III liga piłkarska. Śląsk Wrocław - TOR Dobrzeń Wielki 1:2

Słuchaj, tutaj wszyscy mówią, że to największy wstyd w historii klubu - mówiła tuż po zakończeniu meczu do telefonu komórkowego Kalina Rowińska-Schetyna. Rozmawiała najprawdopodobniej z mężem, prezesem klubu, Grzegorzem Schetyną, którego nie było na meczu. W tej ocenie nie ma przesady. Po porażce Śląska Wrocław z TOR-em Dobrzyń Wielki trener Grzegorz Kowalski powiedział, że rozważa dymisję.



Nie ma znaczenia, że to dopiero pierwsza porażka Śląska w tym sezonie. Nieistotne jest też to, że styl gry wrocławian był ciut lepszy niż w poprzednich meczach. Porażka z zespołem, o którym nikt wcześniej we Wrocławiu nie słyszał, to megakompromitacja, której nie usprawiedliwia nic. W sobotę piłkarze i trener Śląska przeszli do historii klubu. Zhańbili Śląsk jak nikt nigdy wcześniej.

Po końcowym gwizdku piłkarze Śląska długo siedzieli ze spuszczonymi głowami na murawie stadiony przy Oporowskiej, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. Kiedy już schodzili do szatni, byli załamani. Marcin Wielgus miał łzy w oczach. Legenda wrocławskiego klubu Janusz Sybis kręcił z niedowierzaniem głową.

Po spadku do trzeciej ligi wydawało się, że gorzej już być nie może. A jednak... Są porażki, które klubom o wielkich tradycjach nie powinny się zdarzać. Mecz można przegrać, ale ważne, z kim się przegrywa i w jakim stylu. I chociaż ostatnie lata we wrocławskim zespole nie należały do najlepszych, to jednak ta garstka fanów, która jeszcze na trybuny Oporowskiej przychodzi, nie powinna być karana takimi upokorzeniami. Bo przegranej z TOR-em Dobrzeń Wielki inaczej jak upokorzeniem kibica nazwać nie można.

Może gra Śląska była nawet lepsza niż w poprzednich kilku meczach. Kilka akcji naprawdę mogło się podobać. W końcu, po strzale niezawodnego Krzysztofa Ulatowskiego, Śląsk objął prowadzenie.

Także w pierwszym kwadransie drugiej połowy było nieźle. Wówczas groźnie na bramkę rywali strzelali Marcin Wielgus, Robert Rosiński oraz Mateusz Kasprzycki.

Ale w piłce chodzi o to, aby strzelać więcej bramek od rywala. A po przerwie do siatki trafiali tylko rywale. I żadnym wytłumaczeniem nie jest fakt, że najlepszym piłkarzem gości był bramkarz.

To, co zrobił Andrzej Ignasiak w 58. min, dyskredytuje go jako piłkarza. Obrońca Śląska wręcz oddał piłkę rywalowi, a ten zainicjował akcję, po której padła bramka. Później było jeszcze gorzej. Żaden ze zmienników nie wniósł nic dobrego do gry. A wręcz odwrotnie. Grający od początku Wielgus może nie błyszczał, ale kilka razy zagroził bramce rywali. Za to Dariusz Filipczak, który go zastąpił, nie zrobił nic. I tak było z pozostałymi zawodnikami.

W 78. min kardynalny błąd popełnił drugi ze środkowych obrońców Rafał Lis. Wyprowadzając akcję z własnej połowy, wdał się w drybling i stracił piłkę. Po kontrze i celnym strzale Sienczewskiego jasne się stało, że Śląsk nie wygra. Później się okazało, że nawet nie zremisuje.

