiakowi nie dał - takich lub podobnych komentarzy słychać bardzo wiele. Czy to rzeczywiście prawda? Wydaje się, że nie, bo remis na wyjeździe może mieć niebagatelne znaczenie w walce o utrzymanie w lidze.

Pewnie, że dla podopiecznych Arkadiusza Skoniecznego (na zdjęciu) zwycięstwo byłoby niezwykle cenne. Już teraz Radomiak minąłby w tabeli Mławę, a dystans do kolejnych zespołów nie zwiększyłby się, jak to miało miejsce. Remis spowodował jednak, że "zieloni" wciąż niewiele tracą do mławian, a to najpewniej z nimi przyjdzie walczyć o miejsce, z którego trafia się do baraży, a nie bezpośrednio spada do klasy niższej.

Po drugie, okoliczności, jakie towarzyszyły pojedynkowi w Mławie sprawiają, że w perspektywie czasu osiągnięty remis nabiera znacznie większego znaczenia. Prawda jest taka, że w pierwszej połowie zdecydowanie więcej sytuacji strzeleckich mieli gospodarze i gdyby wykorzystali choć połowę z nich, Radomiak nie miałby czego szukać po przerwie. A tak, dzięki ryzykownym, odważnym zmianom, których dokonał Skonieczny, radomianie zaprezentowali nowe oblicze. Defensywa gości była tak szczelna, że rywal nie stworzył praktycznie żadnej okazji do zdobycia gola. Radomiak przeciwnie. Wyrównał stan meczu, a w końcówce za sprawą Daniela Barzyńskiego lub Macieja Lesisza, powinien postawić kropkę nad i.

Zresztą "zieloni" rozstrzygnęliby zapewne spotkanie na swoją korzyść, gdyby nie kuriozalne zachowanie sędziego - Mariusza Rogalskiego z Katowic. Arbiter ewidentnie "podgwizdywał" Mławie, a robił to tak nieudolnie, że prawie jawnie. Kulminacyjnym momentem żałosnej postawy "pana z gwizdkiem" było usunięcie z boiska Jacka Wysockiego. Obrońca Radomiaka dostał drugą żółtą kartkę za rzekome przepychanki z przeciwnikiem, na dodatek w momencie, kiedy piłka nie była w grze. - To rzecz niespotykana na tym poziomie rozgrywek - kręcił głową z niedowierzaniem Skonieczny.

Ale dość narzekań, bo pomijając poziom sędziowania i co by nie mówić niski poziom spotkania, wydaje się, że w Mławie pojawiły się symptomy, które mogą dobrze rokować na przyszłość. Radomiak nareszcie pokazał sportową złość. Dotychczas, kiedy tracił bramki, już nie potrafił się pozbierać (wyjątkiem był mecz w Białymstoku). Teraz dwukrotnie doprowadzał do wyrównania i mimo że nastawiony defensywnie, nie trzymał się kurczowo obrony. Zawodnicy walczyli, wzajemnie się wspierali i znów tworzyli zespół.

Szkoda, że jak bumerang powraca sprawa rozwiązania umów z Jackiem Kacprzakiem, Mirosławem Siarą i Krzysztofem Majdą. Teraz, to zawodnicy, chcą się pożegnać z klubem ze Struga. Jak mówią są zdeterminowani, ale gotowi na podjęcie sensownych rozmów. - Jesteśmy na nie przygotowani - zapewnia wiceprezes Radomiaka Paweł Kobyłecki.