MKS Mława - GKS Bełchatów 0:1 (0:0)

Bełchatowianie wprawdzie wygrali z beniaminkiem z Mławy, ale swoją grą nie zachwycili
- Bardzo współczuję Mławie - mówił po meczu Mariusz Kuras, trener GKS. - Jako zawodnik w Pogoni też przeżyłem takie zatrucie. Ciężko się po nim dochodziło do zdrowia.

Piłkarze gospodarzy właściwie powinni jeszcze wypoczywać. Ich organizmy jeszcze długo będą dochodzić do pełni sił po niedawnym zatruciu pokarmowym. Mimo to niemal przez godzinę ambitnie starali się dotrzymywać kroku wiceliderowi. Przegrali, bo nic więcej z siebie dać już nie mogli.

Początkowo trudno było zauważyć, która z drużyn przeżywała ostatnio tak ciężkie chwile. Goście nie spodziewali się, że wymęczeni chorobą mławianie, postawią im tak trudne warunki gry. Aspirujący do gry w ekstraklasie GKS miał poważne problemy z przekroczeniem środkowej linii boiska. W pierwszej połowie jego piłkarzom udało się to ledwie kilka razy. Krzysztof Butryn i Rafał Wodniok, defensywni pomocnicy gospodarzy, skutecznie wyłączyli z gry Łukasza Gargułę i Jacka Kurantego, a Łukasz Połoszczak i Paweł Lubasiński zneutralizowali "skrzydła" gości.

GKS tracił przez to bardzo dużo piłek już na własnej połowie. Po raz pierwszy gospodarze stanęli przed szansą zdobycia gola w 14. min spotkania. Maxwell Kalu ograł przed polem karnym dwóch obrońców i strzałem w długi róg próbował zaskoczyć Aleksandra Ptaka. Na szczęście bez powodzenia. W 40. min po kolejnej stracie w środku boiska znów MKS stworzył sytuację bramkową. Wodniok prostopadłym podaniem uruchomił wychodzącego na czystą pozycję Kalu. Szarżujący Nigeryjczyk był już sam przed Aleksandrem Ptakiem. Miał mnóstwo czasu na podjęcie decyzji, ale zachował fatalnie. Huknął wysoko nad bramką, zupełnie jakby grał w rugby, a nie piłkę nożną. - Ambicją nadrabialiśmy duże zaległości treningowe - podkreślał po meczu Marian Kurowski, trener MKS Mława. - Gołym okiem było widać, że goście przewyższają nas przede wszystkim pod względem szybkościowym.

W pierwszej połowie meczu GKS oddał tylko pięć strzałów na bramkę mławian, z których żaden nie był groźny dla Macieja Wiśniewskiego.

Po zmianie stron piłkarze z Mławy wyraźnie opadli z sił. Byli coraz wolniejsi, co skrzętni wykorzystywali piłkarze GKS. Pod bramką gospodarzy coraz częściej dochodziło do gorących sytuacji. W 50. min po centrze z rzutu rożnego groźnie główkował Jacek Popek. Wtedy jeszcze minimalnie niecelnie. W 58. min. bełchatowianie wreszcie dobili gospodarzy. Wiśniewski zdołał obronić jeszcze silny strzał Grzegorza Króla, wybijając piłkę poza boisko. Jednak po centrze z rogu Łukasza Garguły, stojący przy krótkim słupku Bartosz Hinc przedłużył dośrodkowanie i Radosław Matusiak miał już otwartą drogę do bramki. Jego celna główka była czystą formalnością.

Trener gospodarzy wprowadził wtedy dwóch napastników. - Liczyłem, że wniosą do naszej gry coś nowego - mówi Kurowski. - Niestety ich współpraca z resztą zespołu nie układała się tak jakbym tego chciał.

W 70. min. Benson Anih był nawet bliski pokonania Ptaka. Wbiegł odważnie w pole karne ale piłkę zablokował w ostatniej chwili jeden z obrońców gości i bramkarz nie miał problemu z wyłapaniem strzału. GKS miał jeszcze szansę podwyższyć rezultat. Na cztery minuty przed końcem meczu potężną bombą popisał się Jacek Kuranty. Niestety piłka po jego strzale wylądowała na poprzeczce.

MKS Mława - GKS Bełchatów 0:1 (0:0)

Strzelcy

GKS: Matusiak (58. z podania Hinca)

Widzów ok. 1000

Składy

MKS: Wiśniewski - Brzozowski, Rogoziński, Mikłowski, Woźniczka - Połoszczak, Wodniok (46. Szmyt), Butryn, Lubasiński - Kalu (60. Karpiński), Rogalski Ż (65. Anih);

GKS: Ptak - Hinc, Frolich, Berliński, Augustyniak (46. Kolendowicz) - Popek, Kuranty Ż, Garguła (79. Pietrasiak), Pawlusiński Ż - Król Ż, Dziedzic (46. Matusiak).

Mława - Bełchatów

8strzały14
2celne4
0słupki i poprzeczki1
3rzuty rożne4
4spalone4
11faule9