Śląsk Wrocław - TOR Dobrzeń Wielki 1:2 (1:0)

Bramki: 1:0 - Ulatowski (10), 1:1 - Pierskalla (58), 1:2 - Sienczewski (78)

Śląsk: Janukiewicz - Wołczek (86. Szczot), Ignasiak, Lis, Rudolf - Kasprzycki (75. Małecki), Szewczyk Ż, Rosiński, Wielgus (65. Filipczak Ż) - Ulatowski Ż - Kowalczyk (70. Ostrowski).

TOR: Krupa - Białek Ż, Duraj, Dudek Ż, Czech (60. Janczar) - Nita, Pierskalla, Sienczewski, Konik (89. Lewandowski), Malik - Jankowski.

Widzów: 1 tys. Sędziował: Sebastian Jarząbek (Katowice).

TOR - Techniczna Obsługa Rolnictwa

Dobrzeń Wielki

lokalizacja - powiat opolski ziemski, gmina Dobrzeń Wielki

położenie geograficzne - gmina leży w makroregionie Niziny Śląskiej z wyróżnieniem dwóch mezoregionów: Pradoliny Wrocławskiej (zachodnia część gminy związana z Odrą) i Równiny Opolskiej (wschodnia i północna część gminy w tym mikroregiony: Równina Stobrawska i Dolina Małej Panwi. Samo Dobrzeń Wielki leży na północ od Opola.

liczba mieszkańców Dobrzenia Wielkiego - 4450 osób

DWUGŁOS TRENERÓW

Zbigniew Biliński

trener TOR Dobrzeń Wielki

Wiedzieliśmy, gdzie jedziemy i że czeka nas bardzo ciężki mecz, z bardzo mocną drużyną. Mieliśmy już doświadczenia z Radzionkowa, gdzie przy odrobinie szczęścia mogliśmy zdobyć punkty. Dzisiaj to szczęście dopisało nam we Wrocławiu. Śląsk był na pewno drużyną lepszą, przeważał, ale szczęście nam dopisało. Wykorzystaliśmy swoje sytuacje i cieszymy się ze zwycięstwa.

Grzegorz Kowalski

trener Śląska Wrocław

Gratuluję zespołowi i trenerowi zdobycia punktów we Wrocławiu. Mecz trzeba ocenić w ten sposób, że było wiele chęci, natomiast za dużo prostych błędów. Prowadziliśmy i powinniśmy strzelić następną bramkę, aby móc grać spokojnie. Natomiast stało się to, co gdzieś tam w najczarniejszych myślach przewidywaliśmy. Ostrzegaliśmy, że TOR to jest zespół, który potrafi grać w piłkę, który potrafi wykorzystać chwile słabości. Akurat tak się dzisiaj stało. Natomiast my pod koniec meczu już tylko szamotaliśmy się. Nie potrafiliśmy nic logicznego w zespole wymyślić i skończyło się czymś takim, co na pewno zapisze się niechlubnie w historii tego klubu. Każdą ewentualność teraz biorę pod uwagę. Będę rozmawiał z zawodnikami, z prezesem. Chciałbym być pewien do końca decyzji, jaką podejmę. Rozumiem rozgoryczenie kibiców. Nie obrażając trenera i zespołu TOR-u, to jeśli Śląsk Wrocław przegrywa, obojętnie w jakich okolicznościach, mecz u siebie z takim rywalem, to trzeba się zastanowić, co dalej.

DLA GAZETY

Krzysztof Ulatowski

To dla mnie niezrozumiałe. Straciliśmy dwa gole po błędach, które nie powinny się zdarzyć. Nie wiem, co się dzieje z zespołem. Niby wszystko jest dobrze. Jest fajna atmosfera, wiemy po co gramy, a jak przychodzi do meczu nic nam nie wychodzi. Strzeliłem bramkę, ale to mnie nie cieszy. Jesteśmy zespołem i nie jest ważne, że zagrałem dobrze, czy byłem najlepszy. Przegraliśmy jako zespół i nie ma o czym mówić. Nie wiem, co będzie dalej i co trzeba zrobić. Może powiedzieć, że jestem załamany.