Śląsk gra z Motobi

PIŁKA NOŻNA. W niedzielę Śląsk zmierzy się na Oporowskiej z Motobi Kąty Wrocławskie. Oba zespoły bardzo potrzebują punktów. Motobi przegrał cztery ostatnie mecze, a Śląsk dwa
Mimo że cele obu klubów są zupełnie różne, oba zespoły znalazły się w tej chwili w podobnej sytuacji. I Śląsk, i Motobi potrzebują punktów. I to bardzo. Wrocławianie już dawno stracili fotel lidera, a po dwóch porażkach w ostatnich dwóch meczach także kontakt z czołówką. Śląsk ma już siedem punktów straty do prowadzącego Polaru Wrocław i pięć punktów do drugiego w tabeli Rozwoju Katowice. A przecież drużyna z Oporowskiej miała dzielić i rządzić w lidze. Może sytuacja nie jest jeszcze beznadziejna, ale na pewno nieciekawa. Śląsk nie może już sobie pozwolić na stratę punktów. Chyba że zostały zmienione plany i klub nie chce awansować do drugiej ligi.

Motobi za cel ma utrzymanie w lidze. Na razie niestety drużyna z Kątów Wrocławskich znajduje się na ostatnim miejscu w tabeli. Motobi ma jeszcze czarniejszą passę niż Śląsk. Beniaminek w ostatnich czterech spotkaniach zanotował cztery porażki. Mało tego. W żadnym z tych meczów Motobi nie strzelił bramki.

Atmosfera w obu zespołach jest więc niezbyt ciekawa. W obu klubach doszło też ostatnio do zmiany trenerów. W ten sposób w sobotę naprzeciw siebie na ławce trenerskiej zasiądą Romuald Szukiełowicz i Ryszard Tarasiewicz. Postaci dobrze znane kibicom we Wrocławiu. Pierwszy z nich przed laty prowadził Śląsk, a drugi w nim grał. Tarasiewicz ostatni swój sezon Śląsku grał właśnie pod wodzą Szukiełowicza. Będzie to więc mecz z wieloma podtekstami.

Mecz zostanie w niedzielę o godz. 12.

MÓWI Romuald Szukiełowicz

Mariusz Wiśniewski: W niedzielę staną naprzeciw siebie zespoły, które znajdują się w potrzebie. I Śląsk, i Motobi potrzebują punktów, i to bardzo.

Romuald Szukiełowicz: Tak, zgadza się. Ale cele obu zespołów są zupełnie inne. Śląsk musi wygrać, jeżeli chce mieć jeszcze jakiś kontakt z czołówką i myśleć przynajmniej o miejscy barażowym. Ta przewaga zespołów prowadzących rośnie i jeżeli nadal będzie rosła, to sytuacja Śląska stanie się krytyczna. A my? Jeżeli nie chcemy na dłużej zagościć na ostatnim miejscu w tabeli, też musimy zacząć zdobywać punkty. Dla nas remis będzie korzystny. Nie stracimy dwóch punktów, a zyskamy punkt. Dla Śląska remis będzie porażką.

Ponownie zasiądzie Pan na ławce trenerskiej na Oporowskiej. Czuje Pan w związku z tym jakąś dodatkową tremę?

- Nie. Tremy pozbyłem się już dawno. Ja siadałem na ławce trenerskiej na Oporowskiej już ze sto razy, i to w pierwszej lidze. Powiem inaczej - z całym szacunkiem dla ludzi, którzy sprawili, że Motobi gra w trzeciej lidze, ale w głowie mi się nie mieści, że Motobi zagra ligowy mecz derbowy ze Śląskiem w trzeciej lidze. Z tym Śląskiem Wrocław. Trwa to już ponad rok, ale nadal nie mogę w to uwierzyć, że Śląsk gra w trzeciej lidze.

Do niedawna zdecydowanym faworytem meczu byłby Śląsk, ale po ostatnich spotkaniach to już nie jest takie oczywiste.

- Jeżeli chodzi o umiejętności poszczególnych zawodników, to nie ma o czym mówić. Przecież większość piłkarzy Śląska ma doświadczenie drugoligowe, a nawet pierwszoligowe. I to nie jakieś epizody. Weźmy Marka Kowalczyka, Krzyśka Szewczyka czy Darka Sztylkę. Z tego powodu uważam, że jednak nadal faworytem jest Śląsk. My natomiast gramy lepiej, niż na to wskazują wyniki. Tak było na przykład w meczu z Chrobrym. Dlatego uważam, że faworytem jest Śląsk, ale będziemy dla nich bardzo, bardzo ciężkim rywalem.

Jest Pan zaskoczony dotychczasową postawą Śląska?

- Jestem. Widziałem Śląsk w spotkaniu z Miedzią i było to bardzo szczęśliwe zwycięstwo. Brakuje mi w grze Śląska jakiejś myśli taktycznej. Zawodnicy sprawiali wrażenie, jakby liczyli, że rywal się położy na murawie i odda bez walki punkty. Wyglądało to tak, że grają, bo muszą grać, odgrywają swoje i koniec. Sport to nie kopanie rowów, że mam wykopać 15 metrów i idę do domu. Brakowało takiego chciejstwa. Przecież pokolenie Marka Kowalczyka rządzi teraz w Lidze Mistrzów. Są inni gracze z doświadczeniem. Śląsk na razie zawodzi.

Naprzeciwko Pana na ławce trenerskiej zasiądzie Ryszard Tarasiewicz, którego Pan trenował. Czy można powiedzieć, że będzie to pojedynek ucznia z mistrzem?

- Żaden pojedynek ucznia z mistrzem. Rysiek u mnie nie terminował. Ja go tylko trenowałem. Mam bardzo duży szacunek do niego jako piłkarza i człowieka. Do dzisiaj mamy z sobą dobry kontakt. Byłem jego ostatnim trenerem w Polsce. Został wtedy piłkarzem roku, a Śląsk w rundzie wiosennej grał rewelacyjnie. Rysiek trenował jednak u innych trenerów. Także za granicą. I na pewno od każdego coś tam wyciągnął. Życzę mu jak najlepiej. Aby ten początek z trenerką był jak najbardziej udany. Gdyby udało mu się ze Śląskiem powrócić do ekstraklasy, byłoby fantastycznie. Tego mu życzę.

Stanie Pan przeciwko Śląskowi, w którym spędził Pan trochę czasu. Nie będzie sentymentu?

- Oczywiście, że nie. Nie ma żadnych sentymentów. To jest sport. I to powtarzam swoim zawodnikom. Wychodzimy i walczymy bez sentymentów.