MKS Mława - Radomiak Radom, sobota godz. 13

To może być najważniejszy w całej rundzie pojedynek mławian. Ewentualna porażka, a nawet remis może na długie tygodnie, a może i miesiące, zatrzymać zespół Mariana Kurowskiego w dole drugoligowej tabeli
- Zdajemy sobie sprawę z wagi spotkania - podkreśla trener Marian Kurowski. - Ono zaczyna serię bojów z ekipami, które podobnie jak my walczą o zachowanie ligowego bytu. Ostatnia seria porażek mocno przygnębiła moich zawodników, ale muszą się jak najszybciej otrząsnąć. Graliśmy w końcu z ligową czołówką, w starciu z którą wiele drużyn jeszcze pogubi punkty.

Sobotni rywal do tej pory bardzo "leżał" mławianom. Wielu piłkarzy z szerokiego składu pamięta jeszcze smak majowego zwycięstwa, kiedy obie drużyny walczyły o awans do II ligi. Efektowna wygrana 3:0 właściwie pozwoliła MKS-owi w bezpieczny sposób zakończyć rozgrywki III ligi.

Ale czy dziś zespół jest zdolny do powtórki? Na pewno, jeśli się maksymalnie zmobilizuje i uwierzy, że Radomiak to rywal do ogrania. Z tym ostatnim może być o tyle łatwiej, że w radomskim klubie doszło właśnie do poważnych zawirowań. Po przegranym u siebie 0:3 spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec pracę stracił trener Jan Makowiecki. W środę zastąpił go Arkadiusz Skonieczny, który wcześniej prowadził zajęcia z najmłodszymi adeptami futbolu Radomiaka.

Kurowski nie chce komentować tych zmian. - Z własnego doświadczenia wiemy, że może to różnie wpłynąć na zespół - mówi. - Jednak w futbolu nie ma cudotwórców i nikt z dnia na dzień nie zmieni oblicza drużyny. Ja się wieściami z Radomia zbytnio nie ekscytuję, nie brak mi przecież kłopotów we własnej drużynie.

Zdaniem Kurowskiego dwa gole puszczone w Jaworznie ewidentnie obciążają konto Macieja Wiśniewskiego. Gdy na inaugurację sezonu Robert Romanowski puścił trzy bramki w Ostrowcu Świętokrzyskim, trener biało-zielonych zareagował natychmiast. Wtedy oddelegował dotychczasowego pierwszego golkipera na ławkę rezerwowych. Czy podobny los spotka Wiśniewskiego? - Jeszcze nie wiem, co postanowię - mówił w czwartek Kurowski. - Poobserwuję obu bramkarzy na treningach i ostateczną decyzję podejmę w dniu meczu.

Obsada bramki to nie jedyny problem szkoleniowca rodem z Wielkopolski. W spotkaniu ze Szczakowianką Benson Anih solidnie oberwał od pilnujących go obrońców. Przez chwilę podejrzewano nawet złamanie żeber. Jednak diagnoza lekarska wszystkich uspokoiła. Bo uraz to "jedynie" mocne stłuczenie. Ale występ Bensona przeciwko Radomiakowi jest wykluczony.

Również Adrian Woźniczka będzie źle wspominał wyprawę do Jaworzna. Podczas powietrznego pojedynku rozciął sobie głowę i po meczu założono mu szwy. Ale na szczęście nie jest to uraz, który wykluczałby go z sobotniej rywalizacji.