Hokej. Ekstraklasa: Podhale - Cracovia 2:3!

?Hej, heja, heja - Cracovia mistrzem hokeja? - śpiewali fani krakowskiego zespołu, gdy Krzysztof Śliwa rozstrzygnął losy zaciętego meczu, a nowotarska publiczność tłumnie zaczęła opuszczać halę.
Jeśli nie sensacja, to z pewnością spora niespodzianka w Nowym Targu. Mające mistrzowskie aspiracje "Szarotki" przegrały z beniaminkiem po dwóch golach Damiana Słabonia. Jednak bohaterem meczu został były bramkarz "Szarotek" Rafał Radziszewski. - Strasznie mi zależało na tym, by tu wygrać. Muszę przyznać, że moi byli koledzy mnie nie oszczędzali. Zwłaszcza grając w przewadze, strzelali tak mocno, że nawet nie docierało do mnie, kto uderza krążek - mówił po meczu "Radzik".

Obydwa zespoły są na bakier z treningami na lodzie (w Krakowie trwa remont hali, w Nowym Targu skończył się niedawno), ale z lepszej strony zaprezentowali się goście. Akcje krakowian były płynniejsze, formacje lepiej zgrane.

Trener górali Andrzej Słowakiewicz bardzo chciał, aby zespół odkuł się po wysokiej porażce w Oświęcimiu. Rozpoczął grę czterema piątkami, lecz szybko - gdy gra się nie kleiła - zrobił przegrupowanie i postawił na dziewięciu najlepszych napastników (w boksie zostali Jastrzębski, Zapała i Zubek).

"Szarotki" zaczęły przeważać. Ale nic z tego nie wynikało, bo w bramce "Pasów" Radziszewski był o klasę lepszy niż 20-latek Łukasz Janiec między słupkami Podhala. Cracovia długo prowadziła za sprawą indywidualnej akcji Słabonia i strzału pod poprzeczkę w krótki róg (źle ustawiony Janiec). A "Radzik" nie pękał nawet wtedy, gdy miał przed sobą tylko napastników gospodarzy Michała Radwańskiego (2. min), Janusza Hajnosa (32.) czy Zbigniewa Podlipniego (32.). Bramkarzowi "Pasów" dopisywało również szczęście. Na 13 s przed końcem II tercji Podlipni po dwójkowej akcji z Jarosławem Różańskim położył już Radziszewskiego, lecz nie trafił do pustej bramki. Podobnie jak Dariusz Łyszczarczyk w 43. min, gdy Podhale grało w przewadze.

W końcu receptę na "Radzika" znalazł Łyszczarczyk (strzał po lodzie w prawy róg), ale szybko rządy Cracovii w nowotarskiej hali przywrócił Rafał Twardy (dobitka strzału Stanisława Urbana w przewadze po wątpliwym przewinieniu Łukasza Wilczka).

Sporo zamieszania w II części meczu wprowadził sędzia Waldemar Zarodkiewicz. Najpierw nie zauważył faulu Marcina Kotuły na Radwańskim, a później, gdy Kotuła zdobył gola po koszmarnym błędzie Jańca (wrzutka z połowy lodowiska), arbiter wycofał się z decyzji o uznaniu bramki, by po konsultacji z liniowymi nałożyć karę na Kotułę.

Na mecz przyjechał wiceprezes Paweł Misior w asyście menedżera Albina Mikulskiego. - Jak na razie hokej mi się podoba. Grunt, że nasi wygrywają - mówił Mikulski.

Wojas/Podhale2
ComArch/Cracovia3
Tercje: 0:1, 0:0, 2:2

Bramki: 0:1 Słaboń (3.), 1:1 Łyszczarczyk (56., Wołkowicz), 1:2 Słaboń (57., S. Urban w przewadze), 1:3 Śliwa (59., S. Urban), 2:3 Sroka (60. Różański, Hajnos).

Wojas/Podhale: Janiec - Piotrowski, Łabuz, Hajnos, Różański, Podlipni - Sroka, Wilczek, Kolusz, Słowakiewicz, Radwański - Gil, Dutka, Zapała, Jastrzębski, Łyszczarczyk - Talaga, Piekarz, Zubek, Ćwikła, Wołkowicz.

Comarch/Cracovia: Radziszewski - P. Urban, Csorich, Malinowski, Słaboń, Twardy - Marcińczak, Smreczyński, Horny, Rzimsky, Pawlik - Kozendra, Kotuła, Śliwa, S. Urban, Drozdowicz.

Sędziował: Waldemar Zarodkiewicz z Katowic. Kary: 28 (w tym 10 dla Wołkowicza) oraz 18 min. Widzów: 1000.

W pozostałych meczach: GKS Tychy - Dwory/Unia Oświęcim 2:2 (2:0, 0:1, 0:1, dogrywka 0:0), bramki dla Dworów: Piekarski (26.), Zamojski (45.); GKS Katowice - Stoczniowiec Gdańsk 0:5 (0:1, 0:2, 0:2), KH Sanok - TKH Toruń 1:9 (1:3, 0:3, 0:3).