Sport.pl

Edward Potok, prezes ŁZPN: - Mam plan

Normą byłyby dla mnie dwie drużyny w ekstraklasie, minimum trzy w drugiej lidze i co najmniej pięć w trzeciej. To byłoby znakomite zaplecze dla silnych zespołów. Młodzi mieliby gdzie się ogrywać - mówi Edward Potok, nowy prezes Łódzkiego Związku Piłki Nożnej


Przemysław Iwańczyk: Wygrał Pan wybory na prezesa ŁZPN znaczną przewagą głosów. Delegaci, zwłaszcza ci z okręgów piotrkowskiego i skierniewickiego, jeszcze przed głosowaniem sygnalizowali, że o wygraną może być Pan spokojny. Także sędziowie sprawnie lobbowali Pana kandydaturę.

Edward Potok: Wygrałem poparciem okręgowych związków - ze Skierniewic i Piotrkowa, a także niektórych delegatów z Łodzi. Nie doszedłem do porozumienia z Sieradzem, ale tak naprawdę nie było rozmów między nami. Miałem także głosy przedstawicieli LZS i środowiska sędziowskiego. Czy lobbowali moją kandydaturę? Musiałem mieć poparcie wszystkich wspomnianych. Inaczej nie wygrałbym wyborów. Dodam, że nie wywodzę się z żadnego z tych środowisk. A że na mnie głosowali? Widocznie uznali, że powinienem być prezesem, co mnie bardzo cieszy.

Co Pan robił ostatnio, bo w wielkim futbolu próżno szukać Pana nazwiska?

- Po powrocie z zagranicy działałem w Orle Łódź, pomagałem Legii Warszawa, gdzie byłem oficerem w wojewódzkim sztabie. Ze sportem miałem więc dużo do czynienia. Uważam, że zrobiłem wiele w sprawie przekazania wojskowych obiektów Orła z wojska do miasta. Po to, by później zarządzali nimi działacze klubu. Od dwóch lat rozmawiam w tej sprawie.

Ma Pan gotowy plan działania w ŁZPN?

- Mój program ma pięć punktów. Właściwie w każdej dziedzinie trzeba coś zrobić. Najważniejsze są sprawy organizacyjne. Równie istotna jest współpraca z PZPN oraz Urzędem Wojewódzkim i prezydentem Łodzi. Te instytucje zobowiązane są pomóc piłce. Tylko trzeba tam chodzić i rozmawiać. Nie tylko prezes ŁZPN, ale także przedstawiciele klubów. Oni do nas nie przyjdą. Na to położę duży nacisk. Liczę, że władze miasta i województwa będą nam przychylne i znajdą się dla nas pieniądze.

Kolejny punkt to...

- Sprawa szkolenia. Uważam, że wiele jest do zrobienia, zwłaszcza na szczeblu młodzieżowym. To nie tylko treningi, ale także właściwa selekcja. Jeśli pytam, kto gra w reprezentacji Łodzi, okazuje się, że wszyscy są ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego. To wspaniale, że szkoli się tam tak zdolną młodzież. Ale dlaczego tak niewielu reprezentantów jest z ŁKS i Widzewa, nie mówiąc już o województwie. Dlaczego rozwiązano reprezentację Piotrkowa, Sieradza, Skierniewic? Na 120 kadrowiczów tylko czterech, czy pięciu jest ze wspomnianych okręgów. To niezwykle ważna sprawa. SMS nie ma żadnej konkurencji, dlatego będę chciał pomóc klubom, które prowadzą właściwe szkolenie. Nie może być tak, że najbardziej utalentowani piłkarze idą w Polskę. Jak chociażby Jakub Rzeźniczak, który teraz gra dla Legii Warszawa, ale nie dla klubu z naszego województwa.

Zdradzi Pan nazwiska swoich doradców?

- Chciałbym zmniejszyć liczbę wiceprezesów do czterech. Nie chcę wyprzedzać faktów, więc na razie nie będę mówił o nazwiskach. Są to znani ludzie w środowisku, przecież nie wezmę nikogo z ulicy.

