Mistrzostwa Polski w boksie

Dziewięć medali zdobyli pięściarze Hetmana Białystok w zakończonych wczoraj w Poznaniu indywidualnych mistrzostwach Polski. Na najwyższym stopniu podium stanęli Mirosław Nowosada i Aleksy Kuziemski
We wczorajszych finałach boksowało aż sześciu zawodników z Białegostoku. Tylu samo reprezentowało w nich PKB Poznań. Gospodarze wypadli jednak lepiej, bowiem zdobyli aż pięć złotych medali. W dwóch finałach pokonali pięściarzy Hetmana. Do bardzo interesującego pojedynku doszło w wadze do 57 kg. Rękawice skrzyżowali Andrzej Liczik, olimpijczyk z Aten, oraz jego dobry kolega z Poznania Krzysztof Szot. Obaj zaliczają się do najlepszych w kraju, ale Liczik dotychczas boksował w lżejszej kategorii. Urodzony na Ukrainie pięściarz do mistrzostw przygotowywał się w swojej poprzedniej ojczyźnie. Już w półfinale miał problemy. Tylko dwoma punktami 27:25 pokonał niespełna 19-letniego Mariusza Jaszowskiego. W finale Szot nie pozostawił żadnych złudzeń, kto jest lepszy. Wygrał 32:8 i został uznany za najlepszego pięściarza turnieju. Liczik, dla którego była to 200. walka w karierze, nie jest jedynym olimpijczykiem z Aten, który nie sięgnął w Poznaniu po złoto. W wadze do 51 kg młody Rafał Kaczor pokonał Andrzeja Rżanego, który w półfinale zwyciężył naszego Daniela Zajączkowskiego przez rsco w trzeciej rundzie.

Także Marcin Łęgowski w wadze 60 kg musiał uznać wyższość zawodnika PKB. Mariusz Koperski, który wygrał także przed rokiem, tym razem zwyciężył 19:10.

Do bratobójczego białostockiego boju doszło w wadze 75 kg. Mirosław Nowosada, który wygrywał w trzech poprzednich finałach (jeden ze zdobytych tytułów stracił, bo w jego organizmie wykryto farmaceutyki, pozwalające utrzymać wagę), podobnie jak Liczik debiutował w cięższej kategorii. Za rywala miał Piotra Wilczewskiego. Obaj zawodnicy Hetmana w półfinałach pokonali innych kandydatów do reprezentacji kraju: Artura Zwarycza (Wilczewski 16:6) i Roberta Gniota (Nowosada 24:11). W finale lepszy był Nowosada, który zwyciężył 26:17.

- Mirek lepiej zaczął - opowiada trener Hetmana Jan Żyliński. - Już na początku zyskał kilka punktów przewagi. Był szybszy i dokładniejszy.

Bez walki złoto w wadze 81 kg zdobył Aleksy Kuziemski, który sięgnął po nie dopiero po raz drugi w swojej karierze. Jego przeciwnik Łukasz Janik w ciężkiej półfinałowej walce doznał pęknięcia wargi i miał założone szwy. Kuziemski z kolei bez większych trudności uporał się wcześniej ze swoim młodszym klubowym kolegą Krzysztofem Zimnochem - rsco w trzeciej rundzie.

Na zakończenie mistrzostw doszło do niezwykle interesująco zapowiadającej się walki w kategorii superciężkiej. Mariusz Wach (Gwardia Warszawa), który przed rokiem zdetronizował w kraju Grzegorza Kiełsę, po raz kolejny okazał się lepszy - 25:12.

- Grześkowi trudno było skrócić dystans - mówi Żyliński. - Ten Wach to jednak wielkie i bardzo silne chłopisko.

Oprócz wspomnianego Zajączkowskiego i Zimnocha brązowy medal zdobył młody Piotr Sielawa (64 kg). W półfinale wypadł naprawdę nieźle w walce z Piotrem Olejniczakiem z PKB, późniejszym mistrzem, ale przegrał 10:18.

Ludwik Buczyński

trener kadry



Liczik jeszcze nie jest gotowy do boksowania w tej wadze. Szybko musi nabrać masy i więcej siły. Myślę, że w następnym roku powinien już być groźny i w tej kategorii. Jeśli chodzi o pojedynek Łęgowskiego z Koperskim, to raz wygrywa jeden, raz - drugi. Tym razem lepszy był ten drugi. Bardzo ładny pojedynek stoczyli Nowosada i Wilczewski. Nowosada jest może odrobinę za niski do tej wagi, ale jest silny i bardzo dobrze wyszkolony technicznie. Pod tym względem był najlepszy w tym turnieju. Kiełsa trafiał mocno tego Wacha sierpami prawą ręką wyprowadzonymi od dołu, ale później odpuszczał. I tak kilka razy, jak trener mu krzyknie, to zaatakuje, a później w tył. Jakoś nie ma sposobu na Wacha.

Spodziewałem się, że młodzież na tych mistrzostwach jeszcze bardziej zaatakuje tych starszych. Z białostoczan doceniłbym Zimnocha, a przede wszystkim Sielawę. Być może obaj powalczą na początku listopada w turnieju w Czechach.