Henryk Kasperczak: Nie jestem dyktatorem

- Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że te fantastyczne zwycięstwa, jakie odnosiliśmy w rywalizacji z Parmą i Schalke, zamazały faktyczny obraz polskiej piłki - analizuje trener Henryk Kasperczak, któremu właściciel klubu Bogusław Cupiał dał jeszcze szansę prowadzenia zespołu.
Michał Białoński: Jak wyglądała pańska rozmowa z właścicielem Wisły SSA Bogusławem Cupiałem?

Henryk Kasperczak: Właściciel jest rozżalony, że odpadliśmy z fazy grupowej. My również nie możemy się z tym pogodzić. Poza tym rozmawialiśmy o klubie. Na pewno nie można powiedzieć, że wszystko, co się zrobiło przez dwa i pół roku, jest beznadziejne. Zespół został zbudowany i szkoda tylko, że nie osiągnęliśmy celu.

Ale to nie jest już taki dobry zespół...

- Najlepszy mieliśmy na początku mojej kadencji. Z Kosowskim i Kalu na skrzydłach, z będącym w fantastycznej formie Kuźbą w ataku. Ta trójka decydowała o obliczu gry. Dwóch z tych piłkarzy już u nas nie ma, a Kuźba po dłuższej przerwie nie może złapać rytmu. Dziś można powiedzieć, że te fantastyczne zwycięstwa z Parmą i Schalke zamazały faktyczny obraz polskiej piłki. Nie dość, że żaden polski zespół nie gra automatyczynie w Lidze Mistrzów, to żaden nie jest nawet rozstawiony w eliminacjach i wszystkie muszą walczyć w dwóch rundach eliminacyjnych.

Drugi mój zespół - ten z okresu rywalizacji z Anderlechtem - był znacznie słabszy. W momencie walki o Ligę Mistrzów miałem do dyspozycji tylko czterech piłkarzy z dawnego składu, a na lewą obronę musiałem wstawiać stopera Jacka Paszulewicza.

Odpadliście z Anderlechtem, ale też ze znacznie słabszą Valerengą Oslo.

- Tydzień przed rewanżowym meczem z Norwegami prawie wszyscy zachorowali na grypę, później organizmy były osłabione. Teraz zbudowaliśmy mocny zespół, ale zabrakło nam szczęścia w losowaniu. Trafiliśmy na Real w momencie, gdy nowy trener naładował energią wszystkich zawodników.

Porażkę z Realem wszyscy wam wybaczyli, ale Dinama Tbilisi nikt.

- Zaszkodziło nam wrażenie z łatwego zwycięstwa z WIT-em, który jest przecież mistrzem Gruzji, a wbrew temu Dinamo okazało się znacznie lepszym zespołem. Na początku nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, dopiero jak zobaczyliśmy Dinamo, powiedzieliśmy: "Uuuu! Trzeba będzie uważać!". Niestety, zawiedliśmy.

Co dalej?

- Trzeba przyglądnąć się zawodnikom, pomyśleć o wzmocnieniach, zareagować i musimy się skupić na grę na rynku krajowym.

Najlepszy zespół - według pańskiej hierarchii - kosztował 20 mln zł, teraz budżet klubu wzrósł o ponad 10 mln, a efektów nie ma.

- Jak na polskie warunki budżet jest bardzo wysoki, bo planowaliśmy awansować przynajmniej do fazy grupowej. Wydaliśmy dużo pieniędzy na transfery, ale teraz nie można winą za nieudane kroki obciążać wyłącznie mnie. Kasperczak ma głos, jest jedną z figur na klubowej szachownicy, ale nie jest dyktatorem i o niczym nie decyduje w pojedynkę.

Zanim nie powinęła się Panu noga w rywalizacji z Anderlechtem decydował Pan o wszystkim.

- To nieprawda. Kto tak Panu powiedział! Musiał Pan coś źle usłyszeć. Atakuje się mnie o sprowadzanie słabych obcokrajowców, ale przecież ryzyko sprowadzenia ich było niewielkie. Przyszli za darmo, dostali malutką sumę na kontrakcie, chcieliśmy ich sprawdzić. Myślę o takich piłkarzach jak Edno, Belotte, Ouadja. Żaden z nich nie był rewelacją, ale takie doświadczenia to normalna rzecz w klubach zawodowych. Jak na polskie warunki dużo wydaliśmy na dwóch piłkarzy z Amiki [Marek Zieńczuk i Tomasz Dawidowski - przyp. red.], z których jeden [Dawidowski] nie może do tej pory grać.

Jest Pan przygotowany na cięcia finansowe, żeby domknąć budżet?

- Na pewno zajdzie konieczność szukania pieniędzy. Niewykluczone, że przebudujemy drużynę. Po badaniach lekarskich mamy już Madeja - zawodnika, który pasuje do naszej koncepcji. Cały czas walczymy o zapełnienie luki na lewej stronie po odejściu Kosowskiego. Wzięliśmy najlepszego lewoskrzydłowego w lidze - Zieńczuka, zobaczymy, jak się on rozwinie. Szkoda, że odpuściliśmy Kalu.

Ma przyjść jeszcze z Lecha ofensywny Michał Goliński.

- W lecie będzie wolnym zawodnikiem, ale może już wcześniej trafi do nas, bo w Lechu mu nie płacą, sprawa trafiła do sądu PZPN. Musimy być gotowi na to, że opuszczą nas jacyś zawodnicy, o ile będą mieć propozycje.