Piłkarska I liga: GKS Katowice - Amica 1:4

- Przeciw tak słabemu GKS-owi nie grałem jeszcze nigdy w życiu - podsumował kapitan gości Jacek Dembiński. Po wczorajsze porażce drużyna z Bukowej spadła na ostatnie miejsce w lidze
Katowiczanie po dobrych meczach z Górnikiem Łęczna i Wisłą Płock i mniej udanym występie przeciwko Pogoni Szczecin wczoraj ponownie zagrali słabe spotkanie. - Nie wiemy, co się z nami dzieje. Dzisiaj zupełnie uszło z nas powietrze. Wygląda ma to, że znowu przyszła obniżka formy - tłumaczył Grzegorz Kmiecik, napastnik "Gieksy".

Spotkanie obserwował z trybun Werner Liczka, szkoleniowiec Górnika Zabrze, środowego rywala GKS-u w Pucharze Polski. - To był pojedynek Amiki z... Andruszczakiem. Tylko jemu wśród gospodarzy chciało się walczyć - ocenił Czech.

Gospodarze nie tylko nie mieli żadnego pomysłu na grę ofensywną, ale również popełniali koszmarne błędy w obronie. Bohaterem spotkania był 35-letni Jacek Dembiński, który strzelił dwa gole, a przy trzecim asystował. Kapitan Amiki bez trudu ogrywał katowicką obronę i często przedostawał się w pole karne GKS-u. - Przygotowując się do tego spotkania, oglądaliśmy na wideo fragmenty dobrej gry katowiczan. Muszę jednak powiedzieć, że przeciw tak słabemu GKS-owi nie grałem jeszcze nigdy w życiu - dziwił się Dembiński.

Piłkarze Amiki szybko, bo już w 8. min, strzelili pierwszą bramkę. Przy biernej postawie defensywy Mateusz Bartczak podał do niepilnowanego Dembińskiego, a ten bez trudu pokonał bramkarza. - Wyglądaliśmy, jakbyśmy spali. Spotkanie w pierwszych minutach wyglądało jak sparing. Dla naszej drużyny jedynym ratunkiem jest zaangażowanie i walka. Jeżeli tego nie zrozumiemy, to nie mamy czego szukać w lidze - podkreślał Andruszczak, który w 18. min wyrównał wynik. Piłkę zacentrował w pole karne Krzysztof Markowski, a głową przedłużył Paweł Brożek. - Dostałem idealne podanie i miałem przed sobą tylko Malarza. Strzeliłem mocno i wpadło... - opowiadał piłkarz.

Goście jeszcze przed przerwą ponownie objęli prowadzenie. Po błędzie Pawła Pęczaka Dembiński podał do Filipa Burkhardta, a ten umieścił piłkę w siatce. - To mój błąd, że wystawiłem Pęczaka. Tuż przed meczem zgłosił mi kontuzję, ale i również chęć pomocy drużynie. Jak było, wszyscy widzieli - żałował Wojciech Borecki, trener GKS-u. Kilka sekund wcześniej sędzia spotkania Mirosław Ryszka, który popełnił wczoraj kilka błędów, dopatrzył się spalonego Brożka, który znajdował się kilka metrów przed obrońcą Amiki. Chwilę później Ryszka nie odgwizdał również ewidentnego faulu na Kmieciku.

W drugiej połowie meczu gospodarze zupełnie opadli z sił i nie stanowili żadnego zagrożenia dla Amiki. Goście bez trudu wygrywali indywidualne pojedynki z zawodnikami GKS-u. - Nie ma co gadać, to nie są jacyś kelnerzy. Przecież to naprawdę silna drużyna, w której gra wielu reprezentantów Polski - komentował Brożek. W 62. min piłkarze z Wronek strzelili trzecią bramkę. Paweł Kryszałowicz ograł Łukasza Nawotczyńskiego i podał dokładnie do Karola Gregorka, a ten silnym strzałem pokonał słabo broniącego wczoraj Sławika. Kilkanaście minut później Dembiński strzałem z kilkunastu metrów po raz kolejny trafił do siatki. Goście mogli jeszcze kilkakrotnie trafić do siatki Sławika, jednak najczęściej piłka minimalnie mijała bramkę. Natomiast katowiczanie w drugiej części meczu stworzyli zaledwie jedną groźniejszą sytuację. W 82. min strzału z dystansu próbował Andruszczak, jednak piłka minęła spojenie słupka i poprzeczki.



