Bernardo Nunes, brazylijski pomocnik Szczakowianki chciałby się zakochać

?Berni? chciałby poznać polską dziewczynę, która zawładnie jego sercem. - Wtedy mógłbym się nawet zastanowić nad przyjęciem waszego obywatelstwa - zdradza Bernardo Nunes, pomocnik Szczakowianki Jaworzno.
Jest jednak jeden mały problem. Choć Bernardo mieszka w Jaworznie już ponad pół roku, zna tylko kilka polskich słówek. - Wasz język mnie przeraża - wyznaje. Potrafi tylko wymienić imiona kolegów z zespołu (ci nazywają go "Berni"), samodzielnie zamówić piwo i... przeklinać. - Chciałbym się nauczyć waszego języka, ale jest szalenie trudny. Przekleństwa zawsze łapie się w mig, gdyż bardzo często "brzydkie" słowa padają na treningu czy podczas meczu. Z komunikacją na boisku nie mam problemów. Przecież tam się gra, a nie rozmawia - mówi pomocnik Szczakowianki.

Poza boiskiem Bernardo rozmawia właściwie tylko z Katarzyną Porwit, tłumaczką języka włoskiego i hiszpańskiego, która pomaga piłkarzowi w codziennych obowiązkach.

Jaworznickim kibicom bariera językowa jednak nie przeszkadza. Ludzie często zaczepiają Brazylijczyka na ulicy, dzieci pukają do drzwi, prosząc o autografy.

Bernardo urodził się w Rio de Janeiro, pochodzi z biednej rodziny. Ma trójkę rodzeństwa: dwie siostry i brata. Ojciec Bernardo prowadzi szkółkę piłkarską. Piłkarz bardzo tęskni za rodziną. Jest częstym gościem kafejek internetowych, tam za pomocą komputera kontaktuje się z najbliższymi. Najbardziej brakuje mu bratanka, który tak jak wujek ma na imię Bernardo. Niedawno piłkarz wytatuował sobie jego wizerunek na lewej stronie brzucha.

W Polsce poza samotnością najbardziej doskwiera mu pogoda. Gdy zimą Bernardo przyjechał na obóz Szczakowianki od razu chciał uciekać. Przeraził go śnieg i przenikliwe zimno. - Gdy za oknem jest 20 stopni Celsjusza, to już czuję się nieswojo - śmieje się.

Bernardo jest obieżyświatem. Zanim przyjechał do Polski, grał w Hiszpanii (w rezerwach Deportivo La Coruna), Meksyku, Arabii Saudyjskiej, a ostatnio w Paragwaju. Do Jaworzna trafił za namową menedżera i, jak na razie, nie żałuje swojej decyzji. - Im więcej krajów odwiedzę, tym lepiej dla mnie - tłumaczy. - Szczakowianka to świetny zespół, najlepszy w drugiej lidze! Poziom gry też nie jest wcale taki zły - dodaje.

- Piłka nożna to moja pasja. Jeśli klub wywalczy awans do ekstraklasy, to chciałbym w nim pozostać. Jeśli jednak nie będę grał, to nie wiem, czy zdecyduję się przedłużyć kontrakt - zastrzega piłkarz. Koledzy "Berniego" twierdzą, że na treningach Brazylijczyk zadziwia mocnymi i celnymi strzałami. - Wolę grać w ataku, do przodu. Nigdy nie odczuwam tremy. Lubię wchodzić na boisko, gdy drużynie się nie układa, czuję się wtedy potrzebny - wyjaśnia.

Bernardo wie, że najlepszym polskim klubem jest Wisła. Chciałby grać w Krakowie, bo miasto też mu się bardzo podoba. Jeżeli nie w Wiśle, to chociaż w Cracovii. Po zakończeniu kariery chciałby zostać menedżerem i dużo podróżować.





Sidicley Bernardo Nunes

Urodzony: 5 lutego 1978 r. w Rio de Janeiro

Wzrost: 180 cm, waga: 78 kg