Kiedy Pan pracował w Orle, w województwie łódzkim były trzy kluby ekstraklasy, kilka drugoligowych i szereg zespołów w trzeciej lidze. Teraz możemy cieszyć się najwyżej drugą ligą.

- Jestem przekonany, że w przyszłym sezonie będziemy mieli w pierwszej lidze dwie drużyny - Widzew i GKS Bełchatów. Znacznie bardziej niepokoi mnie to, co dzieje się w trzeciej lidze. Przecież mieliśmy zawsze pięć, czy nawet sześć drużyn. Silny Start Łódź, ChKS Łódź, czy drugoligowe Włókniarz Pabianice i Boruta Zgierz. Przede mną dużo pracy, bo to ŁZPN powinien zadbać, by mieć jak najwięcej drużyn na poziomie trzeciej ligi. Widzę światełko w tunelu, bo także sponsorzy to ludzie coraz lepiej znający się na sporcie. Normą byłyby dla mnie dwie drużyny w ekstraklasie, minimum trzy w drugiej lidze i co najmniej pięć w trzeciej. To byłoby znakomite zaplecze dla silnych zespołów. Młodzi mieliby gdzie się ogrywać.

Co Pan zrobi, żeby poprawić wizerunek ŁZPN? Na razie wiele osób związanych ze sportem nie wie, co robi związek oprócz prowadzenia rozgrywek niższych klas.

- Właśnie zauważyłem, że o ŁZPN było głośno tylko przy okazji wyborów. Poza tym nikt nawet nie wspomniał o nas. Zresztą to nie tylko problem Łodzi. We wszystkich województwach związki piłkarskie są w tle. Ale trzeba to zmienić. Dlatego, jak już wspomniałem, będę pukał do drzwi wszystkich instytucji. Zamierzam organizować konferencje prasowe, na których będę mówił o działalności związku. Mam nadzieję, że uda się powołać reprezentacje okręgów i robić turnieje. Trzeba też znaleźć pieniądze dla trenerów szkolących młodzież. Nie może być tak, że szkoleniowiec dostaje 300 zł i musi żebrać, by rodzice zrobili dodatkową składkę.

A sędziowie? Czy to nie wstyd, że województwo łódzkie ma tylko jednego arbitra w pierwszej lidze?

- O tym mówiłem na wyborach. W ciągu trzech lat powinniśmy mieć minimum dwóch pierwszoligowych sędziów, czterech drugoligowych i znacznie większa niż teraz grupa w trzeciej lidze. Będziemy zachęcać młodzież, by zaczęła się szkolić. Chcemy też pokazać arbitrów od tej lepszej strony. Bo na razie pisze się o nich tylko, kiedy dojdzie do skandalu z ich udziałem. Trzeba też ruszyć sprawę obserwatorów na szczeblu centralnym, których mamy w województwie pięciu. Oni muszą zacząć działać na naszą korzyść. Muszą włączyć się do promocji naszych sędziów, podpowiadać im, szkolić.

PZPN coraz częściej zatrudnia młodych ludzi, że wspomnę tylko Marcina Stefańskiego, szefa departamentu rozgrywek. Pan też zamierza pójść tą drogą?

- Zgoda, wchodzą młodzi, ale przy nich zostają doświadczeni działacze, jak Eugeniusz Kolator w PZPN. Zaskoczę Pana, ale w ŁZPN pracuje mój były wychowanek, Adam Kaźmierczak, prawnik z wykształcenia. 10 lat temu zakończył karierę, zna się na piłce, wszędzie go chwalą i jeśli będzie chciał pracować, pomogę mu. Być może znajdę jeszcze innych młodych ludzi.

Kiedy będzie można Pana rozliczyć z pierwszego etapu pracy w ŁZPN?

- Chciałbym zamknąć pierwszy etap do końca roku. Do tego czasu mam zamiar podjąć kluczowe decyzje, poukładać wszystko organizacyjnie i kadrowo. A w styczniu ruszamy pełną parą.