Po mistrzostwach Polski w kolarstwie torowym

KOLARSTWO TOROWE. Podsumowanie startu kolarzy Gryfa Szczecin jest bardzo okazałe - sześć medali. Niezadowolony może być jedynie Damian Zieliński, który uległ wypadkowi. Na szczęście niegroźnemu.
Zakończone w sobotę na szczecińskim torze im. Zbysława Zająca zawody dostarczyły wielu emocji. Już dawno Gryf nie wywalczył w kategorii Elity sześciu medali (trzy złote, jeden srebrny i dwa brązowe).

- To bardzo dobry wynik - chwali się Waldemar Mosbauer, trener Gryfa.

Gospodarze mogli zdobyć o jeden medal więcej, nawet złoty. Szansę miał Damian Zieliński, zwycięzca tegorocznego Pucharu Świata w sprincie i siódmy na tym dystansie na igrzyskach w Atenach. Niestety na ostatnim okrążeniu keirinu doszło do kraksy z jego udziałem - to pozbawiło go szansy na medal. W sumie i tak Damian - obok kolegi klubowego Grzegorza Krejnera - był pierwszoplanową gwiazdą zawodów: zdobył dwa złota w sprincie indywidualnym i olimpijskim (drużynowym).

Obok sportowców z męskiego Gryfa, na podium stawały też kolarki ze szczecińskiego BOGO Szczecin m.in. Magdalena Bąkowska, trzecia w sprincie: - Z medalu się cieszę, tym bardziej, że ostatnio miałam przerwę w kolarstwie i niedawno znów do niego powróciłam - cieszyła się szczecinianka.

Wyścig punktowy wygrała Karolina Janik, a brąz w keirinie Marta Szczuko (obie BOGO).

Choć na mistrzostwach pojawiła się cała polska czołówka, frekwencja nie była wysoka. Nie dopisała także publiczność - wyścigi oglądała ok. 50-osobowa grupa kibiców. Trener Mosbauer ma pomysł na ożywienie szczecińskiego kolarstwa.

- Wieczorne zawody dla 16 czołowych sprinterów świata, które odbywałyby się na takich samych zasadach jak zmagania żużlowców - tłumaczy. - Są już pierwsi chętni do udziału. Chciałbym, aby takie zawody odbyły się w przyszłym roku.