Jak funkcjonują drużyny baseballowe na Wybrzeżu?

Co łączy Yankees z Działdowa, z Kosmitami z Rybnika i Orłami z Gdańska? Zawodnicy tych drużyn są pasjonatami baseballa, sportu. który powoli zdobywa sobie popularność w Polsce. Gdańskie Orły mają szansę na grę w I lidze, ale na razie nie znalazły sponsora
- Media w ogóle nie interesują się baseballem, a bez tego rozwój naszej gry w Polsce nie będzie możliwy - mówi trener gdańskich Orłów Maciej Główczewski. Jego drużyna wygrała w niedzielę mecz z MKS Władysławowo - pojedynek na boisku MOKF przy ulicy Grunwaldzkiej (na co dzień grają tam rugbiści Lechii) był pierwszym w historii meczem baseballowym w Gdańsku. - Na Wybrzeżu nie ma gdzie grać. Trenujemy na ogólnodostępnym boisku trawiastym przy klubie Bolek i Lolek przy ulicy Kołobrzeskiej - oczywiście, jeżeli jest wolne. Na mecze jeździmy w Polskę, a to nie jest tanie - tłumaczy Główczewski. Tylko na wyjazdach grają też baseballiści z Władysławowa. - Nie stać nas na wynajęcie na podróż autokaru, bo firmy przejazdowe liczą 1,5 złotego za kilometr plus wynagrodzenie dla kierowcy. Jeździmy więc pociągami, wybierając najtańsze połączenie nawet z wieloma przesiadkami - mówi kapitan i założyciel drużyny Grzegorz Białas. Drogi jest także ekwipunek gracza baseballu. - W Polsce nie ma ani jednego sklepu, w którym można by kupić sprzęt. Trzeba go sprowadzać z zagranicy i po opłaceniu cła wychodzi 600 zł na głowę. Odkładamy więc pieniądze do skarbonki - dodaj Białas. - Gramy w używanym sprzęcie przysyłanym z Ameryki. Mam tam zaprzyjaźnionego człowieka, który ma dobre serce i co jakiś czas przesyła nam pałkę czy rękawice, które w Ameryce wyszły już z mody. Kiedyś w Polsce nie było chociaż problemów z kijami - sprowadzono ich ponad 100 tysięcy, ale miały inne przeznaczenie i celowo zapomniano o piłkach - tłumaczy Główczewski.

Stawką meczu pomiędzy Orłami i Władysławowem była gra z Centaurami Warszawa o awans do I ligi. Mimo to na meczu panowała raczej podwórkowa atmosfera. Drużyna z Władysławowa przyjechała na tak ważny mecz bez trenera, nie było przedstawiciela związku, który czuwałby nad prawidłowym przebiegiem meczu. - Nie ma mowy o pomyłkach czy przekrętach, bo po każdej zmianie zapisujemy wynik na specjalnej karcie, a przedstawiciele obu drużyn składają swoje podpisy - uspokajał Główczewski, którzy marzy o pozyskaniu sponsora i stworzenie drużyny na miarę tej, która jest teraz w Osielsku pod Bydgoszczą. Sekcja baseballa powstała tam przy szkole podstawowej w 1992 roku. W Osielsku zbudowano specjalne, wzorowane na amerykańskich, boisko do baseballa, które ma nawet własny system nawadniający. W tym roku drużyna Dębów Osielsk trenowana przez Kubańczyka Jose Manuela Travieso zdobyła mistrzostwo Polski.

42-letni Kubańczyk sędziował w niedzielę mecz w Gdańsku. - Na Kubie baseball to narodowa gra. Mimo że jest bieda, zbudowano mnóstwo boisk do gry, tak jak w Polsce za komuny za państwowe pieniądze. Dzieci już na pierwsze urodziny w prezencie dostają pałkę czy rękawicę. Na Kubie w baseball gra się wszędzie i wszystkim, na plaży nawet owocami cytrusowymi - mówi Travieso. - W Polsce baseball musi walczyć sam o swoją pozycję. Takim drużynom jak te z Gdańska i Władysławowa, jeśli baseball nie zaistnieje w mediach, ciężko będzie znaleźć sponsora i normalnie funkcjonować - dodaje Kubańczyk, który zanim przyjechał 15 lat temu do Polski grał w juniorskiej reprezentacji Kuby. Travieso dopiero od niedawna zajmuje się swoim ukochanym sportem. Wcześniej pracował w klasztorze Sióstr Miłosierdzia i jako wykidajło w dyskotece. - Może coś się zmieni i dorobię się jeszcze na baseballu. Chciałbym odwiedzić rodzinę na Kubie, ale wstydzę się wracać z pustymi rękoma. Mam nadzieję, że baseball także w Gdańsku będzie coraz bardziej popularny. To skomplikowany, ale piękny sport. Można grać długo - mówi Travieso, który jest grającym trenerem swojej drużyny