Co robił śląski koszykarz na olimpiadzie w Atenach?

Jan Kupczyk z Piekar był jedynym koszykarzem z naszego kraju, który pojechał na olimpiadę do Aten. Stolicę Grecji odwiedził w... wojskowej panterce.
Do koszykówki trafił w szkole podstawowej. Na trybunach nieprzeciętnie wysokiego chłopaka wypatrzył trener Józef Potępa i zaprosił na trening bytomskiej drużyny. Młodzian wciąż rósł i stał się czołowym zawodnikiem drużyny juniorskiej. Z Bobrami wywalczył nawet tytuł mistrza Polski kadetów. Przed czterema laty Kupczyk występował na parkietach polskiej ekstraklasy. Grał przeciwko takim zawodnikom, jak Jeff Stern, Ainars Bagatskis czy Tyrice Walker. Ze wzrostem 208 cm młodziutki koszykarz mógł myśleć o zrobieniu kariery, jednak jego nazwisko nagle zniknęło z meczowych protokołów.

Kupczyk wycofał się ze sportu jesienią 2000 r. Bobry przechodziły wtedy ogromny kryzys, klub miał kłopoty z płatnościami. - Nie chciało mi się ciągle prosić o swoje pieniądze. Podziękowałem za dalszą grę - przypomina Kupczyk, który wybrał karierę żołnierza zawodowego. - Właściwie to wojsko mnie samo wybrało i tak już zostało - dodaje. Skończył szkołę podoficerską we Wrocławiu, a potem po dziesiątkach specjalistycznych badań i testów przydzielono go do 5. Batalionu Chemicznego w Tarnowskich Górach. To było szczęśliwe zrządzenie losu, bo dzięki temu w lipcu tego roku zrealizował swoje sportowe marzenie: pojechał na olimpiadę do Aten! Kapral Kupczyk ubrany w panterkę wraz z kolegami przez dwa miesiące strzegł w Atenach bezpieczeństwa olimpijczyków i paraolimpijczyków. Właśnie wrócił ze stolicy Grecji. - Miałem nadzieję, że uda mi się wybrać na jakiś stadion czy do hali i obejrzeć jakąś dyscyplinę, ale nic z tego. Byliśmy w ciągłej gotowości i nie było mowy o żadnych takich wycieczkach - opowiada.

Nasi żołnierze stacjonowali w tamtejszej szkole artylerii, byli przygotowani na ewentualny atak terrorystyczny z użyciem broni chemicznej. - Dzięki Bogu, nic się nie stało, sportowcy mogli czuć się bezpieczni, bo cały czas czuwaliśmy - mówi kapral Kupczyk.

Olimpiadę śledził w telewizji. - Najbardziej ucieszyły mnie medale Otylii Jędrzejczak oraz sukces Roberta Korzeniowskiego. Oglądałem też oczywiście mecze turnieju koszykarskiego, gdzie najbardziej zaskoczyło mnie, że odpadli Amerykanie.

Niektórzy żartują, że z takim wzrostem żołnierz jest łatwym celem dla wroga. Kupczyk nie przejmuje się złośliwymi uwagami. Czy pojechałby w takim razie do Iraku? - Jeśli o mnie chodzi, to nie ma problemu, ale myślę, że moja dziewczyna nie zgodziłaby się na taki wyjazd - mówi po chwili zastanowienia.

Kupczyk wciąż gra w kosza. Po służbie wraz z kolegami zagląda co jakiś czas do sali i przypomina o swoich sportowych talentach. Niewykluczone, że wkrótce powstanie też koszykarski zespół w tarnogórskiej jednostce. Ponoć dowodzący batalionem pułkownik już obiecał to Kupczykowi...