Przed meczem Anglia - Walia - korespondencja

Dziś na Old Trafford Anglia zmierzy się z Walią. - Gdyby Ryan Giggs był Anglikiem, kto wie, jakie mielibyśmy trofea... - wzdycha od dziesięciu lat angielska prasa. Ale zaraz dodaje: mamy przecież Rooneya. Dzieciak sam jeden poradzi sobie z rywalami.
Podczas ostatniego spotkania obu drużyn, 20 lat temu na Racecourse Ground we Wrexham, Walia wygrała 1:0. Gola zdobył Mark Hughes, obecny trener kadry. - Wtedy Anglicy też mieli lepszą drużynę, bardziej znanych piłkarzy. Ale my mieliśmy Iana Rusha, Neville'a Southalla i ducha w drużynie, jakiego mógł nam pozazdrościć każdy. A już na Anglię byliśmy zmobilizowani wyjątkowo. Dla nas to jak mecz o mistrzostwo świata. I dzisiaj jest tak samo - mówi Hughes, który po środowym spotkaniu z Polską rezygnuje z posady selekcjonera i przechodzi do Blackburn Rovers.

Tylko duchem osłabione "Zielone smoki" mogą pokonać Anglików (zabraknie charyzmatycznego Robbiego Savage i jeszcze kilku piłkarzy). Pełna gwiazdorów reprezentacja Anglii przypomina bowiem walec, który nawet nie zauważy, jak zmiażdży po drodze ambitny zespół sąsiadów. Jedyny problem to, kto będzie Walijczykom strzelać gole. A raczej, kto będzie partnerem Wayne Rooneya w ataku.

Michael Owen? Były gwiazdor Liverpoolu, zagubił się w cieniu galaktycznych sław Realu Madryt. Trafił akurat na kryzys zespołu i odejście trenera Jose Antonio Camacho. Jego następca od razu poinformował, że Anglik jest u niego napastnikiem nr 4 i tak też go traktował. 52 minuty w ostatniej kolejce ligi hiszpańskiej w kolejnym przegranym meczu to wszystko, co Owen mógł rzucić na szalę w rywalizacji o miejsce w pierwszym składzie kadry. - Kiedy sir Alf Ramsey był trenera kadry, obowiązywały dwie zasady. Grają ci, którzy na co dzień występują w klubach i nie są z klubami skłóceni. Owen nie podpada po żadną z tych kategorii - twierdzi mistrz świata z 1966 roku Geoff Hurst.

Trener Sven Goran Eriksson ceni jednak Owena, bał się przy tym postawić w ataku na dwóch małolatów - Rooneya i Jermaine'a Defoe, który zdobył uznanie po golu w wygranym meczu z Polską. Szwed wybrnął z tarapatów następująco: zapowiedział, że wystawi przeciwko Walii wszystkich trzech napastników. Za nimi zagra trzech pomocników: David Beckham, Nicky Butt i Frank Lampard. A w obronie obok Gary Neville'a, Ashleya Cole'a i Sola Campbella po raz pierwszy po ośmiomiesięcznej dyskwalifikacji za odmowę kontroli dopingowej Rio Ferdinand, który wypchnął ze składu Johna Terry'ego i Ledley'a Kinga. - W ogóle mi ich nie żal. Sorry, ale ja po prostu wróciłem na swoje miejsce, którego wcale nie chciałem opuszczać - powiedział Ferdinand. Słuchając wywiadów z obrońcą Manchesteru United, można dojść do wniosku, że dojrzał podczas zawieszenia. - Jeśli ktoś odbierze piłkarzowi sobotnie popołudnie [kiedy są mecze ligowe - red.], to tak, jakby odebrał mu życie. Ale ja się nie załamałem. Przez te osiem miesięcy byłem na trybunach wszystkich meczów na Old Trafford i wielu wyjazdowych. Z góry widać więcej, wiele sobie przemyślałem i zobaczymy, czy stałem się lepszym piłkarzem - mówi Rio.