GKS Katowice - Amica Wronki 1:4 (1:2)

Strzelcy bramek

GKS: Andruszczak (18. po podaniu Brożka).

Składy

Amica: Dembiński (8. po podaniu Bartczaka, 77. po podaniu M. Burkhardta), F. Burkhardt (33., po podaniu Dembińskiego), Gregorek (62., po podaniu Kryszałowicza).

GKS: Sławik - Pęczak Ż (46. Nawotczyński), Markowski, Fonfara - Kęska, Widuch, Gorszkow, Wróbel Ż (67. Czerwiec), Andruszczak Ż - Kmiecik Ż (60. Plizga), Brożek.

Amica: Malarz - Skrzypek (81. Wojtkowiak), Stasiak, Bieniuk, Dudka Ż - F. Burkhardt (60. Kryszałowicz), Bartczak, M. Burkhardt, Sobociński (70. Kikut) - Gregorek, Dembiński.

Widzów: 3000

Gracz meczu

Jacek Dembiński (Amica) - strzelił dwa gole, a przy trzecim asystował

GKSAmica
7strzały17
2celne8
13faule19
0słupki i poprzeczki0
6spalone0
5rzuty rożne6






ZDANIEM TRENERÓW

Wojciech Borecki (GKS): - Po takim meczu niewiele można powiedzieć. Wszystkie atuty piłkarskie były po stronie Amiki, która udzieliła nam srogiej lekcji gry. Szkoda tylko, że gole padały po tak koszmarnych błędach naszej defensywy. Amica zbyt łatwo strzelała nam gole. Moi chłopcy byli zmotywowani przed tym spotkaniem i wydawało się, że podejmą walkę. Niestety, zagrali zbyt bojaźliwie i asekuracyjnie.

Maciej Skorża (Amica): - Bałem się, że możemy być zmęczeni po naszym występie w Pucharze UEFA, ale jednak nic takiego nie miało miejsca. Udało się nam zagrać bardzo dobre spotkanie. Szczególnie w drugiej połowie dominowaliśmy na boisku. Wiedzieliśmy, jak gra GKS. Oglądaliśmy fragmenty dwóch ich ostatnich spotkań. Kluczem do sukcesu była pewna gra w drugiej linii, którą wygraliśmy.

not. rg



ROZMOWY POD SZATNIĄ

Artur Andruszczak (GKS): - Nie chcę oceniać kolegów, bo to nie moja rola. Grali pewnie na tyle, ile dzisiaj sami mogli z siebie dać. Wiem jedynie, że mamy taką kadrę, że jedynie walka na 120 procent może nam zapewnić sukces. Kiedy wyrównałem, wydało się, że się podniesiemy i ruszymy do ataku. Niestety, Amica nas wypunktowała bez większego wysiłku. Cieszy jedynie wspaniała postawa kibiców, są z nami na dobre i na złe.

Filip Burkhardt (Amica): - Trener mówił przed spotkaniem, że bramkarz GKS nie jest zbyt ogranym zawodnikiem na pierwszoligowych boiskach i żebym próbował strzelać z dystansu. Cieszę się, że po jednym z takich strzałów zdobyłem swoją pierwszą bramkę w lidze.

Krzysztof Markowski (GKS): - Amica pokazała nam, jak się gra w piłkę, a my byliśmy dzisiaj zaledwie tłem. Popełniliśmy sporo błędów i po raz drugi z rzędu straciliśmy cztery gole. To jednak nie tylko wina linii defensywy, bo my bronimy się całą drużyną.

Jarosław Bieniuk (Amica): - Nie mogę powiedzieć, że to był łatwy mecz. W naszym zespole nie było mowy o żadnym rozluźnieniu, cały czas graliśmy maksymalnie skoncentrowani. Tutaj, w Katowicach, murawa boiska jest dość specyficzna, miejscami jest ziemia, a czasem glina i to sprawia, że niełatwo się gra.