Rozmowa z golfistą Maksymilianem Sałudą

Golf wygrał z koszykówką walkę o utalentowanego 16-latka. Wychowanek Binowo Park Golf Club jest jeszcze juniorem, ale swoją przyszłość chce związać z profesjonalną grą
Sałuda gra obecnie w turnieju Polish Open w Binowie zaliczanym do jednego z najważniejszych zawodów w kraju, w którym występują zarówno amatorzy, jak i profesjonaliści. W czwartek spisał się przeciętnie, za to wczoraj grał rewelacyjnie. Po dwóch dniach zajmuje ósme miejsce w klasyfikacji generalnej, a pierwsze wśród nieprofesjonalistów.

Po dwóch dniach prowadzi Mike O'brien (Anglia) 137 uderzeń, drugi jest Australijczyk Dale Harris 141, trzeci Szwed Fredrik Mansson 144. Najlepszy z Polaków Marcin Stelmasiak zajmuje piątą lokatę - 145 uderzeń.

Aleksandra Warska: Jakie są Twoje najważniejsze sukcesy?

- Zdobycie w czerwcu tego roku tytułu mistrza Polski wśród juniorów. Ważny jest również ubiegłoroczny tytuł mistrza Polski amatorów i dziesiąte miejsce w drużynowych mistrzostwach Europy juniorów, które odbywały się w Czechach.

Otrzymałeś zaproszenie na najbardziej prestiżowy turniej juniorski na świecie Orange Bowl, który w grudniu rozgrywany jest na Florydzie. Jak do tego doszło?

- To dla mnie bardzo ważne wydarzenie, bo ten turniej uważany jest za nieoficjalne mistrzostwa świata juniorów. Właśnie w piątek rano dowiedziałem się, że znaleźli się sponsorzy i będzie można sfinalizować ten wyjazd. W tym turnieju wygrywał m.in. Tiger Woods czy Sergio Garcia. Nie jest łatwo otrzymać tam zaproszenie, np. 40 miejsc zarezerwowanych jest dla mistrzów z poszczególnych stanów USA, a pozostała pula dla zawodników z innych części świata. Dzięki tytułowi mistrza Polski zostałem zaproszony.

Jakie są plany po turnieju Polish Open?

- Jeśli dopisze pogoda, będę trenował w Binowie. W listopadzie jedziemy na klubowe mistrzostwa Europy do Grecji, bo jako klub wywalczyliśmy w tym roku tytuł mistrza kraju. Mam nadzieje, że będzie tam jeszcze "pachniało" atmosferą olimpiady.

Są przymiarki, aby golf stał się dyscypliną olimpijską. Czy wtedy zobaczymy Ciebie w igrzyskach w Pekinie w 2008 r.?

- Nie miałbym nic przeciwko temu (śmiech).

Dlaczego porzuciłeś koszykówkę dla golfa?

- W szkole podstawowej udało mi się dostać do kadry koszykarzy województwa zachodniopomorskiego. Grałem na pozycji skrzydłowego. Początkowo jeździliśmy po turniejach, ale ostatecznie okazało się, że nie jesteśmy najmocniejsi i drużyna się rozpadła. Potem jeszcze trenowałem, ale jak przestałem rosnąć, stwierdziłem, że koszykówka nie jest tym sportem, który chcę uprawiać.

Świetnym golfistą jest podobno koszykarz wszech czasów Michael Jordan.

- Słyszałem o tym i bardzo go podziwiam, bo jest dobry w obu dyscyplinach.

Zdarzyło Ci się już podglądać znanych zawodników w czasie ich gry?

- Nie miałem okazji. Bardzo bym chciał pojechać na jeden z większych turniejów właśnie po to, aby ich obserwować w czasie rywalizacji. Uważam, że w taki sposób można się wiele nauczyć, mimo iż każdy zawodnik ma jakąś tam swoją technikę. Chciałbym też poczuć atmosferę wielkiej imprezy.

Maks Sałuda

Kiedy miałem 12 lat, jechaliśmy z rodziną nad morze i przejeżdżaliśmy obok Łukęcina, gdzie jest dziewięciodołkowe pole. Zagraliśmy kilka razy z tatą i braćmi. Potem wybudowano pole golfowe w Binowie, gdzie było bliżej i tu zaczęliśmy jeździć. Początkowo grywałem kilka razy w tygodniu z ojcem i tak już zostało.

Maks jest uczniem pierwszej klasy VIII LO o profilu europejsko-lingwistycznym. Kiedy jeździ na turnieje, usprawiedliwienia wystawia mu klub. Jest wielką nadzieją polskiego golfa. Największe sukcesy w 2004 r.: mistrz Polski juniorów, trzecie miejsce w otwartych mistrzostwach Polski amatorów i tytuł najlepszego Polaka w turnieju.